Bańka mydlana w Cleveland pękała dość długo. Czy Kyrie jednak na pewno wie co robi?

11 dni. Dokładnie przez tyle Kyrie Irving był prawdziwym liderem Cleveland Cavaliers. 1 lipca 2014 roku włodarze Cavs podsunęli 22-letniemu rozgrywającemu pod nos nową, 5-letnią umowę wartą 90 milionów dolarów. Oficjalnie przekazali mu klucze do przyszłości organizacji. Nikt nie miał wtedy pojęcia, że w głowie LeBrona Jamesa zrodził się pomysł powrotu do Ohio, który 11 lipca, poprzez wiadomość w SportsIllustrated, stał się faktem. Półtorej miesiąca później w prywatny, należący do Dana Gilberta samolot do Cleveland wsiadał na lotnisku w Minneapolis Kevin Love. Po władzy absolutnej Kyrie’go nie było już nawet śladu.

LeBron nie tylko stał się z miejsca liderem drużyny na parkiecie, ale podpisując krótkie, niezobowiązujące umowy przejął kontrolę nad losami Cavaliers. Nie był GM-em. Nie wierzcie w te brednie. Ostatnią rzeczą, na którą miał ochotę, było sprawdzanie cyferek w kontraktach graczy i analizowanie czy możliwe jest ich ściągnięcie. Jednak szefowie Cavs wiedzieli, że każdy ich ruch, każda myśl pojawiająca się w zaciszu gabinetów, musi mieć na celu dopasowanie drużyny do Jamesa. Po pierwsze dlatego, że on tak chciał, po drugie, że było to po prostu najlepsze dla zespołu. Posiadanie jednego z pięciu najlepszych graczu w historii tego sportu ma też swoją cenę.

Od samego początku relacje wewnątrz drużyny nie należały do bajkowych. Nie wszystkim podobało się, że LeBron bez żadnych zahamować karci w mediach Kevina Love’a. Nie każdy akceptował jego zachowanie wobec trenera Davida Blatta. Nie każdy potrafił zrozumieć twardo przez Jamesa negocjowane, lukratywne kontrakty dla kumpli z KlutchSportGroup – Tristana Thompsona i JR Smitha. Krótko mówiąc – powiedzieć, że drużyna nie było jednością, to jak nie powiedzieć nic.

Wiele zmieniło przyjście zimą 2016 roku do zespołu Channinga Frye’a. Były gracz Suns i Magic od razu zobaczył jak ogromne podziały istnieją w szatni. Wg informacji Jackie MacMullan z ESPN, założył grupowy czat, na którym raz po raz inicjował dyskusje właściwie o niczym (np. Arnold Schwarzenegger vs Dwyane The Rock Johnson – kto by wygrał), aby wywołać swoich do tablicy, aby pobudzić drużynę do życia. Postanowił też zakumplować się z cichym zazwyczaj Kevinem Love’m i zmusić go do większej interakcji z drużyną. Po zaledwie kilku miesiącach drużyna po każdej wygranej serii z Play-Offs spotykała się właśnie u Love’a w mieszkaniu, by celebrować.

Jednak przez cały ten czas nikt na zewnątrz nie wiedział, że większe problemy gnieździły się w głowie Kyrie’go Irvinga. Młody rozgrywający czuł się przytłoczony przez wszechobecnego LeBrona. Jak się okazało, mistrzostwo i rola bohatera w ostatnim meczu Finałów podczas największego comebacku w historii koszykówki nic nie zmieniły. Wg informacji Briana Windhorsta z ESPN już wtedy, tuż po nałożeniu na palec mistrzowskiego pierścienia, Irving mocno rozważał prośbę o transfer.

Jednak wtedy w Cleveland pracował jeszcze człowiek, który potrafił te wszystkie pożary gasić. Jak twierdzą najlepiej poinformowani w mediach, była to jedna z najlepszych cech Davida Griffina. Jak nikt potrafił trafiać do często wybujanych ego zawodników. Tonować nastroje. Najwięcej pracy miał właśnie przy Irvingu. Panowie czasem nawet kilka razy w miesiącu spotykali się, by przeanalizować sytuację i zapewnić gracza, że nigdzie nie będzie mu lepiej.

Griffin był jedyną osobą, która utrzymywała atmosferę w Cavs ponad taflą wody. Gdy na 3 dni przed Draftem Dan Gilbert postanowił puścić swojego GM’a w świat, było tylko kwestią czasu, kiedy statek pójdzie na dno. Dziurę w kadłubie zrobił niecały miesiąc później Irving, prosząc szefostwo klubu o wymianę.

Co teraz czeka obie strony?

Cavs wydaję się być pogodzeni ze stratą Irvinga. Jak donosi dzisiaj Adrian Wojnarowski z ESPN, rozpoczęli już pierwsze telefony badające teren pod ewentualny transfer. Jednak na pewno nie będą się spieszyć i poczekają na właściwą ofertę. A tej na razie nie widać.

Już teraz odpada właściwie opcja transferu do Phoenix, gdyż Suns natychmiast zaprzeczyli, aby byli gotowi oddać dopiero co wybranego z numerem #4 w Drafcie Josha Jacksona. Wg wielu informacji nie ma już również tematu transferu do Cleveland Carmelo Anthony’ego. Nie chce tego bowiem żadna z zainteresowanych stron. Nie wiadomo na ile realne jest zainteresowanie Timberwolves, którzy mogliby złożyć pakiet oparty o Andrew Wigginsa i Jeffa Teague’a, jednak musieliby z nim poczekać do 15 grudnia. Kontrakty podpisane latem tego roku nie mogą być bowiem wymienianie przed tą datą.

Zupełnie niejasne są też intencje samego Irvinga. Właściwie jedynym podawanym do tej pory powodem jego prośby o transfer jest chęć bycia prawdziwym liderem drużyny, która budowana byłaby pod niego. Świadczyć może to jednak o bardzo mocnym samoprzewartościowaniu Kyrie’go. Powinien on sobie bowiem zdawać sprawę, że nawet po jego przejściu nikt w San Antonio nie zrezygnuje z oparcia drużyny na Kawhi’u Leonardzie, w Minneapolis na Karlu-Anthony’m Townsie, w Nowym Jorku na Kristapsie Porzingisie, w Milwaukee na Giannisie Antetokuonmpo, a w Denver na Nikoli Jokicu.

Kyrie jest bowiem idealnym side-kickem. Graczem z dobrym rzutem, który potrafi w odpowiednim momencie przejąć spotkanie i wyczarować coś z niczego. Jest prawdopodobnie najlepszym kreatorem własnego rzutu w całej lidze. Problemy jednak zaczynają się ponad to. Irvig bowiem nie tylko nie pokazał do tej pory, że umie co najmniej bardzo dobrze kreować grę dla innych, to jeszcze w dodatku nie bardzo to lubi. Jak donosi Zach Lowe z ESPN, sztab trenerski Cavs twierdzi, że Kyrie ma w sobie „to coś”, jeśli chodzi o podania, jednak po prostu zbyt mocno uwielbia kozłować i rzucać. Jest w dodatku bardzo słabym obrońcą. To nie przypadek, że Cavs przed przyjściem LeBrona wygrywali średnio 30 spotkań w sezonie, a już po jego przyjściu, gdy LeBron odpoczywał, a Kyrie prowadził zespół, mieli bilans 3-14.

Kyrie ewidentnie wierzy, że jest na poziomie zbliżonym do LeBrona i jego status w drużynie powinien to odzwierciedlać. Jego postrzeganie rzeczywistości zdecydowanie przerasta jednak samą rzeczywistość. Po transferze może czekać go twarde z nią zderzenie.


Loading Facebook Comments ...

Zostaw komentarz

MOŻESZ BYĆ ZAINTERESOWANY

TOP 5 (17.12.18)
Newsroom
36 odsłon
36 odsłon

TOP 5 (17.12.18)

Marcin Uszyński - 18/12/2017