W Chicago nie wie lewa ręka, co czyni prawa

NBA: Chicago Bulls press conference

W Chicago przed rozpoczęciem poprzedniego sezonu postawiono wreszcie na zmiany. Zrezygnowano z defensywnej, wolnej koszykówki Toma Thibodeau i zatrudniając młodego Freda Hoiberga chciano, tak się przynajmniej wydaje, postawić na basket szybki i nowoczesny. Hoiberg należy bowiem do pokolenia trenerów, które wyznaje koszykówkę typu pace&space, czyli napędzającą tempo i rozciągającą grę poprzez korzystanie z dystansowych strzelców.

Wszystko to na pierwszy rzut oka wydaje się być świetnym pomysłem. Unowocześnienie gry, pójście za trendami wyznaczanymi przez najlepsze ekipy w lidze to dokładnie taka droga, jaka powinna być obierana. Jednak w Chicago powiedziano jedynie A, a o B, C i każdej kolejnej literze alfabetu chyba zapomniano. Management Bulls albo robi Hoibergowi na złość, albo nie konsultuje z nim żadnych swoich ruchów. Inaczej nie da się wytłumaczyć całokształtu tegorocznych posunięć.

I nie mam tu wcale na myśli podpisania kontraktu z Dwyane’m Wade’m. To jest bardzo dobry ruch. Jedyny, jaki w tej sytuacji można było wykonać. Wade jest po bardzo dobrym sezonie w swoim wykonaniu, a 2-letnia umowa jest idealnym kompromisem pomiędzy wymaganiami zawodnika, a jego sytuacją wiekową i zdrowotną. Hasło „powrotu do domu”, tak bardzo w ostatnich latach lansowane, mocno podniesie na pewno sprzedaż koszulek i zapewni pełną halę na pewnie każdym meczu. Zarówno marketingowo, jak i sportowo jest to jak najbardziej prawidłowa decyzja, a nie skorzystanie z tej szansy byłoby głupotą.

rajonrondobulls

Problem jest natomiast inny. Nazywa się Rajon Rondo. Już samo jego podpisanie to decyzja mocno wątpliwa. Jeśli ktokolwiek myśli, że były rozgrywający Celtics pamięta jeszcze choćby, jak to jest być dobrym zawodnikiem, nie oglądał poczynań Rajona w Dallas i Sacramento. Albo nie pamięta, co sprawiało, że Rondo był tak dobrym graczem w Bostonie.

Była to defensywa. Obrona zawsze i od zawsze sprawiała, że Rondo był swojej drużynie przydatny. Łatka „generała ataku” była jednym z największych mitów, jakie przetoczyły się w ostatnim czasie przez NBA. Rajon tylko dwukrotnie bowiem w swojej karierze prowadził atak, który znajdował się w pierwszej ’10’ ligowej stawki. Celtowie w sezonie 2007/08 byli 10. najlepszą ofensywą ligi, a sezon później 5. Od tamtego czasu każdy atak, który prowadził Rondo plątał się gdzieś między 15., a 25. miejscem. I to bez znaczenia, czy grali oni bardzo szybko, jak zeszłoroczni Sacramento Kings, czy nieco wolniej, jak Celtics pod koniec przygody Rondo w Bostonie. Ofensywa po prostu nigdy nie była mocną stroną drużyn, których grę Rajon prowadził.

Po defensywie Rondo nie ma już natomiast śladu. Jeśli fani Bulls chcą sobie wmawiać, że Rajonowi przez ostatnie 5 sezonów po prostu się nie chciało i teraz, z odzyskaną nie wiadomo skąd motywacją znów będzie to robił, proszę bardzo. Kibice w Dallas i Sacramento szybko się tych złudzeń pozbyli. Do tego stopnia, że w Teksasie bardziej zaufano malutkiemu JJ’owi Barei, a w stolicy Kalifornii pierwszoplanową rolę woleli powierzyć Darrenowi Collisonowi.

Rajon Rondo jest problemem. W połączeniu natomiast z Dwyane’m Wade’m jest przepisem na katastrofę. Dwaj gracze użyteczni tylko i wyłącznie z piłką w rękach, w żaden sposób nie rozciągający gry. Chicago mogą być w ten sposób jedyną ekipą w lidze, która będzie dawała regularne minuty piątce graczy, z których żaden nie dysponuje regularnym rzutem z dystansu. Line-up Rondo-Wade-Butler-Gibson-Lopez jest właśnie takim ustawieniem.

Podpisanie Rondo jest tym bardziej wątpliwe, że posiadając w składzie Wade’a i Butlera nie jest wcale potrzebny klasyczny rozgrywający trzymający piłkę w rękach. Jeden i drugi zawodnik świetnie czuje się manewrując między kolejnymi zasłonami, jak również potrafi naprawdę dobrze uruchamiać swoich partnerów. Zatrudnienie na pozycję rozgrywającego strzelca, który robiłby dla obu miejsce, w połączeniu z już będącymi w rotacji Dougiem McDermottem i Nikolą Miroticem sprawiłoby, że tak lubiana przez Freda Hoiberga ofensywa byłaby naprawdę możliwa do zaadaptowania.

A tak to nie wiadomo za bardzo, o co chodzi Garowi Formanowi. Ale na pewno nie o ułatwienie pracy Hoibergowi.


MOŻESZ BYĆ ZAINTERESOWANY

Loading Facebook Comments ...

Zostaw komentarz