Fatalny start sezonu dla Cleveland Cavaliers

02/11/2017
42 Shares 1292 Odsłon 2 Komentarze

W Cleveland Cavaliers rollercoaster pędzi od końca przegranych finałów NBA 2017. Najpierw był smutek po kolejnej porażce z Warriors, potem zapewnienia LeBrona, że on nie upadnie, choć wszyscy by tego chcieli. Następnie miała miejsce Irvingdrama w Ohio zakończona transferem i wymianą za Crowdera i Thomasa, którego biodro być może pozwoli mu grać w koszykówkę dopiero w styczniu. Na tym etapie analitycy byli powściągliwi i twierdzili, że choć Cavs zapewne wygrają Wschód, to szans z Dubs nie mają żadnych. Pozyskanie Dwyane’a Wade’a nagle otworzyło wszystkim oczy, że przecież latem doszedł jeszcze Jeff Green czy Derrick Rose i teraz z D-Wadem w składzie zespół z Cleveland ma tak głęboką ławkę, że głowa mała. Teraz jednak problem polega na tym, że głowa to może boleć fanów Cavs, ale od tego jak grają ich ulubieńcy, a nie od nadmiaru gwiazd.

Dwyane Wade w pierwszej piątce i Kevin Love jako center to dwa ruchy Ty’a Lue, którymi szybko zasmucił JR Smitha i Tristana Thompsona. Oczywiście po chwili zastanowienia obaj zawodnicy wrócili do swoich wyjściowych pozycji, bo Wade miał nagle być lepszym wzmocnieniem drugiego składu, a Love czuć się lepiej na centrze. Te zmiany, a nawet przesunięcie LeBrona Jamesa na jedynkę nic nie dały, bo Cavs po dzisiejszym blamażu z Indianą mają bilans 3-5 i 3 od końca obronę w całej NBA. Notabene atak z 13 pozycją też nie wygląda zbyt rewelacyjnie. Co się dzieje z Cleveland?

Zacznijmy od tego, że Cavs bronią jeszcze gorzej niż bronili przed startem playoffs 2017. Dodajmy też fakt, że w tym sezonie LeBron James nie ma już oparcia w zawodniku, który sam może sobie wszystko wykreować, a oczywiście chodzi o Irvinga. Czy Thomas może być takim graczem? Może, ale najpierw musi być zdolny do grania i odzyskać formę. Idziemy dalej tropem rozgrywania. Derrick Rose zagrał na razie tylko w 3 spotkaniach więc na jego notowania z powrotem po urazie kostki nie ma co patrzeć, choć dla zespołu ważne jest to, że nie jest w optymalnej formie. Dwyane’a Wade’a nie ratują już nawet statystyki per36, bo te pokazują jedynie efektywność podań weterana, który chyba resztki benzyny z baku zużył rok temu w Chicago. JR Smith chociaż tak bardzo był niezadowolony z roli ławkowicza, to powinien spojrzeć sobie w lustro i powiedzieć, że m.in. z 17% za trzy, to nie powinien się nawet łapać do składu. Tak naprawdę to beneficjentami obecnej sytuacji są jedynie Jeff Green, który w 19 minut na mecz zdobywa średnio 10 punktów i ma drugi najwyższy per36 w karierze oraz Kevin Love, który z notowaniami na granicy 20-11 jest ciągle tym samym zawodnikiem, jakim był rok temu. Nie jest ani lepszy, ani gorszy, ale też mimo wielu zapewnień, po raz kolejny nie jest wykorzystywany w 100% tak jak być powinien.

Chcąc, nie chcąc – w pewnym momencie musimy przejść do osoby Króla Jamesa czyli lidera drużyny. Czy LBJ jest bez formy? Trudno nazwać bez formy 32 latka z 15 letnim stażem na parkietach NBA, który notuje obecnie statystyki 24-7-8 i grywa średnio ponad 37 minut na mecz. Oczywiście LeBron może mówić, że po wspaniałym offseason, jednym z najlepszych w jego karierze, kontuzja kostki zgotowała mu najgorszy camp treningowy od wielu lat, lecz co on może zrobić więcej? Przecież jeśli na tym etapie swojej kariery byłby jeszcze graczem blisko 30 punktów na mecz to z pozostałymi statystykami asyst i zbiórek ocierałby się o granicę koszykarskiego absurdu. Tak James ma jeszcze „zapas”, bo np: w tegorocznych rozgrywkach staje rekordowo mało razy na linii rzutów wolnych (4,6) lecz nie w nim tkwi tu problem. Poza obroną dziurawą jak ser Szwajcarski LBJ musiałby zdobywać z 35-40 oczek by nadrobić także atak swojej ekipy.

Cavs są starzy i nie ma tutaj w mojej opinii ani krzty złośliwości. Na 14 graczy, którzy do tej pory zostali wykorzystani w rotacji zespołu aż 7 ma ponad 30 lat, a trzech po 36. Love i Crowder ocierają się już o 30tkę, Thomas jest wyłączony z gry do stycznia, a w dzisiejszym spotkaniu Tristan Thompson naciągnął mięsień łydki i jutro czeka go MRI. Czy Cavs w tak zaawansowanym wieku są w stanie poprawić tak bardzo kulejącą obronę oraz atak? Przecież IT po powrocie do gry będzie potrzebował czasu na odbudowę formy, a sam do tego jest koszmarną dziurą w obronie. Co gorsza dla Cavs – jak do tej pory mieli bardzo łatwy grafik do rozegrania, a mimo to przegrali 4 razy po prawie/lub 20 oczek z Indianą, Nowym Jorkiem, Orlando czy Nowym Orleanem.

Tyronne Lue twierdzi, że jego zawodnicy muszą być w lepszej formie fizycznej. Pytanie jednak nasuwa się w takim razie takie: Co robili ci zdrowi gracze podczas offseason i campów treningowych, skoro każdy jest bez formy? Zaraz się okaże, że nikt w Cleveland nie był zdrowy od początku przygotowań. Ponadto Lue twierdzi, że atmosfera w zespole jest świetna i zupełnie nie w tym rzecz. Wczoraj jego „podopieczni” zorganizowali Haloweenową imprezę, ale patrząc po dzisiejszym wyniku meczu z Indianą – kolejna integracja na niewiele się zdała. Co prawda słychać głosy, że Cavs jak i wiele innych doświadczonych ekip chciałoby przeczekać tylko do playoffs, ale co ze złymi nawykami? Te mogą się odbić potem czkawką w dalszej części rozgrywek i pomijam już fakt, że obecnie Kawalerzyści są dopiero na 3 miejscu od końca na Wschodzie.

Co taki start, a co gorsza taki sezon, może oznaczać dla Cavaliers? Może oznaczać coś gorszego niż porażkę w playoffs przed finałami NBA czy kiepskie rozgrywki dla oka. LeBron James latem 2018 roku będzie wolnym agentem i znowu po raz kolejny będzie decydował o swojej przyszłości. On teraz patrzy na to wszystko i może się zastanawiać co ten zespół może mu dać w przyszłości i jak wielu graczy trzeba by wymienić, by miało to sens. Ilu weteranów musi odejść? Z kolei Cavs mogą stanąć za rok przed smutnym widmem odbudowy zespołu od zera w oparciu o Kevina Love’a, który wydaje się być jedynym pewniakiem na ten moment. Thomas to niewiadoma na ostatnim roku kontraktu. Dwyane Wade biega na oparach. Taki fatalny start w Cleveland może więc ciążyć gdzieś na psychice graczy, którzy wybiegając myślami do przodu mogą czuć, że powoli im się pali grunt pod nogami.

Czy da się to wszystko naprawić jeszcze w tych rozgrywkach? Tak, to tylko 8 spotkań ktoś powie, ale Cavs nie grają źle, tylko DRAMATYCZNIE źle, a do tego ich problemy nie są tymczasowymi, bo kiepska defensywa ciągnie się za nimi jeszcze z końcówki ubiegłego sezonu. Kto dalej uważa, że Cavaliers i tak wygrają Wschód bez problemu? Prawdziwy test czeka LeBrona i spółkę w styczniu, kiedy będzie do grania sporo spotkań z Zachodnią konferencją, lecz do tego momentu i tak trzeba jakoś funkcjonować w tej „ligowej szarzyźnie” i odbić się od dna.

Loading Facebook Comments ...

MOŻESZ BYĆ ZAINTERESOWANY