Czy komuś opłaca się handlować z Celtics?

Boston Celtics wciąż pozostają najpoważniejszym graczem na trwającym do 23 lutego rynku transferowym NBA. Danny Ainge zaopatrzony jest w armię wyborów w Drafcie i kontraktów mogących posłużyć do sprowadzenia do Boston Garden gwiazdy. Jeśli włodarze Celtów wierzą, że obecna drużyna jest w stanie po kilku modyfikacjach zagrozić Cavaliers, jest to dla nich ostatni moment na przeprowadzenie owych zmian. Dlatego można spodziewać się, że będą oni bardzo aktywni aż do samego trade deadline.

Jednak czy są w NBA drużyny, którym naprawdę opłaca się siąść do stołu negocjacyjnego z ekipą z Bostonu? Poniżej moje odpowiedzi na to pytanie z perspektywy 3 najczęściej wymienianych w medialnych spekulacjach ekip.

CHICAGO BULLS

Odchodzi: Jimmy Butler

Czy warto?: Absolutnie nie.

Butler jest sprawdzonym graczem, który dopiero wchodzi w swój prime. We wrześniu skończy 28 lat i właśnie gra swój najlepszy sezon w karierze. Postęp w jego grze widoczny jest z roku na rok, co imponujące jest zwłaszcza teraz, biorąc pod uwagę jak beznadziejnie skonstruowana jest drużyna Byków. Prawie 25 punktów na mecz na 45% skuteczności z gry i przyzwoitych 35% z dystansu, gdy wokół nie ma zapewnionego żadnego spacingu (Bulls są na szarym końcu ligowej stawki, jeśli chodzi o skuteczność zza łuku), to wynik co najmniej bardzo dobry.  Jimmy jest jedyną rzeczą, która trzyma w tym sezonie ekipę z Chicago wychyloną lekko ponad powierzchnię beznadziejności. Bez niego na parkiecie Byki są o 8.6 punktu na 100 posiadań gorsi od swoich rywali (żaden inny gracz nie ma net ratingu niższego niż -3.5, gdy nie ma go na parkiecie), a ich ofensywa zdobywa wtedy żałosne 98 punktów na 100 posiadań (drugi najniższy wynik w drużynie pod tym względem to 102.5).

To prawda, że tegoroczny Draft pełen jest świetnych zawodników, w tym przede wszystkim rozgrywających, wokół których najlepiej buduje się mocne drużyny. W czerwcu nawet z numerem 6. bądź 8. będzie można wybrać przyszłego franchise playera. Tyle, że każdy z tych zawodników będzie potrzebował 4, 5, a może 6 sezonów, by wskoczyć na elitarny poziom NBA. A i tak nie ma pewności, że kiedykolwiek osiągnie ten pułap. Tak więc po co oddawać gracza będącego w pierwszej 10. wyścigu po MVP za jedynie prawdopodobną wizję … no właśnie, wizję tego samego, tyle, że za kilka lat.

Tej wizji nie są w stanie uratować inne kontrakty mogące wchodzić w skład tej wymiany (Celtics nie są skłonni oddać w żadnej transakcji obydwu wyborów Nets, tak więc analizowanie takiej sytuacji nie ma większego sensu). Jae Crowder to świetny zawodnik, który jednak skończy w tym roku 27 lat, a więc w momencie, gdy wybrany w tegorocznym Drafcie przyszły lider wskoczy wreszcie na wyczekiwany poziom, będzie już grubo po 30. (o ile w ogóle będzie jeszcze w Chicago). Dużo ciekawszą opcję stanowi Marcus Smart, jednak jemu trzeba będzie za rok zapłacić duże pieniądze, a jego zdolność do dłuższego przebywania na parkiecie obok innego rozgrywającego wciąż stoi pod sporym znakiem zapytania.

Wśród fanów zespołu z Chicago często można usłyszeć o braku genu lidera u Butlera. Jednak zdają się oni pomijać fakt, że ostatnio albo sami stawiali oni non stop na piedestale rozpadającego się na ich oczach hometown hero Derricka Rose’a, który nie zamierzał oddawać panowania nad drużyną bezdyskusyjnie lepszemu Butlerowi, albo kazali mu koegzystować z władającą wcześniej przez 13 lat szatnią w Miami (samemu bądź ze swoim najlepszym kumplem) legendą ligi D-Wade’m i rozkapryszonym, niemogącym pogodzić się z własnym upadkiem Rajonem Rondo. Może Jimmy nie urodził się liderem, ale w Chicago nikt jeszcze nie sprawdził czy naprawdę nie potrafi nim być.

Bulls nie posiadają w składzie żadnego innego zawodnika, który za kilka lat może stać się graczem na poziomie All-Star. Tak więc jedyne, co zrobiliby przy okazji tej transakcji to odłożyli proces budowy drużyny o kilka lat, jednak tym razem bez pewności, że gracz, wokół którego mają zamiar budować kiedykolwiek będzie na poziomie obecnie prezentowanym przez Butlera. Byki w 2011 roku wygrały brylantowy los na loterii, a teraz zamieniliby swoją ogromną wygraną na kolejny los. Bez żadnych gwarancji.

INDIANA PACERS

Odchodzi: Paul George

Czy warto?: Może, ale raczej nie.

George jest rok młodszy od Butlera, jego liczby w ostatnich sezonach są równie imponujące, dlatego zapytacie pewnie, skąd zmiana odpowiedzi w przypadku Pacers. Powód jest prosty: ekipa z Indianapolis ma w swoim składzie drugiego młodego gracza, którego timing kariery może być dużo lepszy z graczem wybranym teraz niż z PG13. Mowa oczywiście o Mylesie Turnerze.

Turner jest wysokim, który zniknął trochę w tym całym zamieszaniu spowodowanym wybuchami talentów Karla-Anthony’ego Townsa, Joela Embiida i Kristapsa Porzingisa. Jednak nie zapominajcie o nim. W tegorocznych rozgrywkach Myles udowadnia to, co zauważyć można było już długimi fragmentami w zeszłym sezonie: jest on idealnym centrem nowego pokolenia, który za kilka sezonów powinien być w absolutnym topie wysokich graczy. Rzuca z 40% skutecznością z dystansu (i 46% z mid range), blokuje prawie 2.5 rzutu na mecz, a defensywa Pacers z nikim innym na parkiecie nie jest tak dobra (103.6 punktu tracone na 100 posiadań) i bez nikogo innego nie jest tak słaba (109.2 punktu na 100 posiadań).

Turner wciąż posiada wiele wad, szczególnie w defensywie, które wyleczyć może jedynie czas i nabywane wraz z nim doświadczenie. Obrona w przestrzeni, udzielanie pomocy przy wjeżdżających graczach (Myles wciąż dopuszcza rywali do prawie 49% skuteczności rzutów przy obręczy, co nie stanowi bardzo dobrego wyniku) to aspekty, które muszą ulec poprawie, aby można było wokół niego budować prawdziwego kontendera. Musi on również nabrać trochę masy i sprytu do walki na tablicach, gdyż zastawianie własnej deski wciąż nieco cierpi, gdy Turner przebywa na parkiecie. Ten niezbędny do poprawienia tych wszystkich rzeczy czas będzie płynął dużo szybciej u boku gracza wkraczającego nieubłaganie w swój prime, jak dzieje się się to właśnie z George’m.

Dodatkowo ewentualne „obudowanie” duetu PG/C jest łatwiejsze niż ten sam zabieg czyniony na skrzydłowym i środkowym. Znalezienie graczy tzw. 3-and-D (solidnych, nie gwiazdorów) będzie w NBA z roku na rok coraz łatwiejsze, gdyż w tej lidze (i ogólnie) zawsze tak jest, że gdy rośnie popyt, rośnie i podaż.

Dlatego na miejscu Larry’ego Birda nie rozłączałbym się od razu, gdyby zadzwonił do mnie Danny Ainge. Choć ostatecznie raczej bym grzecznie odmówił. Szczególnie, jeśli Paul George nie oczekuje koniecznie natychmiastowego, wielkiego sukcesu i jest w stanie w spokoju poczekać 3 lata na rozwój Mylesa Turnera. Tak jak pisałem wyżej, zawsze lepiej mieć w garści supergwiazdora niż jedynie szansę na jego posiadanie, jaką daje wybór w Drafcie.

MIAMI HEAT

Odchodzi: Hassan Whiteside

Czy warto?: Absolutnie. Od razu. Koniecznie. Natychmiast.

Oddanie supergwiazdy za wysoki wybór w Drafcie to decyzja bardzo trudna. Oddanie za taki wybór gracza bardzo dobrego, ale nieco przepłaconego, który w dodatku i tak osiągnął już więcej niż pewnie sam przypuszczał i nie rokuje na dalsze radykalne postępy to raczej łatwizna. Szczególnie przy tak nadzianym naborze do ligi. Pat Riley nie powinien się wahać.

Decyzja o puszczeniu latem Dwyane’a Wade’a bez większego żalu była raczej jasnym sygnałem: Brylantowy Pat zamierza przebudować ekipę Heat w całości. Oczywiście Riley na pewno ma zamiar zrobić to dużo szybciej niż przez mozolne wybieranie kolejnych elementów układanki w Drafcie i moglibyśmy się spodziewać, że byłby on jednym z aktywniejszych graczy w samym dniu naboru … gdyby mógł handlować swoim pickem. Wysłał on już jednak do Phoenix dwa lata temu wybór w 2018 roku, dlatego handlować będzie mógł jedynie wybranym przez siebie graczem (nie można wymienić wyborów w pierwszych rundach rok po roku). A z niezrozumiałych przyczyn jest w NBA zadanie dużo trudniejsze.

Heat sami będą posiadać wysoki numer, dlatego dodanie do niego ewentualnego Top3 picku od Nets spowoduje, że ekipa z Miami może nawet dwukrotnie wybierać w pierwszej 10. Pozyskanie duetu Fultz-Monk bądź Smith Jr.-Markannen to naprawdę kusząca opcja, która nie powinna być przez nikogo na Florydzie zlekceważona. Oddanie za tę wizję Hassana Whiteside’a to cena wręcz promocyjna.


MOŻESZ BYĆ ZAINTERESOWANY

Loading Facebook Comments ...

Zostaw komentarz