Las Vegas Summer League 2017! Lakers wygrywają turniej! Lonzo Ball MVP.

 

Portland – Los Angeles Lakers 98:110

(30:27) (29:31) (20:26) (19:26)

Świetnie zapowiadał się finał Ligi Letniej. Dwie ekipy, które spokojnie mogą uznać się za wygranych nie tylko pod względem sportowym, lecz również pod kątem trafnych wyborów w drafcie. Te kilka spotkań, które rozegrały obie drużyny pokazało, że ich nowe nabytki oraz ciekawi gracze dobrani do rosterów mogą okazać się przydatnymi wzmocnieniami. Jedyną skazą, która ciążyła nad tym finałem, był brak na parkiecie Lonzo Balla. Kontuzjował się w półfinale. Uszkodził łydkę w meczu półfinałowym i włodarze Lakers woleli dmuchać na zimne i dali mu odpocząć. Tym bardziej, że Alex Caruso dał dużo powodów podczas lata aby twierdzić, że spokojnie wskoczy na poziom ich drugiego wyboru w ostatnim drafcie.

Portland znakomicie rozpoczęli ten mecz. Duży luz, dobra gra liderów. Guttierez był dyrygentem. Super aktywny Swanigan i skuteczny Stokes. Prowadzenie 10:3 po kilku minutach. Lakers potrzebowali dosłownie półtorej minuty aby odrobić te straty. Trzy skuteczne akcje wobec niemocy Blazers w ataku i w połowie I kwarty był remis 10:10. Kolejne minuty to skuteczne akcje z obu stron. Obudził się Kuzma, to samo można powiedzieć o Vanderze Blue. Z drugiej strony punktowali liderzy PTB. Po I kwarcie to ekipa ze stanu Oregon była o trzy punkty nad swoimi rywalami z Kalifornii.

Pierwsze minuty drugiej kwarty to po raz kolejny gra punkt za punkt z obu stron. Jednak zaczęła się odznaczać przewaga Portland. Skuteczne akcje Swanigana i Laymana dały w połowie drugiej odsłony już 8 punktów przewagi. I znowu Lakers ruszyli do odrabiania strat. Przyśpieszył Caruso, wykańczał Kuzma. Pierwsza połowa to tylko jeden punkt przewagi Portland.

Lakers przyzwyczaili w lecie a szczególnie w turnieju, że w drugiej połowie mocno podkręcają tempo. Tak było również tym razem. Swoje show zaczął na dobre Kuzma. Caruso wyglądał jak młody Bóg. Portland jednak trzymali się w meczu i w korzystnym wyniku w pierwszych minutach trzeciej odsłony. Taki stan rzeczy utrzymywał się niemal przez całą kwartę. Skuteczna trójka Kuzmy na 3 minuty przed końcem dała 4 punkty przewagi Lakers. Kolejna szalona, równo z syreną, kończącą III kwartę wyprowadziła ich po 30 minutach na 5 punktowe prowadzenie. Magic zerwał się z krzesła.

W mojej opinii wynik końcowy rozstrzygnął się wraz z początkiem czwartej kwarty. Kuzma nie zwalniał. Ingram i Ball byli zachwyceni na ławce rezerwowych jego grą. Blok, kolejne skuteczne akcje i prowadzenie Jeziorowców urosło już do 11 punktów a po celnym rzucie Zubaca z półdystansu, mniej więcej z linii rzutów osobistych dało już 13 punktów więcej od rywala. Do końca pozostawało tylko niecałe 8 minut gry. Nadzieję, na odwrócenie niekorzystnego rezultatu dla Blazers dał Jake Layman. Dwie trójki, niemal z tej samej klepki na parkiecie, zniwelowały straty do 7 punktów. Wtedy jednak znowu, to Lakers zdobyli kilka punktów. Ktokolwiek nie pojawiłby się na parkiecie z ich strony raczej nie zawodził. Ciężko było Blazers znaleźć receptę na ich dobrą dyspozycję rzutową. Próbowali jednak. Swanigan trafił trójkę, na którą błyskawicznie odpowiadali Lakers. Trzymali bezpieczny dystans około 10 punktów już do końca meczu.

Łapcie skrót z tego spotkania.

Nie było tylu emocji co przed rokiem, kiedy show dał Denzel Valentine i dwoma rzutami najpierw dał dogrywkę a później wygraną dla Bulls. Był to pokaz skutecznej koszykówki z obu stron. Ciężko zatrzymać Lakers z ich letnim potencjałem kiedy ci rzucają całą ekipą średnio z gry 62 procent a ich skuteczność trójek wynosi 58 procent.

Liderzy obu ekip z poprzednich meczów po raz kolejny potwierdzili, że warto ich zabrać na campy przed sezonem i sprawdzić na tle regularnych ekip. W Portland na tą szansę z pewnością zasłużył Jorge Guttierez. Meksykanin, który ostatni sezon spędził w Trabzonsporze wyglądał świetnie po raz kolejny na 14 punktów i 5 asyst. Trzy trafione trójki. Ponownie po meczu przerwy dziurawił siatkę Jake Layman. 21 puntów 5/8 za trzy, 7 zbiórek i 2 asysty. Na stabilnym poziomie RJ Hunter i Jarnell Stokes. Z osiągnięciami statystycznymi do których przyzwyczaili w ostatnich meczach. Poziom wyżej wszedł za to Caleb Swanigan. 25 punktów, 12 zbiórek, 7 asyst i 3 przechwyty. ZNAKOMITY WYSTĘP!

Pod nieobecność Lonzo Balla w jego buty (tylko w które bo grał we wszystkich markach) wszedł Alex Caruso. Zaliczył Ball’owe 15 punktów, 7 zbiórek i 9 asyst i swoją grą sprawił, że nikt nie zauważył, że chłopaka z Chino Hills nie ma na parkiecie. ZNA-KO-MI-TY był Matt Thomas. 23 punkty. 8/9 z gry i wszystkie 5 prób za trzy znalazły drogę do kosza. Tylko raz spudłował w tym meczu. Jak oni mieli to przegrać. Vander Blue na swoim poziomie. Dołożył cegiełkę w postaci 20 punktów, 5 zbiórek i 6 asyst. Ivica Zubac 12 punktów i 9 zbiórek.

Znowu gwiazdą spotkania był Kyle Kuzma. Trafił 6 trójek, w tym jedną, która jest ozdobą tego meczu, równo z syreną. W sumie zdobył 30 punktów, najwięcej w całym Summer League w jego wykonaniu. Do tego dołożył 10 zbiórek. Jestem oczarowany jego grą i nieco zniesmaczony decyzją, że nie został on MVP rozgrywek.

To trofeum trafiło w ręce Lonzo Balla. Trzeba powiedzieć, że był świetny ale to Kuzma w mojej opinii bardziej zasłużył na to wyróżnienie. Na pocieszenie Kyle został MVP meczu finałowego, za co również dostał statuetkę.

Wybrano również dwie najlepsze piątki całego turnieju. W ich skład weszli:

First Team:

Lonzo Ball (Lakers)
Dennis Smith Junior (Dallas)
Josh Jackson (Suns)
John Collins (Hawks)
Caleb Swanigan (Blazers)

Second Team:

Bryn Forbes (Spurs)
Wayne Selden (Memphis)
Jayson Tatum (Boston)
Kyle Kuzma (Lakers)
Cheick Diallo (Pelicans)

Do zobaczenia za rok!

Loading Facebook Comments ...

Zostaw komentarz

MOŻESZ BYĆ ZAINTERESOWANY