Las Vegas Summer League 2017! Znamy czterech półfinalistów!

Po dniu przerwy od turnieju wróciła najciekawsza część ostatnich dni ligi letniej w Las Vegas – turniej. W dniu kiedy turniej odpoczywał osiem spotkań rozegrały ekipy, które odpadły gdzieś po drodze. Mecze w formie pożegnania z ligą letnią. 

Houston – Atlanta 86:92
Washington – Minnesota 73:80
Utah – Milwaukee 97:76
Golden State – LAC 109:100
New Orleans – Denver 91:96
Philadelphia – Chicago 82:99
Sacramento – Phoenix 93:87
Cleveland – Toronto 78:75 OT

Przejdźmy do tego co działo się dzisiaj w nocy na parkietach ligi letniej. 

Portland – San Antonio 94:87

Pierwsza kwarta to skuteczna gra z obu stron. Wszechstronna koszykówka. Swoje zadania dobrze realizowali zarówno podkoszowi jak i obwodowi. Wszystko punkt za punkt, w dobrym tempie, na dobrej skuteczności. Indywidualne akcje Forbesa w ostatnich sekundach zdecydowały, że po pierwszej odsłonie to Spurs minimalnie prowadzili. Do połowy drugiej odsłony Spurs zachowywali bezpieczny dystans 5-6 punktów i dwóch posiadań. Mniej więcej w połowie drugiej kwarty Portland doskoczyli na remis po layupie Guttiereza. Skuteczne akcje pod koszem i na półdystansie Swanigana sprawiły, że to Portland byli górą do przerwy.

Na początku trzeciej kwarty Blazers podkręcili tempo i odskoczyli rywalowi na 10 punktów. Dobrze grał Layman i Guttierez w tym fragmencie. Druga część III kwarty to dużo lepsza gra Spurs, a właściwie Forbesa. Najpierw trafiona trójka z faulem, później penetracja i 2+1. Dało to remis po 30 minut po 65. Czwarta kwarta to kolejne próby Portland na odskoczenie Spurs. Co zbudowali kilka punktów przewagi, to SAS momentalnie wyrównywali stan meczu. Gorący robił się Layman. Półdystans i trójka na 5:44 przed końcem dało Blazers 6 punktów przewagi. Po przerwie kolejna trójka dała już 10 punktów. Blazers byli lepsi, skuteczniejsi. Spurs bez Forbesa grali przeciętnie. Taka przewaga utrzymywała się już mniej więcej do końca meczu. Daggera na 1.5 minuty przed końcem rzucił RJ Hunter i sprawa awansu była przesądzona.

Kluczowe nazwiska po stronie Blazers już padły w tym tekście. Jake Layman po początkowej anemii w Las Vegas zaczyna się rozkręcać. W tym meczu rzucił 3 trójki, jednak w kluczowych momentach 4 kwarty, kiedy Portland budowało przewagę. W sumie miał 23 punkty, 7 zbiórek.

Caleb Swanigan, lepszy w pierwszej, nieco w cieniu w drugiej połowie. Jest to jednak chłopak od którego zawsze możesz liczyć na stabilne osiągi. 16 punktów, 9 zbiórek. Pod koszem kręcił rywalami jak mój kuzyn dziewczynami na wczorajszym weselu. Na półdystansie jest już stabilnym zawodnikiem i ma pewną rękę. 16 punktów od RJ Huntera, 10 dorzucił Guttierez. Osiągnięcia Stokesa może nie powalają ale to on rzucał ważne rzuty w 4Q.

Po stronie Spurs więcej minut dostał Derrick White. Forbes grał tylko 19 minut. Nie próbujcie zrozumieć logiki trenerów w lidze letniej. Nie każdy chce wygrać turniej. Oni testują swoich graczy. To jest najważniejszy element tych batalii. Wracając do White’a. 20 punktów, 5 zbiórek, asysta i 3 trafione trójki. Forbes grał krótko ale miał swój moment o którym napisałem wyżej, w sumie rzucił 13 punktów.

Miami – Memphis 95:98 2OT’s

Memphis od początku uruchomili w tym meczu to co mają najlepszego w swoim składzie na ligę letnią. Pod obręczami fruwał Deyonta Davis. Na obwodzie prym wiedli Selden i Baldwin. Trzeba przyznać, że Miami, już bez swoich asów czyli White’a i Adebayo wyglądają coraz lepiej. Nie zmieniało to jednak faktu, że więcej argumentów miały Miśki i to one prowadziły po pierwszej kwarcie meczu. Ozdobą drugiej odsłony, która toczyła się punkt za punkt były trzy potężne bloki Peele’a. Znakomite czapy. W sumie w całym meczu uzbierał cztery takie zagrania. Dobre zagrania w obronie napędzały dodatkowo Heat w ataku. Do przerwy wynik na tablicy pokazywał dwa punkty przewagi Memphis.

Trzecią kwartę Memphis rozpoczęło od szybkich kontr. Skutecznych ataków. Miami waliło trójki z 9 metra. Po trzeciej takiej akcji prowadzili 52:46. Wtedy na parkiet wrócił Deytona Davis, który zaliczył dwie skuteczne dobitki z góry. Tryb z Oregonu włączył Kanadyjczyk Dillon Brooks. Wynik ponownie oscylował w granicach remisu. Sporo efektownych akcji z obu stron. Agresywnych wejść i wykończeń akcji pod koszem. Mecz zdecydowanie mógł się podobać. Początek IV kwarty to kilka akcji w stylu: „to nie miało prawa wpaść”. Po trójce Justina Robinsona w czwartej minucie ostatniej kwarty było już 75:67 dla Miami a Adebayo co chwilę podrywał się ze swojego krzesełka i dopingował kolegów. Dobre akcje Brooksa i Washburna zniwelowały przewagę do 2 punktów na 3 minuty przed końcem. Końcówka to już szalona jazda. Akcje z obu stron. Zobaczcie skrót od 7 minuty. Nie będę wam psuł zabawy.

Tradycyjnie po stronie Memphis należy wyróżnić jednego z najlepszych graczy w Las Vegas. Po prostu Wayne Selden. 24 punkty, 5 zbiórek i 4 asysty. Nie siedziała mu trójka ale jego atletyzm oraz znakomite czucie gry pod obręczami jest obłędne. Baldwin nieco w cieniu konuska Robinsona z Miami. Jednak mimo show jakie dał Justin, Baldwin uzbierał solidne 12 punktów i 10 zbiórek. Niemiłosiernie jednak pudłował. Momenty miał Davis, który pojawiał się i znikał na 8 punktów i 8 zbiórek. Z ławki tak jak wspomniałem wyżej najlepszy był Dillon Brooks na 14 punktów i Vincent Hunter. Podkoszowy uzbierał 13 punktów i 12 zbiórek.

Dla Miami grę prowadził i rzucał trójki Justin Robinson. 13 punktów, 5 zbiórek i 3 asysty. Wszystko to z ławki. 5 trójek i najwięcej punktów dla Żarów miał Gian Clavell – 20. Dwa mniej dorzucił Matt Williams. 16 i 4 zbiórki Zach Auguste a 10 punktów AJ Hammons.

Boston – Dallas 74:91

To był najmniej wyrównany mecz ze wszystkich ćwierćfinałów. Boston już bez swoich asów z Tatumem na czele. Dennis Smith w opcji oszczędzamy naszą przyszłą gwiazdę z tylko 15 minutami na parkiecie. W opcji uważamy na zdrowie. To był wyrównany mecz tylko przez 10-12 minut. Później z każdą minutą to Dallas coraz bardziej powiększało przewagę, która swoje apogeum osiągnęła w początkowych minutach czwartej kwarty. Później gracze zespołu z Teksasu odpuścili i Boston zniwelował nieco strat. Końcowy wynik jednak wiele mówi o przebiegu meczu. Szkoda bo w pełnych składach i normalnych warunkach, mógłby to być szlagier tej serii spotkań.

Boston z każdym kolejnym meczem daje odpoczynek co raz większej ilości zawodników a większe minuty graczom, którzy do tej pory mieli tych minut mniej. Po wypadnięciu Browna, Tatuma i Nadera dzisiaj wolne dostał Zizić. W jego miejsce wskoczył defensywnie usposobiony Landen Lucas. Jedynymi graczami, którzy przekroczyli próg 10 punktów było trzech głębokich rezerowych – Petteway, Allen i Wood. Boston zrealizował swoje cele w lecie. Pokazał ile talentu ma w swoich szeregach. Nie walczyli o wygraną w lidze letniej. To nie było ich celem. Celem jest walka z Cavs na wschodzie, już w sezonie regularnym.

Również Dallas mieli podobne plany. O czymś świadczy liczba minut ich lidera. Trzeba jednak przyznać, że był to najsłabszy mecz Smitha w lecie. Gdy był na parkiecie, nie przypominał zawodnika z poprzednich meczów. Głównie jego skuteczność. Jeden trafiony rzut z gry. 0/3 za trzy. W jego buty wskoczył Yogi Ferrell. 20 punktów, 3 zbiórki i 5 asyst. Do tego 7/12 z gry i 4/8 za trzy. W Dallas pozycja numer jeden jest zabezpieczona. Mark Cuban i jego staff muszą szukać dalej! Nicolas Brussino dobrze pokazał się w tym meczu. 18 punktów, 5 zbiórek i 3 przechwyty.

Los Angeles Lakers – Brooklyn 115:106

Wydarzenia w stanie Nevada toczyły się wczoraj jak sinusoida. Po dobrym ale nie porywającym meczu otwarcia, przyszedł mecz z dwoma dogrywkami. Kolejny to starcie przygasłych rosterów Dallas i Bostonu. Ostatni mecz to z kolei kolejna strzelanina.

Już pierwsza kwarta zwiastowała, że obie ekipy przekroczą granicę 100 punktów. Nets wygrali pierwsze dziesięć minut 37:30. W drugiej nie było już tylu fajerwerków, jednak status quo zostało utrzymane. I tą część ekipa ze wschodniego wybrzeża wygrała jednym punktem.

Sytuacja odwróciła się w drugiej połowie. Lonzo wrzucił II bieg, Kuzma nie zwalniał tempa, Vander Blue trafiał z każdej pozycji. Trzecie dziesięć minut to wygrana 10 punktami i wyjście na minimalne prowadzenie, które powiększyli w ostatniej odsłonie.

Lakers o ile nie zredukują liczby graczy z podstawowego składu w 1/2 jak zrobił to Boston i dadzą odpocząć Lonzo czy Kuzmie jawią się jako faworyt rozgrywek. Ich skład od początku wyglądał na TOP3 ligi letniej w Las Vegas. Po wypadnięciu Ingrama po pierwszym meczu niewiele się zmieniło. Liderem ofensywy w tym meczu był Vander Blue. 27 punktów, 4 zbiórki, 2 asysty, 2 przechwyty i instynkt zabójcy. 10/16 z gry i 3/5 zza łuku. Ten były gracza Marquette, pominięty w drafcie 2013 co roku w lidze letniej gra świetnie. I co roku tuła się na 10-dniowych kontraktach w NBA a głównie dostaje grosze w D-League będąc jej MVP w ostatnim sezonie.

Taki los z pewnością nie czeka Lonzo Balla, który otarł się o kolejne triple double. 14 punktów, 9 zbiórek i 7 asyst. Skuteczność rzutów i obrona. To musi bezwzględnie pójść do góry aby uciszyć krytykę malkontentów jego talentu.

Największym wygranym LAL w lidze letniej jest Kyle Kuzma. Kolejny świetny mecz w jego wykonaniu. 26 punktów, 3 zbiórki, 4 asysty, 2 przechwyty, 2 bloki. Chłopak robi wszystko na parkiecie. Nie zdziwię się jak wyjdzie w wyjściowej piątce jesienią u Luke’a Waltona. Znakomity steal Jeziorowców.

Dobry mecz zagrał Matt Thomas 17 punktów, 8 zbiórek i 2 asysty i Travis Wear, który dołożył 12 punktów i 5 zbiórek.

Po stronie Nets tradycyjnie. Wielka czwórka, która przewija się w pochwałach od pierwszego ich meczu.

Caris LeVert – 23 punkty i 3 asysyty.
Rondae Hollis-Jefferson – 15 punktów, 13 zbiórek i 3 asysty.
Spencer Dinwiddie – 22 punkty, 5 zbiórek i 4 asysty.
Isaiah Whitehead – 15 punktów, 6 zbiórek i 3 asysty.

Loading Facebook Comments ...

Zostaw komentarz

MOŻESZ BYĆ ZAINTERESOWANY

TOP 5 (17.12.18)
Newsroom
36 odsłon
36 odsłon

TOP 5 (17.12.18)

Marcin Uszyński - 18/12/2017