MARCIN GORTAT, czyli polski tydzień w NBA #35

12/11/2017
19 Shares 683 Odsłon

Cztery tygodnie sezonu, 12 spotkań za pasem dla Washington Wizards i jest to dobry moment, by „polski tygodnik” powrócił na łamy zaspanego. W pierwszej odsłonie po przerwie zaprezentujemy przekrój formy Czarodziejów i Marcina Gortata w obecnych rozgrywkach.

Na zakończenie ubiegłorocznego sezonu MG13 nie był w najlepszej formie „psychicznej”, czy raczej nie do końca był zadowolony ze swojej roli w zespole. Wiadomo, że w erze dzisiejszej koszykówki, tacy gracze jak On są jak swego rodzaju dinozaury. To jednak nie oznacza, że Polak nie był potrzebny swojej ekipie, bo przecież w sezonie 2016-17 zanotował 36 podwójnych zdobyczy i wystąpił we wszystkich 82 meczach swojej drużyny – za każdym razem w wyjściowym składzie. Także jego notowania punktowe i te w zbiórkach na koniec sezonu były wyrażone liczbą 10. W 7-meczowej batalii o finał konferencji, gracze z DC odpadli z Boston Celtics, ale i wtedy Marcin zbierał z tablic średnio ponad 11 piłek. Teraz jednak przyszła pora na nowy sezon i nowe rozgrywki.

Jeśli na starcie sezonu wszyscy w szatni Wizards patrzyli na pierwsze 12 spotkań jakie mieli do rozegrania, to mogli po tym powiedzieć, że ludzie odpowiedzialni za układanie kalendarza NBA byli dla nich łaskawi. W końcu jedynymi pewniakami w tym zestawieniu, jeśli chodzi o trudne spotkania to mecze przeciwko Warriors i Cavaliers. Raptors to wielka niewiadoma, a wtedy jeszcze nikt nie wiedział, że Pistons zanotują tak rewelacyjny start. To jednak wszystko nie zmieniało faktu, że Wiz potrafili od kilku sezonów przegrać z najłatwiejszym rywalem i wygrać z najtrudniejszym.

Na inaugurację rozgrywek Marcinowi przyszło stawić czoła Joelowi Embiidowi, kiedy Wizards podejmowali 76ers. Polak nieźle zaprezentował się na starcie sezonu zdobywając 16 punktów, zbierając 17 piłek i blokując 3 rzuty rywali. Co ważniejsze, po 4 kwartach, kiedy wynik lawirował w jedną i drugą stronę, ostatecznie górą byli gospodarze.

Po zwycięstwie na otwarcie sezonu, kurs na Stolicę obrali koszykarze z Denver Nuggets. Tym razem Czarodzieje postanowili zafundować swoim fanom odwrotność swoich słynnych „trzecich kwart” i w tej części spotkania odjechali gościom na 17 oczek. W tym meczu trio Porter-Wall-Beal zdobyło razem 79 punktów! Gortat zakończył mecz z 10 punktami i 9 zbiórkami, a Wiz z kolejnym zwycięstwem na koncie.

„Home sweet home”, ale pora wyruszyć w drogę – w drogę na 4 spotkania wyjazdowe i trasę poprzez Denver, i „Kalifornijski” trójkąt LosAngeles-GoldenState-Sacramento. W starciu z Nuggets Marcin musiał stawić czoła Jokiciowi, który z 29 oczkami był najlepszym strzelcem wśród gospodarzy. Czarodziejom to spotkanie wygrała wyjściowa piątka. Polak do zdobyczy punktowej drużyny dorzucił 13 zdobytych oczek i 5 zbiórek.

Przed starciem z Lakers w NBA zrobiło się ciekawie, bo oto i ojciec rozgrywającego Jeziorowców Lonzo Balla – LaVar Ball, obwieścił, że jego syn jeszcze nigdy w karierze nie przegrał dwóch spotkań w tym samym tygodniu, więc Wiz raczej mają małe szanse na zwycięstwo. Na to Marcin Goratat odparł na twitterze, że zobaczy co John Wall zrobi z jego synem na parkiecie. Potem jeszcze LaVar krytykował fryzurę Polaka, ale to takie tam pozakulisowe ciekawostki przed meczem. W samym spotkaniu obaj rozgrywający nie zabłysnęli skutecznością bo Lonzo miał 2-11 z gry, a John 7-22. Trzeba jednak dodać, że poza kiepską skutecznością debiutant był o 1 zbiórkę od potrójnej zdobyczy.

W pierwszej kwarcie na delikatne prowadzenie wyszli Jeziorowcy, ale w drugiej wynik nadgonili i przegonili goście. Po wyrównanej drugiej połowie mecz musiała rozstrzygnąć dogrywka, w której gospodarze ostatecznie wygrali całe spotkanie 3 punktami. John Wall miał jeszcze szansę na trójkę na remis, ale jego rzut z prawie 8 metrów nie był celny. MG w całym meczu był najlepszym zbierającym z 14 zbiórkami, do których dołożył 11 punktów.

Po meczu z Lakers przyszła pora na prawdziwy test jakości na początku rozgrywek, czyli starcie z Warriors. Spotkanie w Oracle nabrało rumieńców, kiedy Bradley Beal i Draymond Green wdali się w szarpaninę i obaj wylecieli z boiska. Na przerwę po pierwszej połowie goście schodzili z 14 punktową przewagą, a w 2 minucie 3 kwarty ta urosła do prawie 20 oczek. To jednak wszystko było za mało na Warriors, bo pod koniec spotkania koszykarze Brooksa nie mieli innego pomysłu na zdobywanie punktów niż akcje izolacyjne Walla. Mimo prowadzenia Czarodziejów łącznie prze 40 minut spotkania, musieli oni dopisać sobie drugą porażkę w sezonie. Marcin w tym meczu zdobył 18 punktów, ale zanotował tylko 4 zbiórki.

O meczu z Kings można powiedzieć w zasadzie tyle, że się odbył. Wiz kontrolowali bowiem całe spotkanie i już po pierwszej połowie mieli wypracowaną ogromną przewagę, której nie zaprzepaścili do samego końca. W zwycięstwie 27 oczkami, MG13 miał skromny udział z 6 punktami i 9 zbiórkami. Na parkiecie przebywał jednak nieco ponad 18 minut.

Po czterech spotkaniach wyjazdowych przyszedł wreszcie czas na powrót do domu, ale to nie za wiele pomogło gospodarzom. Mecz z być może najsłabszymi w lidze Suns, układał się tylko i wyłącznie w pierwszej kwarcie, w której Wizards zbudowali 17 punktową przewagę. To wszystko jednak na nic się zdało, bo pozostałe trzy części spotkania przegrali łącznie 23 oczkami. Marcin tego dnia zagrał bardzo dobrze na deskach z 13 zbiórkami i dodał do tego 9 oczek. Tego dnia dla Wiz po prostu nie do powstrzymania był Warren, który w DC zdobył 40 punktów.

Kiepskim momentem na poprawę nastroju jest mecz z Cleveland – nie ważne w jakiej by nie byli formie. Gorzej, jeśli tego dnia ich lider, czyli Sam LeBron james, „postanawia” włączyć najwyższy bieg w swoim niezniszczalnym silniku i zdobywa na Tobie 57 punktów, zebrać 11 piłek i rozdać 7 asyst. W tym meczu „bez jakiejkolwiek obrony” goście prowadzili od początku do końca i ostatecznie wygrali 130:122. Marcin w ataku zagrał nieźle, bo zakończył spotkanie z 15 punktami, lecz znowu nie błyszczał na deskach z tylko 5 zebranymi piłkami.

W wyjazdowym starciu z Raptors, do zwycięstwa Wizards zaprowadził Bradley Beal, zdobywając 38 punktów. Czarodzieje klasycznie dla siebie zagrali bardzo dobrze w pierwszej kwarcie i zbudowali całkiem niezłą przewagę. Mimo kiepskiej 3 części spotkania, goście dowieźli do końca zwycięstwo, a Polak zanotował trzecią w sezonie podwójną zdobycz – 11 punktów i 12 zbiórek.

Po powrocie z Kanady na Marcina i spółkę czekały trzy spotkania na własnym parkiecie. Na pierwszy ogień poszli Mavericks, którzy mimo bilansu 2-10 na tamtą chwilę, nie są łatwym zespołem do grania. Wiz przekonali się o tym na własnej skórze, kiedy po końcowej syrenie schodzili z parkietu z 14 punktową porażką. 8 punktów i 5 zbiórek Marcina Gortata.

Dwa ostatnie spotkania Wizards to mecze bez większej historii czy brawury. Najpierw było 16 punktowe zwycięstwo i rewanż na Lakers (MG: 8 pkt i 5 zb) i 19 punktowa nad Atlantą Hawks (MG: 2 pkt i 7 zb).

Jak wygląda to 12 spotkań w wykonaniu Marcina, jeśli chodzi o średnie z tegorocznych rozgrywek? Punktowo są to podobne notowania w stosunku do poprzedniego sezonu, ale już nieco gorzej w zbiórkach:

Spójrzmy jeszcze na rozkład rzutów polskiego środkowego:

W nadchodzącym tygodniu na Wizards czekają cztery spotkania, a w tym rewanż z Sacramento w Waszyngtonie, drugi mecz wyjazdowy z Raptors czy dwa starcia z Heat:

13.11 – poniedziałek – vs. Kings – 1:00

15.11 – środa – at Heat – 1:30

17.11 – piątek – vs. Heat – 1:00

19.11 – niedziela – at Raptors – 0:00

Loading Facebook Comments ...

Zostaw komentarz

MOŻESZ BYĆ ZAINTERESOWANY

Powrót Omera Asika
Newsroom
47 odsłon
47 odsłon

Powrót Omera Asika

Dominik Kędzierawski - 23/11/2017