Mocny debiut Koby’ego Altmana. Dziwne rozluźnienie Danny’ego Ainge’a.

Każdy, kto rozpoczyna pracę choćby w okolicach front office któregoś z klubów NBA marzy, aby pewnego dnia zostać GM’em. Koby Altman na pewno również o tym marzył. Jednak na pewno nie spodziewał się, że zostanie od razu rzucony na tak głęboką wodę. Jego pierwsze zadania przedstawiały się bowiem następująco:

– poradzić sobie z żądaniem transferu przedstawionym przez Kyrie’go Irvinga

– spróbować przekonać LeBrona Jamesa do pozostania w Cleveland

Nieźle, co nie?

Altman rozpoczął jednak z wysokiego C. Wczoraj wieczorem wysłał bowiem 25-letniego rozgrywającego do Bostonu, pozyskując w zamian Isaiah Thomasa, Jae’a Crowdera, Ante Zizica oraz niezastrzeżony wybór w Drafcie 2018 roku należący do Brooklyn Nets. Można spokojnie powiedzieć, że to absolutne maksimum, na jakie mogli liczyć Cavaliers pozbywając się rozgoryczonego sytuacją wokół klubu Kyrie’go.

Od samego początku włodarze z Ohio powtarzali, że ich celem w transferowych rozmowach jest jedna gwiazda, jeden starter i młody gracz bądź wysoki wybór w Drafcie. Pozyskując Thomasa udało się spełnić wymaganie nr 1, pozyskując Crowdera wymaganie nr 2, a biorąc zarówno Zizica (zapamiętajcie to nazwisko, polecam), jak również jeden z najcenniejszych picków na rynku w historii, wymaganie nr 3 nawet z nawiązką. Cavs są w tym momencie gotowi na każdy możliwy scenariusz.

Thomas jest w stanie w nadchodzącym sezonie wypełnić właściwie w całości lukę po Irvingu. Adrian Wojnarowski z ESPN donosi, że Celtics byli pewni, że biodro rozgrywającego, które uniemożliwiło mu pokazanie pełni możliwości w zeszłorocznych PO, dojdzie do pełni sprawności bez potrzeby operacji. Isaiah był w rozgrywkach 2016/17 dużo skuteczniejszym strzelcem od Irvinga, zdobywając więcej punktów (28.9 v. 25.2) z praktycznie takiej samej ilości rzutów (19.4 v. 19.7). W dodatku Thomas zdecydowanie lepiej od Irvinga czuł się w płynnej, zespołowej grze, notując prawie dwa razy mniej izolacji. Filigranowy rozgrywający powinien dużo lepiej odnaleźć się w roli prowadzącego grę, obtoczony przez strzelców Cavs, gdy LeBron James będzie zasiadał na ławce rezerwowych. Liczby Cavs w tej samej sytuacji z Irvingiem na parkiecie były wręcz dramatyczne.

Jeszcze ważniejsze w kontekście krótkoterminowej walki może być pozyskanie Crowdera. Skrzydłowy to wręcz podręcznikowa definicja 3&D gracza, który w zeszłym sezonie trafiał 51% trójek z rogu. Aż strach pomyśleć jak będą wyglądały jego liczby u boku LeBrona. W zeszłych rozgrywkach bowiem zaledwie 29% graczy było mocniej krytych przy rzutach z dystansu (statystyka za Nickiem Scirią z Nylon Calculus) podczas, gdy Cavs tworzyli jedną z największej ilości otwartych pozycji w lidze. Dodatkowo Crowder jest pod kapitalnym kontraktem aż do lata 2020 roku.

Jeśli więc Cavs poczują w trakcie sezonu, że warto zaryzykować wszystko w celu zdetronizowania Golden State Warriors, mogą zamienić jeszcze przed trade deadline pozyskany właśnie pick Nets wraz z kontraktem Imana Shumperta bądź Channinga Frye’a w gracza gotowego na to wyzwanie. To samo mogą zrobić, jeśli latem dostaną sygnał, że LeBron jest gotowy pozostać w Cleveland. Wybór Nets powinien spokojnie wylądować w Top5 przyszłorocznego Draftu, napakowanego takimi gwiazdami jak Michael Porter Jr., Marvin Bagley czy Luka Doncic. W okolicach samego naboru może udać się nawet dołączyć do niego kontrakt Tristana Thompsona w zamian za gracza o statusie gwiazdy.

Sztab Altmana będzie jednak również gotowy na decyzję LeBrona o odejściu. Wysoki wybór w Drafcie, świetny prospekt w osobie 20-letniego Zizica oraz spadający, a przez to bardzo wartościowy na rynku znikającego miejsca w salary kontrakt Kevina Love’a pozwoli bez problemu wcisnąć w Cleveland przycisk resetu. Przyszłość bez Jamesa stała się momentalnie dużo bardziej kolorowa.

Trochę mniej logicznie wygląda ta wymiana z drugiej strony barykady. I to z wielu powodów, niekoniecznie związanych z samą osobą Irvinga. Choć zacząć należy właśnie od tych. Wielki znak zapytania należy bowiem postawić nad możliwością wpasowanie się młodego rozgrywającego w system proponowany przez Brada Stevensa. Isaiah Thomas był świetny w uruchamianiu maszynki Celtics podaniami z akcji pick&rollowych. Kyrie przez 6 lat grania na parkietach NBA nie dawał sygnałów, że jest zdolny do podobnych rzeczy. I to pomimo obtoczenia w ostatnim czasie być może najgroźniejszą dystansową armią w historii tego sportu. Gdy dodamy do tego wspomnianą wyżej liczbę izolacji (409 v. 248 za Mattem Moore’m z CBSSports) wychodzi nam, że ciężko byłoby znaleźć Celtics gracza mniej pasującego do budowanej przez ich trenera drużyny.

Jednak w świetle kończącego się kontraktu Thomasa i jego chęci podpisania 200-milionowego maksa w przyszłym sezonie jego pozbycie się było jedynym logicznym wyjściem. (Swoją drogą, Celtics zrobili to, co było dla nich najlepsze pozbywając się chłopaka, który wybiegł dla nich na parkiet dzień po tragicznej śmierci swojej siostry. Skończcie więc proszę już dyskusję o potrzebie lojalności ze strony zawodników.) Pozyskanie w jego miejsce 25-letniej gwiazdy na 2-letnim kontrakcie to świetne rozwiązanie. Problem stanowi jedynie cena. A właściwie to, co można było za nią pozyskać kilka tygodni wcześniej.

Pamiętacie, co dostali Bulls za Jimmy’ego Butlera? Pamiętacie, jak obrabowani zostali Pacers przy wymianie Paula George’a? Wszystko dlatego, że Danny Ainge siedział na swoich drogocennych assetach i raz nie chciał dorzucić picku Nets, raz Jae’a Crowdera, a innym razem Terry’ego Roziera. Zarówno Butler, jak i George to gracze dużo, dużo cenniejsi od Irvinga. Nie dość, że grają po obu stronach parkietu, to w dodatku zapełniają najbardziej pożądaną pozycję w lidze, świetnie match-upując się zarówno z LeBronem, jak i Warriors. Ale jednak, z jakiegoś zupełnie niezrozumiałego powodu, to tym razem Ainge odpuścił. To akurat tym razem zluzował, wzmacniając tymi swoimi malutkimi skarbami najgroźniejszego rywala na Wschodzie. A przecież jeśli chciał mieć w swoim składzie młodego rozgrywającego, który zastąpi Thomasa, wystarczyło w czerwcu wybrać z numerem 1 Markelle’a Fultza. Naprawdę ciężko będzie komukolwiek wytłumaczyć, że duet Kyrie-Tatum wygląda lepiej od dwójki Fultz-George bądź Fultz-Butler.

Żeby tego było mało, Boston jednego lata pozbył się dwójki swoich defensywnych asów – Avery’ego Bradley’a i Crowdera.

Przyszłość Celtów nadal wygląda bardzo kolorowo. Trzon zespołu w osobach Irvingach, Browna, Haywarda i Tatuma ma poniżej 27 lat. Nadal są oni zdecydowanym faworytem do występu Finałach Konferencji Wschodniej w przyszłym sezonie. Jednak wydaje się, że nie zbliżyli się wcale do pokonania Cavs.

Dla mnie werdykt w tej wymianie jest dość jednoznaczny. Debiutant Altman ograł weterana Ainge’a. I tak naprawdę najbardziej ciekawi mnie w tym momencie mina Kyrie’go Irvinga w maju, gdy zrozumie, że tym razem stoi nie po tej stronie barykady. Nie po stronie LeBrona Jamesa.


Loading Facebook Comments ...

Zostaw komentarz