The Road ends here! Czas na finał!

Jako fan koszykówki akademickiej powinienem z wypiekami na twarzy czekać na finał. A ja tego momentu sezonu szczerze nie znoszę. Przed nami ostatni mecz sezonu i do listopada czeka mnie okropnie długi offseason. Po raz pierwszy jednak w historii NCAA będziemy mogli oglądać Polaka walczącego o tytuł. To łagodzi mój nastrój i sprawia, że ten mecz będzie dla mnie podwójnie ważny. 

To, że mamy Polaka w finale ogromnie podniosło zainteresowanie NCAA w naszym kraju. Był to prawdopodobnie jedyny powód, który skłonił telewizję Polsat do pokazania transmisji z tego wydarzenia.

South Carolina zagrała bardzo typowy dla siebie mecz w tym turnieju. Zaczęła niemrawo, niezdecydowanie aby w pewnym momencie zrobić run i doskoczyć do przeciwnika. Wyszli nawet na prowadzenie w pewnym momencie drugiej połowy. Wtedy jednak Gonzaga pokazał po raz kolejny, że może liczyć na swoich liderów. Z ławki wszedł Collins, który razem z Karnowskim zaczęli grać świetny basket dwóch wysokich. Inside/outside i te sprawy. Williams-Goss wobec niemocy strzeleckiej nie forsował rzutów na siłę. Gonzaga wyglądała jak zespół wiedzący jak sobie radzić w trudnych momentach i nie dała sobie wydrzeć szansy na historyczny sukces i awans do finału. Przemek miał w tym meczu 13 punktów, 5 zbiórek i 2 asysty. Collins do double double w punktach i zbiórkach dodał kilka bloków, konkretnie sześć i był jak mur w obronie. Williams-Goss został drugim debiutantem w Final Four, który zaliczył występ na 20 punktów, 5 zbiórek i 5 asyst. Problemem Gamecocks była słabsza postawa i słabszy niż w poprzednich rundach występ Sindariusa Thornwella. Po trochę było to spowodowane zwyczajnie słabszą dyspozycją dnia, jak również dobrą obroną na nim w wykonaniu Bulldogs.

Było wiadomo, że North Carolina aby pokonać Oregon będzie musiała zdominować strefę podkoszową mocno osłabioną brakiem Chrisa Bouchera, po stronie Ducks. Obie ekipy nie weszły mocno w to spotkanie i początkowy jego przebieg nie wyglądał jak walka o wielki finał turnieju. Nieźle radził sobie Jordan Bell właściwie jedyny podkoszowy po stronie jaskrawo zielonych z Eugene. W cieniu przez całe spotkanie był duet Dillion Brooks i Tyler Dorsey, których dobra gra miała być kluczem do rozstrzelania Tar Heels na obwodzie. To były ich zdecydowanie najsłabsze mecze w turnieju. Doskonale ciągnął Ducks Dylan Ennis. Najstarszy gracz turnieju. 26-latek, który zwiedził w 6 lat w NCAA trzy uczelnie. Wbijał się pod kosz, rozgrywał i rzucał z dystansu. Z czasem jednak przewaga pod koszem przechodziła na stronę UNC. Nie było odpowiedzi na świetną grę pod koszami Kennedy’ego Meeksa. Zdominował tablicę 8 zbiórkami w ataku i 6 w obronie w sumie mając ich 14 po obu stronach parkietu. Do tego był najważniejszą opcją w ataku i wykorzystując przewagi we wzroście i masie zdobył 25 punktów. 22 dorzucił Justin Jackson, trafiając przy tym ważne rzuty. Cztery trójki. Joel Berry i ławka nie byli w dużym stopniu potrzebni a bardziej ich dominujące występy aby przechylić wygraną na stronę Karoliny z północy. Nie można zapominać o ważnych akcjach Theo Pinsona w końcówce i jego zaangażowaniu w obronie na Dorseyu i Brooksie.

Finał: Gonzaga – North Carolina 3.20 w nocy

Gdyby ktoś pytał to transmisja z finału będzie dostępna od godziny 3 w nocy na Polsat Sport. Do tego pozostałe opcje czyli ESPN Player i streamy również dalej jest aktualna. Wszystkie opcje dozwolone. Najciekawsze opinie osób związanych z NCAA znajdziecie pod hashtagiem #MMPL na twitterze.

Finał na jaki wszyscy czekamy

W gruncie rzeczy obie drużyny zasłużyły na ten finał. Gonzaga przez wielu niedoceniania jednak najdłużej niepokonana z całej stawki I dywizji. Słabość terminarza w czasie sezonu i tylko kilka meczów z dobrymi ekipami, blowouty w sezonie regularnym, w cuglach wygrany turniej WCC, bla bla. A jeszcze bym zapomniał, łatwy terminarz w turnieju NCAA. Teraz to wszystko nie ma znaczenia. Gonzaga powalczy o historyczny tytuł. W gruncie rzeczy w całym sezonie krążyli w gronie kontenderów. Cały czas byli wysoko w typowaniach ekspertów. Ich zawodnicy wyróżniali się na tle czołowych ekip. Na każdej pozycji mają gracza, który śmiało poradziłby sobie z trudami silniejszej konferencji.

To samo North Carolina. Zespół, który przez cały sezon grał bardzo dobrą koszykówkę. Wygrać sezon regularny ACC, z którego do turnieju weszło 9 ekip to nie lada wyzwanie. Mecze z silnymi drużynami co kilka dni. Praktycznie 2-3 ekipy, które odstają wyraźnie poziomem. To duża sztuka. Potknęła im się noga w turnieju z Duke. Byli o krok od zgarnięcia dubletu. W ostatnich dwóch latach dominują bo przecież rok temu doszli aż do wielkiego finału turnieju.

Waga ciężka pod koszem

Kennedy Meeks kontra nasz Przemek Karnowski czyli pewnie z 250 kilogramów a może i więcej przeciwko sobie. Obaj grają bardzo dobrze w tym turnieju. Umówmy się, obaj nie są pierwszymi opcjami w ataku swoich ekip. Jednak obaj w ostatnich meczach przesądzali o losach meczów. Karnowski dając impuls Zags podczas meczu z WVU oraz South Caroliną. Meeks zdominował tablice w starciu z Oregonem. Zrobił to co miał zrobić. Ten pojedynek będzie miał duże znaczenie i to jak Przemek poradzi sobie z nieco niższym rywalem. Jeżeli uda mu się okiełznać jeszcze kilka lat temu czołowego prospekta w USA to sporo to ułatwi Zags.

To nie tylko pojedynek na piątce. Sporo może być tutaj grania, które Gonzaga pokazała z SoCar. Collins obok Karna. W piątce wyjdzie pewnie standardowo Jonathan Williams. Generalnie UNC mają jednego mogącego grać minuty podkoszowego więcej. Po stronie Zags jest wyżej wymieniona trójka Karn/Collins/Williams, w UNC Meeks/Hicks/Maye/Bradley. Walka na tablicach będzie pasjonująca.

Redemption team

No właśnie. Rok temu wiele wskazywało na dogrywkę. Jednak rzut Krisa Jenkinsa w brutalny sposób odebrał szanse na tytuł Tar Heels. Williams od początku sezonu, wraz z jego trwaniem coraz bardziej, nazywał obecną ekipę – drużyną odkupienia. Marcus Paige i Brice Johnson nie będą mieli szansy na wywalczenie tytułu jednak jest wielu graczy, którzy pamiętają tą porażkę. Teraz Jenkins wspiera Tar Heels na trybunach bo jest przyszywanym bratem jednego z graczy UNC – Nate’a Britta. Odkupienie jest o jeden krok.

Goss kontra Jackson

Czyli pojedynek strzelców, którzy być może zagrają przeciwko sobie w bezpośrednim matchupie. To jak zaprezentują się liderzy w ofensywie determinuje w ostatnim czasie los ekip. Thornwell i Dorsey zagrali słabsze mecze i ich zespołów już nie ma. Podobnie było w poprzednich rundach z wieloma ekipami. Postawa obu graczy będzie decydująca o wyniku. Goss nie może wpaść w hero ball z pierwszych dwóch rund turnieju. W kolejnych Mark Few poskromił jego zapędy w ofensywie i ten grał mądry różnorodny basket.

Jackson z kolei ma taki arsenał w ofensywie, że jeśli będzie miał dzień to rozstrzela każdego trójkami czy swoimi szalonymi floaterami. Przewaga długości i wzrostu również jest po jego stronie.

Theo Pinson to zawodnik, który może być po cichu najważniejszym ogniwem UNC. Spodziewam się go na Gossie w obronie. Jeżeli powstrzyma ofensywną maszynę Gonzagi tak jak blokował ofensywę Dorseya i Brooksa to znacząco przybliży ich to do wygranej.

Loading Facebook Comments ...

Zostaw komentarz

MOŻESZ BYĆ ZAINTERESOWANY