Wojtek
01/04/2017

Turniejowy rozkład jazdy 01.04.2017 – Czas na Final Four!

Ostatni akord sezonu przed nami. Do końca sezonu pozostało już tylko trzy spotkania. Od niedzieli znamy wszystkich uczestników zmagań w stanie Arizona. Po raz drugi w historii będziemy mieli na tym etapie rozgrywek naszego rodaka. 

Kiedy? 

1 kwietnia rozegrane zostaną półfinały.

3 kwietnia o godzinie 3.10 naszego czasu zostanie rozegrany finał.

Gdzie? 

Arena zmagań będzie w tym roku wyjątkowo imponująca. Halę koszykarską NCAA zamieniła bowiem na stadion. Na codzień dom dla drużyny ligi NFL, Arizona Cardinals. Mogący pomieścić 72 000 ludzi obiekt prezentuje się imponująco. Zarówno z zewnątrz jak i w środku. Znajduje się on w aglomeracji Phoenix, w mieście Glendale w stanie Arizona.  Sami popatrzcie gdzie przyjdzie rywalizować czterem najlepszym drużynom turnieju.

Dodam tylko, że to nie pierwszy przypadek, kiedy stadion gości najlepszą czwórkę turnieju. Choćby rok temu była to arena Houston Texans, 3 lata temu AT&T Stadium w Dallas. W przyszłości również planowane są tego typu areny. W przyszłym roku będzie to Alamodome w San Antonio. W 2019 stadion Minnesoty Vikings. W 2020 i 2022 odpowiednio stadiony w Atlancie i Nowym Orleanie. Zainteresowanie jest tak duże, że nie wystarczy już „zwykła” hala na 20 tysięcy ludzi.

Z ciekawostek dodam, że pakiety meczowe były dostępne już od 200 dolarów. Był to wydatek na dalekie sektory, mocno oddalone od parkietu. Im bliżej, tym oczywiście drożej. Wejściówki przy parkiecie to koszt kilku tysięcy dolarów. Pośrednie sektory to wydatek rzędu tysiąca buksów. Wszystko to dane na pakiet trzech spotkań – półfinały + finał.

O której?

Jako pierwsi mecz zagrają Zags z South Carolina. Ich mecz rozpocznie się dziesięć minut po północy naszego czasu. W zależności od długości trwania spotkania uzależniony będzie start drugiego półfinału. Planowany on jest na 2.49 nad ranem. Zmierzą się w nim North Carolina i Oregon Ducks.

Gdzie obejrzeć?

Podobnie jak w przypadku całego turnieju są niemal te same możliwości. Po pierwsze więc streamy. Po drugie dla osób, które wykupiły za 15 euro dostęp na ESPN Player. Po trzecie oficjalny serwis MMLive i jego blokadami terytorialnymi.

Dobra informacja dla fanów jest taka, że transmisje ze wszystkich trzech meczów przeprowadzi Polsat Sport. Pierwszy mecz skomentują Adam Romański wspólnie ze skautem Denver Nuggets Rafałem Juciem. W drugim półfinale i finale kompanem Romańskiego będzie Krzysiek Kosidowski z collegehoops.pl.

Uczestnicy:

1) North Carolina Tar Heels

Nie ma bardziej utytułowanej ekipy w tym zestawie. Można długo wymieniać dokonania ekipy z Chapel Hill. To będzie ich już 20 występ w Final Four w całej historii. Drugi z rzędu. W poprzednim sezonie przegrali w samym finale z Villanovą. W okolicznościach, które z pewnością bardzo dobrze pamiętacie. Ostatni tytuł wygrali w 2009 roku. Łącznie mają na koncie aż 5 tytułów mistrzowskich. To jeden z najlepszych wyników w całej historii I dywizji. Konkretnie trzeci. Tyle samo tytułów mają Duke i Indiana. Ośmioma może pochwalić się Kentucky a najwięcej, bo 11 ma UCLA.

W tym roku North Carolina po ubiegłorocznej porażce, w dramatycznych okolicznościach, wracają aby ponownie sięgnąć po tytuł. To, że mają ku temu powody udowadniali przez cały sezon. Niemal przez całą kampanię udowadniali, że są w gronie ścisłych faworytów. Na ławce mają energetycznego Roya Williamsa, który zna smak wygranej i porażki w meczach o wielkie stawki. Szczególnie patrząc na doświadczenie pozostałych ekip, wiele przemawia za Północną Karoliną.

Skład tej ekipy jest dobrze znany. Liderami na parkiecie jest duet Justin Jackson i Joel Berry. Szczególnie ten drugi w dobrej formie to bardzo duża nadwyżka i ogromne wsparcie w sukcesie Tar Heels. Widać to było w starciu z Duke w turnieju ACC, kiedy borykał się z faulami i nie mógł grać. Gra UNC siadła i to Duke wygrali turniej. Kiedy jest zdrowy, potrafi na poziomie NCAA przejmować mecze. Począwszy od znakomitego obsługiwania partnerów, po samodzielne popisy strzeleckie.

Po sezonach bycia w cieniu i pełnienia roli 3-4 opcji w ataku do głosu w tym sezonie doszedł Justin Jackson. To jak rozwinął swoją grę w obronie, ustabilizował na szalonym procencie skuteczność rzutów oraz dodał grę na koźle jest mimo bycia juniorem szykowany do wyboru w loterii draftu. Próżno tam szukać graczy z jego rocznika.

Wielką siłą UNC w poprzednich latach był duet podkoszowych. W tamtym sezonie szalał pod obręczami Brice Johnson. W tym Kennedy Meeks i Isaiah Hicks znowu tworzą zabójczy duet. Wsparci rezerwowym Tony Bradleyem mają na pozycjach 4/5 duże możliwości. Prawdopodobnie najlepsze ze wszystkich ekip w tym turnieju. Do tego Theo Pinson, Nate Britt czy Luke Maye. Wszyscy to ograni zawodnicy. Nie ma u nich co szukać nahajpowanych freshmenów. Tar Heels to team ogranych na akademickich parkietach weteranów. I przynajmniej w tym momencie, na papierze, faworyt do wygrania turnieju.

Jest również przy nich kilka znaków zapytania. Dyspozycja Joela Berry to główna z nich. Narzekał na podkręcenie kostki. Bolało go kolano. W poprzednich rundach grał nieco na przymus, bo stawka była ogromna, podobnie jak presja sukcesu. Gdyby była to inna faza sezonu, z pewnością by odpoczywał. Druga sprawa to tak naprawdę brak godnego zmiennika dla niego w składzie. Seventh Woods jeszcze kilka lat temu typowany na świetny prospekt w tym sezonie póki co nie dorasta jeszcze do skali ekipy. To solidny grajek, który jednak nie daje pewności na jedynce i nie ciągnie zespołu do góry. Problemem, szczególnie z szybko grającymi ekipami był duet podkoszowych. Kennedy Meeks nie jest demonem prędkości. Hicks to również kawał chłopa. Przy niskich ustawieniach Oregonu mogą mieć spore problemy. Szczególnie, że w kapitalnej formie jest Jordan Bell, który w poprzednich fazach grał kapitalne mecze.

W turnieju:

I runda: vs. Texas Southern 103:64
II runda: vs. Arkansas 72:65
S16: vs. Butler 92:80
E8: vs. Kentucky 75:73

Ten turniej to gładka przeprawa w I rundzie z rostawionymi z 16 seedem Texas Southern. Nerwówka z Arkansas. Roztrwoniona wysoka przewaga i niemalże porażka z Razorbacks. Z Butler udało im się uniknąć porażki a wygrana z Kentucky w meczu potentatów i szalona końcówka to jeden z najlepszych meczów całego turnieju. Przed nimi kolejna ciężka przeprawa.

2) Oregon Ducks

Zagrają w czwórce drugi raz w historii. Dana Altman dokonał rzeczy dawno nie widzianej na kampusie w Euguene. Ostatni awans do Final Four miał bowiem miejsce w 1939 roku. Zamierzchła przeszłość. Teraz gramy w zupełnie inną grę niż wtedy. Dana Altman wywindował kaczki do poziomu potentata w I dywizji. Już wcześniej Ducks udawało się dotrzeć do Elite 8. Były to jednak czasy bardzo odległe, albo było to bardzo nieregularne. Od kilku lat Ducks stale widnują swój poziom. Jeszcze kiedy zaczynałem oglądać NCAA to byli jedynie czarnym koniem, niewygodną ekipą, jednak nie byli wymieniani w gronie najpoważniejszych kandydatów do tytułu. Teraz się to zmieniło. Rok temu polegli w Elite8. W tym ich cel był prosty. Awans do Final Four. Drugi w historii. Udało się ten cel zrealizować. Zarówno ciężki terminarz, jak i styl tych zwycięstw daje dużo optymizmu przed startującym za kilka godzin potyczkom.

Wszystko wskazywało na to, że liderem tej ekipy w turnieju będzie junior Dillon Brooks. Trzeci sezon w NCAA miał być jego ostatnim i miał uruchomić wszystkie siły aby wygrać NCAA Tournament. O sile kaczek niech świadczy fakt, że w turnieju Brooks jest dopiero trzecim najlepszym zawodnikiem swojej drużyny. Na pierwszy plan wysunął się Tyler Dorsey. Pochodzący z Kalifornii chłopak nie zszedł w tym turnieju poniżej 20 punktów. Rzucał trójki na zawołanie, świetnie bronił i co najważniejsze, w każdym meczu rzucał te najważniejsze rzuty.

Pod koszem dominował Jordan Bell. Ciężko sobie wyobrazić siłę rażenia Ducks pod koszem, gdyby zdrowy był jeden z najlepszych blokujących w NCAA Chris Boucher. Bell robi tyle w tym turnieju, że nieobecność kanadyjczyka jest zupełnie niezauważalna. Do tego wspomniany wcześniej Brooks, który już poprzednim sezonie był gwiazdą ligi. Na rozegraniu debiutant, który gra jak senior Payton Pritchard. Do tego grający szósty sezon w NCAA, najstarszy w tym turnieju Dylan Ennis. Ducks to piekielnie nie wygodna ekipa. Grająca szybką koszykówkę. Dużo rzutów za trzy, extra passy, dobra obrona, która nakręca dobra ofensywa. To dobra dla oka koszykówka i skuteczna w tym turnieju. Ciężko wskazać faworyta w rywalizacji z North Carolina.

W  turnieju:

I runda: vs. Iona 93:77
II runda: vs. Rhode Island 72:75
S16: vs. Michigan 69:68
E8: vs. Kansas 74:60

Jak widać terminarz mieli dużo trudniejszy niż ich półfinałowy przeciwnik. Na dobrą sprawę gdyby więcej zimnej krwi zachował Derrick Walton Junior z Michigan to teraz pewnie w ogóle byśmy o nich nie rozmawiali. Mecz z Ioną był formalnością i popisem szybkiej i widowiskowej koszykówki prosto z zachodniego wybrzeża. Z Rhode Island były duże męki. Świetna gra Rams, E.C. Mathews w opcji superstar. Mecz highlight. Mnóstwo fajerwerków z obu stron. Z Michigan tak jak pisałem, zdecydowała końcówka. Zimna krew Dorseya, niecelny rzut Waltona. Decydowały pojedyńcze posiadania. Elite 8 i mecz z Kansas pokazał skalę potencjału tej ekipy. Szczególnie ograniczenie Josha Jacksona i zdominowanie strefy podkoszowej oraz przede wszystkim szalona dyspozycja w ataku zdecydowały o w miarę spokojnej wygranej. Świetny ponownie był Dorsey. Jordan Bell grał kapitalne zawody.

Mój typ: Stawiam na Ducks. Uwielbiam to jak grają w tym turnieju. Bardzo podoba mi się ścieżka jaką obrała ta ekipa od 2010 roku od czasu nastania rządów Altmana. Mają wszystko aby wygrać turniej i zrobić kolejny krok w historii programu i po raz drugi wygrać mistrzostwo!

3) Gonzaga Bulldogs

Wchodzi na zupełnie inny poziom pod 18-letnimi rządami Marka Few. Przed jego erą tylko kilkakrotnie wygrywali w swojej konferencji. Od czasu objęcia posady head coacha w Spokane znaczenie i poziom programu drastycznie poszły do góry. Oto próbka.

– 17 wygranych sezonów regularnych.
– 15 mistrzostw turnieju konferencji WCC.
– W każdym sezonie awans do NCAA Tournament
– 8 awansów do fazy Sweet 16
– 2 razy do Elite 8
– tegoroczne historyczne Final Four

Co tu dużo mówić. Few zrobił z Zags potentata i czołową ekipę I dywizji. Wciąż nie ściąga ona najlepszych rekrutów z USA jednak nie taki cel stawia sobie Few.

W tym roku ma realną szansę na wyśrubowanie rekordu z Gonzagą. Realny w przypadku Zags wydaje się niemal każdy scenariusz. Od wygrania całego turnieju, po porażkę z South Caroliną. Przez cały sezon dało się usłyszeć narzekania na słaby terminarz, brak rywalizacji i weryfikacji Zagi z czołowymi ekipami. Teraz pewnie znowu pojawi się wiele głosów, że terminarz Gonzagi w samym turnieju nie powalał na kolana. Najtrudniejszym rywalem była West Virginia. Dla wielu to wciąż za mało aby uznawać ten zespół za realnego faworyta.

O Buldogach było mnóstwo na łamach nie tylko zaspany.com. W ostatnim okresie zrobiło się o nim głośno nie tylko w krajowych mediach ale przede wszystkim w tych amerykańskich. Jego droga powrotu po ciężkiej kontuzji w tym sezonie jest imponująca. Eksperci podkreślają jak ważny to gracz nie tylko na parkiecie, ale również poza nim. Jak pozytywna to postać. Przemek wykorzystuje bardzo dobrze swoje pięć minut w tym sezonie. Obok siebie ma bardzo utalentowany zespół. Liderem jest Williams-Goss, pod koszem świetne zawody gra Jonathan Williams. Na obwodzie liderami są Melson i Perkins. Z ławki wchodzi Zach Collins, czyli przyszły podkoszowy kozak Marka Few. Zresztą co ja będę pisał, bardzo dobrze to wiecie.

W turnieju:

I runda: vs. South Dakota State 66:46
II runda: vs. Northwestern 79:73
S16: vs. West Virginia 61:58
E8: vs. Xavier 83:59

Tak jak pisałem wyżej. Prawdziwa przeprawa jaką miała Gonzaga w tym turnieju to mega agresywna w obronie West Virginia. To był jedyny moment w turnieju, kiedy Zags byli realnie zagrożenie opuszczeniem turnieju. Northwestern i Xavier to solidne teamy w tym sezonie, jednak nie nawiązały walki do końca. Teoretycznie w półfinale Gonzaga nie wpada, po raz kolejny na żadnego potentata. Zags dalej mkną autostradą lewym pasem.

4) South Carolina Gamecocks

Frank Martin piszę historię SoCar. To on jako pierwszy wprowadził tą drużynę nie tylko do Final Four ale również do Elite 8. To historyczne osiągniecie programu, który ma swoją siedzibę w Columbii, oczywiście w Południowej Karolinie. Do tego roku największymi sukcesami Gamecocks były awanse do Sweet 16. Udawało się to trzykrotnie w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia. Konkretnie w latach 1971-73.

Sama historia Franka Martina jest typowym scenariuszem w stylu American Dream.

Już w poprzednim sezonie South Carolina była bardzo atrakcyjnym do oglądania zespołem, który wmieszał się w czołówkę konferencji SEC. W tym przez pewien okres wydawali się obok Floridy, głównym kandydatem do obalenia hegemonii Kentucky. Słabsza końcówka sezonu regularnego ostatecznie zaprzepaściła te nadzieje. Jednak w przekroju całego sezonu, zdaniem komisji Gamecocks dostali nominację do turnieju po raz pierwszy od 2004 roku.

Ponad 20 punktów w każdym z dotychczasowych meczów turnieju rzucił Sinadrius Thornwell. Senior i lider tej ekipy. Jego doskonała gra to jedna z głównych przyczyn obecności w Final Four. To zawodnik, który gra na pozycji skrzydłowego. Obok niego jest cała grupa ciekawych graczy. Drugoroczniak i jeden z najlepszych prospektów ubiegłego lata PJ. Dozier. Typowy combo, który oprócz dobrej gry w ataku, jest również bardzo dobry na koźle. Na obwodzie pomaga mu Duane Notice. To kolejny senior. Kanadyjczyk z Toronto. Pod koszem najsilniejszą opcją jest Chris Silva. Drugoroczniak. Silny skrzydłowy. Jest również wątek europejski. Mianowicie Maik Kotsar z Estonii. Kolejny gracz z talii podkoszowych Martina. Freshmen, który zaliczył bardzo obiecujący pierwszy sezon w NCAA i z miejsca stał się jednym z elementów rotacji z solidnymi 24 minutami na parkiecie.

W turnieju:

I runda: vs. Marquette 93:73
II runda: vs. Duke 88:81
S16: vs. Baylor 70:50
E8: vs. Florida 77:70

Jakość przeciwników i styl zwycięstw robi wrażenie. Szczególnie wygrana z Duke po fenomenalnej drugiej połowie oraz rzeźnia na Baylor, której nikt się nie spodziewał. Bears mieli zdominować strefę podkoszową. SoCar zakoczyli ich świetną grą. Wygrana z Floridą wielkiego wrażenia nie robi, bo to podobne ekipy jeśli chodzi o potencjał. Rywale i wyniki mówią jedno. South Carolina jest w tym turnieju w stanie wygrać z każdym. Piszą historię i będą mega niewygodnym rywalem dla Gonzagi. Absolutnie bym ich nie skreślał.

Mój typ: W półfinałach moje kciuki będę ściskał za Gonzagę i Oregon. Na początku turnieju typowałem UNC na ekipę do finału. Jednak ofensywna i mega widowiskowa gra Ducks przekupiła mnie. 

Loading Facebook Comments ...

Komentarze