Nevil (nie)obiektywnie: Game 22 vs Orlando Magic

Ależ w tym sezonie jestem nieogarnięty. Stąd wpis też będzie nieogarnięty. Może zacząć cykl pt. Nevil (nie)ogarnięty? Nowa praca, nowe wyzwania, nowy rytm dobowy. Uczę się tego wszystkiego, więc znów wybaczcie.

 

Meczu z Orlando nie widziałem ‚na żywo’. Powtórkę oglądałem wczoraj w nocy, ale znając wynik. Tak się ostatnio szczyciłem, że potrafię uniknąć informacji o rezultacie, a tu zonk. Przynajmniej byłem spokojny oglądając. Bo wiedząc, że Hornets dostaną w ryj, oglądałbym ze łzami w oczach. Szczególnie close game. Tak czy inaczej, na mecz z Warriors mam już nastawione pięć budzików rozstawionych po całym domu. Powinno być dobrze.

 

Hornets już od dwóch sezonów odszukali patent na Orlando i te spotkania zawsze oglądam z 80% szansą na zwycięstwo. Tej nocy także kontrolowali przebieg spotkania od samego początku do samego końca. A to wszystko za sprawą Kemby Walkera, którego powrotu wyczekiwali wszyscy tak samo, jak pierwszej gwiazdki w Boże Narodzenie. Kemba jest tej drużynie potrzebny jak tlen. I po atakowanej, jak i po bronionej stronie boiska. Po prostu musi być, jak Amen w pacierzu. To on zlepia całą drużynę w jedną całość, daje potrzebne impulsy i potrafi poprowadzić od początku do końca. MCW to dobry zawodnik, ale na krótkie fragmenty. Bez lidera Hornets po prostu nie potrafili wygrać.

 

A to, że obecność Walkera na boisku sprawia, że drużyna gra lepiej wiedzą już wszyscy. Monk znów został przyspawany do ławki, ale tym razem przez coacha Silasa. Steve Clifford dostał nieograniczony czas na uporanie się z problemami zdrowotnymi. Część ludzi już przebąkuje, że to początek końca coacha w Hornets. Ja wierzę, że faktycznie coś mu dolega i wróci jak najszybciej się da. Stephen Silas to doceniany w koszykarskim światku asystent, który przed sobą ma fajny test, bo mecz z Warriors. Clifford na pewno ogląda!

Loading Facebook Comments ...

Zostaw komentarz

MOŻESZ BYĆ ZAINTERESOWANY