Nevil (nie)obiektywnie: Game 23 vs Golden State Warriors

07/12/2017
5 Shares 443 Odsłon

Jeden z tych meczów, które zbierają największą publiczność w każdym mieście. Północną Karolinę odwiedziła drużyna Warriors, więc na trybunach pojawiło się dużo więcej ludzi niż dotychczas. Do tego mecz transmitowany był przez ESPN. Całe oczy na Charlotte!

Wynik meczu idealnie zobrazował fakt, czemu Hornets w ogólnodostępnej telewizji występują tak rzadko. Po prostu nie idzie im gra przed tak dużą publiką. Za każdym razem coś jest nie tak. Ta noc zapowiadała się ciut inaczej, bo w Golden State nie grali Curry i Green, ale skończyło się jak zawsze. Głupio pisać, że to kwestia tremy, bo mówimy tu o najlepszych koszykarzach na Świecie. Ale coś jest na rzeczy, nie tylko ja to widzę. Ale tak sprawa miała się, gdy Hornets grali jeszcze w Nowym Orleanie. COŚ JEST NA RZECZY.

Dodatkowo przypominam, że Warriors grali bez Curry’ego i Greena. Ale drużyna coacha Silasa (jak dziwnie to brzmi) chyba tego nie widziała. Dla nich Warriors to Warriors i nic tego nie zmieni. Dziwne jest to, że Hornets klękają przed każdą dużo lepszą drużyną. Na palcach jednej ręki można policzyć ich spektakularne zwycięstwa przeciw hegemonom. Oby problemem nie była głowa. Do tego zamieszanie związane ze zdrowiem coacha Clifforda (to brzmi normalnie!) na pewno nie pomaga. Ten temat to wciąż zagadka, a ja liczę na rychłe rozwiązanie. Jakikolwiek update. Zdrówka!

Hornets tak się obsrali na początku, że nawet się nie obejrzeli, a przegrywali już 26 punktami. Durant wyglądał tak, że w pojedynkę ograłby lineup MCW-Batum-Bacon-Kamiński-Howard. Nawet moja klasa z liceum miałaby z nimi szansę. KD w samej pierwszej kwarcie przegrał zaledwie 18-16. Z całą drużyną. Grał tak dobrze, że zdobył swoje dziewiąte triple-double w karierze. Dopiero dziewiąte! Westbrook gdzieś tam zaśmiał się pod nosem. On dziewięć robi na każdym treningu. Tak czy inaczej, dobrze się ogląda takiego Kevina.

Szerszenie miło całej tej przewagi Warriors cały czas gdzieś tam się czaili. Mozolnie odrabiali straty dochodząc w pewnym momencie do siedmiu punktów straty. Siedmiu. Wiecie, co by było, gdyby Hornets wygrali ten mecz? Ja też nie… Wtedy wydarzyło się coś takiego:

Nie lubię używać tego słowa, ale no kurna. KURTYNA. Michael Carter-Williams bardzo szybko zatarł po sobie dobre wrażenie z początku swojego grania w barwach Hornets. Nie trafił w ten sposób dwóch rzutów w ciągu nocy. Ten jeden był tragiczny w skutkach. Kończę, bo coś zrobię z klawiaturą i laptopem. Kocham Walkera, Zellera i MGK. Resztę szanuję. Jestem zły. Bez odbioru!

Loading Facebook Comments ...

Zostaw komentarz

MOŻESZ BYĆ ZAINTERESOWANY