Offseason 2017: Na przykładzie Kings i Knicks widzimy jak należy i nie należy wychodzić z kryzysu

18/07/2017
29 Shares 62 Odsłon

Do startu tegorocznej NBA Free Agency 2017 (ciągle termin „wolna agentura” nie jest moim ulubionym), w lidze mieliśmy dwie drużyny, które zdawały się nie uczyć nic na swoich błędach – Kings i Knicks. Phil Jackson, George Karl, DeMarcus Cousins, Carmelo Anthony … te sagi po prostu zdawały się nie mieć końca. Oczywiście Kings po Weekendzie Gwiazd 2017 pozbyli się swojego najlepszego zawodnika, co wtedy wydawało się ogromnym błędem w kontekście „paczki” zwrotnej, i prawdziwym prezentem dla Nowego Orleanu. Dzisiaj jednak patrzymy na wszystko z zupełnie innej perspektywy. Dzisiaj wiemy już, że Knicks nie wyciągnęli ŻADNEJ lekcji z ostatnich kilkunastu lat, ale Kings z kolei poszli po rozum do głowy.

Vivek Ranadive właściciel klubu z Sacramento nigdy nie należał do najbardziej cenionych posiadaczy drużyny w NBA. Oczywiście daleko mu zapewne w tej skali do Jamesa Dolana (zwłaszcza teraz), ale opinie na jego temat były różne. Częste zmiany trenerów, niejasna sytuacja Cousinsa, chęć wytransferowania go, a potem pozostawienia jednak jako trzon zespołu – to wszystko nie pomagało w budowaniu drużyny. Do tego dochodziły jeszcze rozmaite wpadki Vlade Divaca i Kings często byli określani mianem „szpitala psychiatrycznego”. Ponadto nikt do końca nie wiedział, czy DMC jest naprawdę takim problemem drużyny, czy po prostu najbardziej łakomym kąskiem dla innych ekip, i de facto jedynym zawodnikiem, na którym „można by coś zarobić”. Cousinsa jednak nie ma już w SacTown w zasadzie pół roku i nagle się okazało, że można wyprowadzić drużynę na prostą. Czy to wszystko za sprawą transferu „niesfornego dzieciaka”? Być może powód jest prosty – skoro Cousinsa nie ma w klubie, to na kogo ew. zwalić winę za kolejne złe posunięcia? Na Divaca? Nie … Kings sami siebie podstawili pod ścianą i przed plutonem egzekucyjnym złożonym z kibiców, fachowców i dziennikarzy, i trzeba przyznać, że uszli z tego z życiem.

Co jest potrzebne drużynie, która rozpaczliwie potrzebuje przebudowy, w ogromnej mierze opartej na młodych zawodnikach? Weteranów i graczy doświadczonych, od których młodzi jak Hield czy Cauley-Stein, będą mogli się uczyć. W tej kwestii Sacramento spisało się lepiej niż dobrze zatrudniając Zacha Randolpha, Vince’a Cartera oraz George’a Hilla. Zwolnieni zostali za to Barnes i Afflalo i nagle się okazuje, że można nie przepłacić za zawodników, bo trójka weteranów za przyszły sezon kosztuje łącznie 40 milionów. To nie są ogromne kwoty jak na te czasy, a do tego dwójka najmłodszych i najważniejszych graczy jest na umowach debiutanckich i zarobi łącznie nieco ponad 7$ mln.

W swoim drugim sezonie pracy Dave Joerger dostanie do dyspozycji ciekawy skład, z którego powinien spróbować ugrać więcej niż 32 zwycięstwa z ubiegłorocznych rozgrywek. Nie będzie też w szatni DMC, ani jego technicznych fauli na boisku. Kings wydają się wychodzić powoli na prostą i iść w dobrym kierunku by próbować zapełnić niedawno powstałą Golden 1 Center. Nie możemy też zapomnieć w tym miejscu o bardzo dobrych wyborach w drafcie, czyli o takich graczach jak Fox, Collins czy Mason. Ten ostatni to bardzo ciekawy przypadek, bo mierzący 178-183 cm (różnie według źródła), to jeden z najbardziej utytułowanych zawodników w historii całej NCAA. Na razie Liga Letnia pokazała, że obawy fachowców o jego fizyczność w starciu z zawodnikami o parametrach z NBA. były uzasadnione, ale nie można pominąć drzemiącego w nim potencjału. W końcu MOP czy Nagród im. Naismitha nie dostaje się w NCAA za nic.

Tytuł zdjęcia: „Właśnie tak bardzo Phil Jackson przejmuje się sytuacją w Nowym Jorku”. Z resztą ten skromny fotos pochodzi z oficjalnego twitera Zen Mastera. Co więcej – Jax nie jest jedynym winowajcą całego tego zamieszania, bo ryba psuje się od głowy i to chyba jest w tym wszystkim najstraszniejsze.

Melodrama – odcinek 2023. „New York story”, kolejna odsłona musicalu na Brodway’u – akt 16. Na prawdę bardzo ciężko pojąć jest co robią Nowojorczycy. Adrian Wojnarowski w rozmowach z ludźmi z NBA i przede wszystkim Generalnymi Menadżerami , otrzymywał jednoznaczne sygnały – nikt nie wie co robią Knicks. W końcu zwolnienie Phila Jacksona po drafcie mijało się z celem, bo czemu nie przed? W końcu to wtedy z numerem ósmym Jax wybrał Franka Ntilikinę, bo ten pasował mu do wizji gry trójkątami. Pytanie tylko na co w Nowym Jorku taki zawodnik, skoro wszyscy na Manhathanie chcą zapomnieć o Triangle Offense. Czy nie można było wybrać Dennisa Smitha Jr, który robi prawdziwą furorę w SL? Przecież kolokwialnie mówiąc – Jax mógł wylecieć już przed draftem.

Co dalej robią Knicks? Pozwalali przez ostatni rok zaniżać wartość swojego najcenniejszego zawodnika i teraz się dziwią, że jego cena rynkowa nie jest wcale tak wysoka. Co z tego, że Melo jest gotów zrzucić z pleców swoją klauzulę „Non trade”, jak żadne „części” zamiennie nie są w stanie usatysfakcjonować włodarzy z Nowego Jorku. W końcu zapytajmy też o to, kto bezkarnie pozwalał Jaxowi poniżać Anthony’ego i sprowadzać jego rolę do samoluba i „nowotworu” w szatni. Gdzie wtedy był Dolan? Gdzie była reszta pionu sportowego? Allan Houston? Teraz się nagle okazuje, że wszyscy w Nowym Jorku wpadli na pomysł, że może jednak ubłagają Melo by zmienił zdanie i zechciał zostać. Po co? Po to, by w lepszej atmosferze pokazać go z lepszej strony i opchnąć na początku 2018? Co może sprawić, by Melo postradał wszystkie zmysły i postanowił z radością zostać w klubie? Nowy GM, którym został Scott Perry? Przecież Perry będzie odpowiadał przed Millsem, który w czasach Jaxa unikał wypowiedzi na drażliwe tematy, a tym bardziej nie bronił lidera swojej drużyny.

Czy na stanowisko Generalnego Menadżera w klubie z Nowego Jorku nie było chętnych? O dziwo byli, ale taki David Griffin chciał sprowadzić do Knicks swoich uznanych i sprawdzonych współpracowników, a na to władze z Wielkiego Jabłka się nie zgodziły. Oni ciągle chcą zjeść ciastko i ciągle to ciastko kontrolować. Czy Dolan wzorem z Kings nie dojdzie wreszcie do wniosku, że o ile nie powinien sprzedać klubu, to przynajmniej usiąść w tylnym rzędzie? Przemiana kulturowa w takim klubie jak Knicks, z tak złą sławą w ostatnich latach, powinna się odbyć metodą diametralnych czystek i zaorania prawie wszystkiego, ale na to chyba Dolan ciągle nie jest gotowy. W klubie dzieje się źle, a jednak on ciągle chce trzymać tych samych ludzi, by mieć kontrolę – pytanie tylko nad czym?

Kontrakt Joakima Noah to wielkie nieporozumienie i teraz chyba każdy to wie. Nie wiadomo tak naprawdę czy były Obrońca roku kiedykolwiek powróci do NBA. Żeby tego było mało Nowojorczycy postanowili zapłacić za przyszły sezon Timowi Hardaway’owi Juniorowi 16,5$ mln. Zawodnikowi, który rok temu w Hawks notował średnio 14,5 punktu. To nie jest żadna złośliwość z mojej strony. Wystarczy włączyć jakikolwiek program dotyczący NBA i cofnąć się do dnia tej umowy, by wszyscy fachowcy łapali się za głowę. Wychodzi więc na to, że Knicks znowu przespali kolejny offseason, znowu nie unormowali sytuacji z Melo i jedyną zmianą jest brak Phila Jacksona. Co na to Porzingis? To kolejna rzecz do „posprzątania” w Stajni Augiasza na Manahathabie, bo nikt nie chce w zespole obok niezadowolonego Anthony’ego, równie niezadowolonego gracza, który ma być twarzą i przyszłością tego klubu.

Czy w obu klubach wszystko sprowadza się do właścicieli? Czy tegoroczne Lato pokazało, że czasem warto spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie kilka gorzkich słów? Właściciel Sacramento powiedział, że odcina się od pewnych działań i daje swojemu pionowi zarządzającemu działać – na razie wszystkim wyszło to tylko na dobre. Dolan chyba nie „dorósł” jeszcze do tego i pytanie czy jeszcze kiedyś uda mu się do tego dojrzeć – skutki dla Nowego Jorku? Ciągle te same …

Loading Facebook Comments ...

Zostaw komentarz

MOŻESZ BYĆ ZAINTERESOWANY

TOP 5 (17.12.18)
Newsroom
36 odsłon
36 odsłon

TOP 5 (17.12.18)

Marcin Uszyński - 18/12/2017