POZDROWIENIA Z ALAMO! #13: Maraton Spurs – część 1

Począwszy od 29 listopada, koszykarze Spurs w ciągu kolejnych 11 dni mieli rozegrać 7 spotkań, a w pewnym momencie 3 w 4 noce i 5 w 7. Nawet mimo „złagodzonego” nad wyraz w tym sezonie grafiku NBA, w pewnym momencie trzeba się zmierzyć i z takimi wyzwaniami. Oczywiście dla Ostróg nie jest to łatwe z racji na wiek Ginobiliego, wiek Parkera i jego świeży powrót na parkiet po kontuzji, brak Leonarda, czy ogrom ciężaru jaki na swoich barkach nosi LaMarcus Aldridge. Nic więc dziwnego, że Pop nazwał ten grafik „niedorzecznym” i szukał gdzie się tylko da odpoczynku dla swoich zawodników.

Na pierwszy ogień tego maratonu poszedł dwumecz z Grizzlies, którzy niedawno zwolnili swojego szkoleniowca. Jacy koszykarze Memphis przyjadą do Alamo? Zdołowani swoją sytuacją w lidze, nieobecnością Mike’a Conley’a i trenera, czy zmotywowani rozpocząć pisanie nowego rozdziału? Możemy powiedzieć po tym meczu, że Grizz stawili się w AT&T Center z dobrym nastawieniem do gry, lecz nie tyczyło się to wszystkich zawodników. Marc Gasol tego dnia rozgrywał słabe spotkanie mając naprzeciwko sobie starszego brata i Aldridge’a. W ogóle LaMarcus w tym starciu wyglądał jak MVP sezonu i nie ma tutaj ani słowa przesady. Zdobyte bowiem 41 punktów na 70% gry, w nieco ponad 36 minut musiało zrobić wrażenie. Najważniejsze jednak jest to, że w końcówce spotkania był prawdziwym liderem drużyny i nie bał się naprawdę trudnych rzutów. Pewnie gdyby nie to, że Memphis tego dnia trafili 11 trójek na 22, to ten mecz nie miałby w zasadzie żadnej historii.

Po dniu odpoczynku Grizzlies i Spurs spotkali się ponownie, ale tym razem w Grind House w Memphis. Można by sądzić, że takie spotkanie dla gospodarzy to świetny moment na przełamanie i na rewanż, ale tak niestety nie było. Gracze Popa kontrowali całe spotkanie w zasadzie od początku do końca i tym razem Aldridge był „potrzebny” jedynie z 22 zdobytymi oczkami. Wsparcia z ławki udzielił za to Rudy Gay, który z 18 punktami zanotował bardzo dobre spotkanie. Ex gracz Memphis gra niestety w kratkę, ale to wszystko spowodowane jest drobnymi problemami zdrowotnymi.  Po stronie Niedźwiedzi można było wyróżnić w zasadzie jedynie Parsonsa. Naprawdę, jeśli ktoś liczył na spotkanie pełne energii, wyrównanej walki i żądzy rewanżu, to się rozczarował.

W obu tych spotkaniach bardzo dobrze wyglądał Tony Parker, który chyba nic nie stracił ze swojej szybkości. Francuz jak sam przyznaje „pokochał” siłownię w momencie, kiedy nie mógł normalnie trenować i to widać po budowie jego ciała. TP jest o wiele silniejszy i masywniejszy jak na swoje standardy. Ciekawe czy pomoże mu to unikać także drobnych urazów, które niemalże rokrocznie prześladują go od kilku sezonów.

Zdrowy i silny, czy też nie, ale Pop w starciu z OKC postanowił posadzić swojego rozgrywającego na ławce, a także zastosować ten sam manewr w stosunku do Gay’a, Ginobliego i Aldridge’a. W ten sposób w starciu z Oklahomą, która ma swoje problemy, Popovich zagrał Greenem, Gasolem i grupą „młodziaków”. Easy win for OKC? Niekoniecznie …

Paul George – 2/17 z gry, Carmelo Anthony – 4/10. Czy przy takiej postawie dwójki gwiazdorów Thunder, sam Westbrook, który był o 1 zbiórkę od potrójnej zdobyczy, to wystarczająco silna broń na osłabione Ostrogi? Na początku spotkania wydawało się, że tak, że gościom brakuje ognia w ofensywie i doświadczenia, bo OKC prowadzili nawet kilkunastoma punktami na pewnym etapie spotkania. To jednak nie oznacza, że Pop rzucił zupełnie ręcznikiem, bo Bertans czy Murray zagrali naprawdę bardzo dobre spotkanie. Co więcej, 8 oczek, jakie rozgrywający Ostróg zdobył w 3 kwarcie, były jedną z przyczyn, dla których San Antonio powróciło do tego meczu i napędziło gościom niezłego stresu. W końcu dla Thunder porażka u siebie z Teksańczykami bez większości swoich gwiazd, byłoby już czymś nie do zniesienia. Ostatecznie skończyło się na skromnej, bo 3punktowej wiktorii, lecz gdyby Bertans czy Paul mieli lepszy dzień rzutowy, to moglibyśmy obserwować niespodziankę w Oklahomie.

Spurs może i nastraszyli Thunder, ale niestety w wyniku skręcenia MCL, stracili też na czas dłuższy Kyle’a Andersona – ich startowego niskiego skrzydłowego. Według Adriana Wojnarowskiego z ESPN, okres pauzy zawodnika to 2-3 tygodnie.

Pod nieobecność Andersona, Popovich przyznał, że startowym SF zostanie Rudy Gay, mimo doraźnych problemów m.in. z piętą. Jeśli zaś mowa o „trójkach” w składzie, to bliższy powrotu do gry jest Kawhi Leonard, o czym informowaliśmy na Zaspanym na bieżąco. Na razie jednak nie ma określonej daty, kiedy „The Claw” pojawi się na parkiecie.

Kończymy „pierwszą” część maratonu z Alamo, a kończymy ją nie byle jakim starciem, bo meczem z rewelacją rozgrywek – Detroit Pistons. To było bardzo dobre i bardzo wyrównane spotkanie, rozgrywane na parkiecie w San Antonio. Gospodarze do samego końca nie mieli odpowiedzi na Reggie’go Jacksona, zaś Pistons nie umieli powstrzymać Spurs, którzy tego dnia mieli 7 graczy ze zdobyczą punktową 10 i większą. Znowu błyszczał Manu Ginobili, który zdobył 12 oczek, a w tym kilka bardzo istotnych w czwartej kwarcie. W ogóle jakby ktoś spojrzał historycznie na to spotkanie, to wyrównane ostatnie 6 minut meczu, mogło „przypominać” batalię tych obu drużyn ze wspaniałych finałów 2005.

Tłoki prowadziły nieznacznie, ale przez prawie 38 minut tego spotkania. Tak jak wspominałem – nie był to najlepszy mecz Aldridge’a, który zdobył 17 punktów 17 rzutami, lecz to właśnie LA w ostatnich 150 sekundach spotkania, zdobył dla swojej drużyny 4 punkty rzutami z gry i ważne 2 rzutami wolnymi. Po meczu Stan Van Gundy pytany o to, jak powstrzymać LaMarcusa odparł krótko – „nie da się”.

Spurs dzisiejszej nocy zmierzą się na własnym parkiecie z Miami Heat – start 2:30

Loading Facebook Comments ...

Zostaw komentarz

MOŻESZ BYĆ ZAINTERESOWANY