POZDROWIENIA Z ALAMO! #20: 3 x wyjazd cz. 1

W San Antonio bez zmian – dalej zespół musi sobie radzić w ogromnej mierze bez Leonarda, Parkera, Greena, Gay’a czy momentami Ginobiliego. Mecze, kiedy tych zawodników nie ma w składzie, to prawdziwy test dla młodzieży Spurs, a także dla LaMarcusa Aldridge’a czy Pau Gasola. Test, który często (Gasol i Aldridge) oblewają z racji na wiek i doświadczenie swoich boiskowych partnerów.Trzy mecze wyjazdowe z 6, jakie czekały na Ostrogi, już za nami, więc przejdźmy do skrótów i analiz z tych spotkań.

Kiedy kibicom z Moda Center (aka stare dobre „Rose Garden”) znudzi się wybuczanie LaMarcusa Aldridge’a? Być może nie prędko, ale w tym meczu i tak nie było z tym tragedii. Mimo braku Lillarda po stronie gospodarzy, Blazers postawili Ostrogom twarde warunki od początku do końca. Bardzo dobrze to spotkanie rozpoczął wspomniany wcześnie LA, który w pierwszej wyrównanej bardzo kwarcie zdobył 9 punktów. Póki on i Gasol przebywali na parkiecie, to gra Spurs wyglądała całkiem nieźle i to mimo tylu ubytków kadrowych. Niestety w tym starciu kompletnie nie sprawdził się Murray ze swoim 1/6 z gry i Patty Mills z 2/6. Mocnym sierpem z ławki był jednak po raz kolejny Manu, który w cały meczu zdobył 26 punktów i 12 w czwartej kwarcie!

Naprawdę trudno w to uwierzyć, ale Ginobili ma rocznikowo 41 lat, a gra najlepszą koszykówkę od 2-3 sezonów i to na spokojnie najlepszą. Argentyńczyk w poprzednich latach zwykł mieć głupie straty, kiedy wyskakiwał w powietrze, a nie wiedział co jeszcze zamierza zrobić. Tak, takie błędy zdarzały się doświadczonemu graczowi lat 37-38, ale obecnie już nie. Co więcej Manu rozwiewa moje obawy o rozgrywanie piłki w końcówce meczów, a w zasadzie o intensywność tego rozgrywania. Pod nieobecność Parkera Ginobili bywa jedynką przez lwią część czwartej kwarty i trzeba przyznać, że wychodzi mu to znakomicie. Nie tylko jest oazą spokoju i ostoją zespołu, ale też wjeżdża pod kosz i wykańcza akcje na dystansie. W meczu z Portland był 6-9 za trzy.

W niektórych minutach trzeciej kwarty wydawało się, że goście odpłyną już w niebyt bezpowrotnie i nie dogonią rywali, ale wtedy do głosu dochodził znowu Aldridge (30 zdobytych oczek) i gra znowu się wyrównywała. Pochwalmy też Bertansa, który miał kilka istotnych trójek. Najgorsze dla Spurs jest jednak to, że kiedy w składzie nie ma Ginobiliego ani Leonarda czy Parkera, to w ekipie Popa nikt nie rozgrywa piłki tak jak trzeba. Anderson to jeszcze nie to doświadczenie, nie mówiąc już o Murray’u. Mills to nie jedynka, więc taki Manu jest na wagę złota. Szkoda tylko, że wysiłek jego i Aldridge’a poszedł na marne, bo Spurs ostatecznie przegrali to spotkanie 1 punktem. Co ciekawe Ginobili zanotował pierwsze back2back z 20 punktami od prawie 1,5 roku oraz największa sumę punktów w dwóch meczach z rzędu od 2014 roku!

Nie ma chwili na odpoczynek, bo z Oregon trzeba lecieć do Kalifornii, gdzie czekają już Kings. Nie mieliśmy tego dnia szans obejrzeć pojedynku prawdziwych weteranów, bo Manu dostał dzień wolnego, co z resztą było do przewidzenia. Pozostał więc sam Vince Carter do obejrzenia, a do składu Ostróg powrócił Tony Parker.

To było bardzo dziwne spotkanie, gdzie w pierwszej i drugiej kwarcie wyglądało na to, że Spurs nie mają pomysłu na rywali, sił ani „ochoty” na walkę. Widać w nich było zmęczenie wieloma rotacjami, przerwami poszczególnych zawodników i graniem dzień po dniu. Nic więc dziwnego, że po 1wszej połowie goście przegrywali -10, a i to nie był najwyższy wymiar kary.

Trzecia kwarta meczu nie zaczęła się dla Spurs najlepiej, bo przegrywali w niej nawet 17 punktami. Ich atak był bardzo monotonny choć skuteczny. LaMarcus Aldridge w tej części spotkania zdobył 11 punktów i przez długi okres tylko on odpowiadał rywalom. W pewnym momencie jednak goście powiedzieli „stop” i pokazali dlaczego obecnie mają druga obronę na parkietach NBA. Do tego do gry w ataku włączył się Bertans i nagle na tablicy wyników widniał remis po 70.

W ostatniej części spotkania presja obronna Spurs nie opadła, bo nie dali odskoczyć rywalom na więcej niż kilka punktów. Znowu liderem ataku był Aldridge, który tym razem w ostatnich 12 minutach zdobył 10 oczek i 31 w całym meczu. Znowu też zrobił to w parze z Bertansem, dla którego 28 punktów zdobyte w całym meczu to rekord kariery. Davis tego dnia miał 11 na 15 z gry. Słabo po powrocie zagrał Parker, lecz po kiepskim spotkaniu z Portland odbudował się za to Patty Mills.

Nie będę ukrywał, że mecz z Lakers był bardzo nudny i ciężki do oglądania. Ostrogi w całym spotkaniu zanotowały 20 strat i niektóre na poziomie niższych klas szkół średnich. Chyba w żadnym meczu jak w tym, „na jaw” nie wyszły problemy z rotacjami i co za tym idzie z brakiem zgrania. LMA w tym meczu bronił się punktowo, ale już nie skutecznością. Dobry mecz zagrał Murray z 14 punktami i 11 asystami. Można też pochwalić Forbesa, lecz za całokształt możemy zganić Ostrogi bez problemu. Naprawdę z ich koncentracją w tym meczu było fatalnie. Ciężko się gra w kratkę z rotacjami w składzie, a tym bardziej w 3 meczu wyjazdowym z rzędu. Nie będę udawał, że wymyślę w tym miejscu coś jeszcze ciekawego na temat tego przegranego przez Spurs meczu, więc zapraszam do obejrzenia skrótu.

Trudno uwierzyć, że bez Kawhi Leonarda, czy Danny’ego Greena w ostatnich 5 kolejnych meczach, Spurs nie spadają w rankingach defensywnych, a nawet awansują o jedną pozycję i są w tym względzie wice liderami ligi. Gorzej jest jednak w ataku, bo tutaj gracze Popa wędrują niebezpiecznie w okolice 20 miejsca w całej NBA. Na szczęście jednak na Ostrogi czeka chwila oddechu i międzylądowanie w tym sekstecie wyjazdowym w AT&T Center. Twiter informuje mnie też, że Pop potwierdza w dzisiejszym meczu udział ze strony Leonarda, Greena i Parkera. Kończę więc tą 20-tą już relację z poczynań San Antonio Spurs i za jakieś 30 minut odpalam League Pass!

MOŻESZ BYĆ ZAINTERESOWANY

Loading Facebook Comments ...

Zostaw komentarz