POZDROWIENIA Z ALAMO! #28: Wzlotów i upadków ciąg dalszy …

Jeśli jesteś wiernym kibicem San Antonio Spurs, to w tym sezonie nie możesz narzekać na brak emocji. Kawhi Leonard opuszcza pre season, potem kawał sezonu, a potem wypada z gry na czas nieokreślony. Nagle jednak wychodzi Pop i mówi, że „zdziwi się”, jeśli The Claw zagra w ogóle w tegorocznych rozgrywkach, ale chwila … Leonard wraca do składu Spurs na treningi, a Danny Green twierdzi, że Kawhi powiedział, że przecież wróci! Dodajmy do tego powracającego po kontuzjach Gay’a i Parkera z nierównym Gasolem i Aldridgem z formą spod znaku MVP. To wszystko należy wymieszać z seriami zwycięstw i porażek, najgorszym „Rodeo Trip” od lat i faktem, że Spurs mogą w tym sezonie z trudem wygrać 50 meczów. Na ten moment bowiem gracze Popa mają maksymalnie szansę na 56 zwycięstw, a to zakłada bilans 20-0. Do 50tki potrzebują 14-6, co w chwili obecnej też nie jest najprostszą rzeczą do zrobienia, jeśli z całej ligi masz najtrudniejszy grafik na finiszu. Co to oznacza w kontekście historycznym – tak w ramach ciekawostek?

  • Od początku sezonu 97/98 („Era Duncana”), Spurs za każdym razem notowali sezon z minimum 50 zwycięstwami
  • 2010 i 2012 to lata, kiedy na koniec rozgrywek Ostrogi miały „z trudem” równo 50 wygranych meczów.
  • W tym czasie grali w 6 finałach i zdobyli 5 mistrzostw

Tyle słowem wstępu i nawiązań historyczny, bo pora spojrzeć na formę Spurs „since All Star Game”. Pamiętajmy bowiem, że na finiszu Ostrogi przegrały 3 spotkania z rzędu, a ostatnim przeciwnikiem, oraz kolejnym zarazem byli Denver Nuggets.

To ostatnie w tym roku starcie z Nuggets, jeśli nie wliczamy w to różnych możliwych scenariuszy w playoffs. Spurs prowadzili w serii regularnej 2-1 i znowu jechali do Denver na starcie na wysokościach. Jeszcze nie rozpoczęło się nawet spotkanie, a okazało się, że San Antonio niezbyt szczęśliwie wchodzi w decydującą fazę rozgrywek. Danny Green musiał zostać w hotelu z zatruciem pokarmowym z powodu nieświeżego spaghetti. Jak sam rzucający obrońca przyznał: „Wymiotowałem drugi raz w przeciągu ostatnich 20 lat”.

Za Greena do piątki „awansował” Patty Mills, który rzadko bywa starterem, lecz tym razem wykorzystał swoją szansę i zdobył 21 punktów. Jeszcze lepszy, bo wart 38 oczek występ zaliczył Aldridge i można się powoli zastanawiać co w takim razie mogło pójść nie tak? Spurs bowiem mieli mało strat, mieli bardzo dobrą skuteczność rzutów z gry i dopuszczalną za trzy. Przegrali co prawda deskę -14, ale czy to mogło spowodować, że ekipa Popa przegrała kolejny, czwarty już mecz z rzędu?

Kiedy Nikola Jokic ma potrójną zdobycz, to Spurs przegrywają i ta zasada potwierdziła się po raz kolejny. Z resztą Denver mają bilans 5-1, kiedy „Joker” ma triple double w meczu. Nie zmienia to jednak faktu, że w tym wyrównanym spotkaniu zabrakło detali po stronie Teksańczyków co przyznał sam Manu Ginobili (1-6 z gry):

Za każdym razem gdy ich przyciskaliśmy, to oni odpowiadali. Nie popełnialiśmy zbyt wiele błędów, ale te kilka małych wystarczyło, by przegrać niewielką ilością.

San Antonio nie pomógł nawet Rudy Gay, który po długiej przerwie powrócił wreszcie do gry. Niski skrzydłowy w zaledwie kilku akcjach pokazał, że trochę będzie zrzucał z siebie „rdzę” oraz, że ma to, czego Ostrogom tak bardzo brakuje – doświadczonego gracza z umiejętnością gry z piłką w akcjach 1 na 1. Niestety na złapanie formy przyjdzie jeszcze czas, a tymczasem Spurs zanotowali 4 porażkę z rzędu i wyrównali tym samym swoją najgorsza serię z tego sezonu.

W tabeli konferencji Zachodniej jest nerwowo i ciasno, a każda wygrana jest wręcz na wagę złota. Chwila nieuwagi bowiem, lepsza forma rywali i nagle można naprawdę wypaść poza playoffs. Kolejnym rywalem Ostróg mieli być gracze Cleveland Cavaliers, czyli najbardziej przebudowana drużyna ostatnich lat, jeśli idzie o Trade Deadline. Na szczęście dla gości okazało się, że „miesiąc miodowy” w Ohio można oficjalnie uznać za zakończony.

Danny Green powracający do gry po krótkiej pauzie wynikającej z zatrucia pokarmowego, zaczął ten mecz z ławki i grał z ogromną energią. Ze swoich 22 punktów aż 15 zdobył rzutami za trzy. W ogóle całe San Antonio jako zespół tego dnia zagrało bardzo dobrze i sprawnie. Bardzo szybko też rozszyfrowali prosty playbook trenera Lue i dali rzucić rywalom 94 punkty. LaMarcus Aldridge był mocno obijany i wysyłany na linię rzutów wolnych w pierwszej połowie meczu, ale w drugiej pokazał po raz kolejny jak świetnie rzutowo jest dysponowany w tym sezonie.

Murray tego dnia miał statystyki jak Pippen z czasów Portland, czyli tzw. „po trochu wszystkiego”. Grał przede wszystkim świetnie w obronie, tak samo jak Kyle Anderson. Z niezłej strony pokazał się też Pau Gasol, który jednak grę w tym meczu przypłacił drobnym urazem kolana. W spotkaniu nie grał za to Ginobili, który po starciu z Nuggets miał mocno obolałe żebra. W drugiej połowie spotkania gracze Popa uzyskali wynik 60-41 i w zasadzie „nie dawali” nikomu zdobywać punktów poza LeBronem Jamesem. Spurs znowu wyglądali jak elita Zachodu i to na tle tak podobno mocnych Cavs, a wszystko bez Ginobiliego, Leonarda i z powracającym po długiej przerwie Gay’em. Po tym meczu nastroje w Alamo były bardzo dobre, a pamiętajmy też jeszcze o tym, że właśnie wtedy pojawiły się informacje, że Leonard wznawia treningi z zespołem.

Na mecz z Pelicans, Spurs tak po raz pierwszy „oficjalnie” powrócili do AT&T Center od 3 lutego i meczu z Utah Jazz. Od razu było też wiadomo, że tego dnia z urazem kolana nie zagra Pau Gasol, ale za to powróci do gry Manu Ginobili. Pelicans co prawda są w teorii słabsi bez kontuzjowanego Cousinsa, ale Anthony Davis dwoi się i troi, by nie było tego tak bardzo widać.

Można powiedzieć, że ten mecz dla Ostróg zaczął się dobrze i trwał „w najlepsze” do momentu, kiedy przy próbie bloku kostkę skręcił LaMarcus Aldridge. Niestety lider gości zagrał w tym spotkaniu tylko 13 minut, ale oni i tak walczyli dalej. Wreszcie dobre spotkanie zagrał Rudy Gay z 19 punktami. Po raz kolejny też zegar sportowy cofał Manu, który z 17 zdobytymi oczkami i 7-13 z gry robił wszystko, by jego drużyna ciągle pozostawała w grze. Niestety sił w tej heroicznej walce Ostrogom starczyło na 3 kwarty, bo w ostatniej przegrali -13 i ostatecznie cały mecz. Pop chwalił swoich zawodników za walkę, kiedy brakowało im Gasola, Leonarda i w ponad połowie spotkania Aldridge’a. Nie zmienia to jednak faktu, że znowu czynniki inne niż stricte „sportowe” (jak nie wliczać w to urazów) sprawiają, że Spurs nie mogą być sobą i zagrać wreszcie spotkań w optymalnym składzie.

Od 28 stycznia Spurs nie są w stanie wygrać dwóch meczów z rzędu i naprawdę „nikogo w lidze nie obchodzą” ich kłopoty zdrowotne, rekonwalescencje oraz inne problemy. W San Antonio muszą jednak zacząć wyraźniej patrzeć w tabele konferencji, bo ta nie wygląda dla nich zbyt ciekawie:

Już tej nocy w starciu Blazers z Timberwolves wynik ma dla Spurs znaczenie. LaMarcus Aldridge podobno nie czuje się najgorzej, a jego stan określany jest enigmatycznym komunikatem „day to day”, czyli kolokwialnie mówiąc – zobaczymy przed meczem. Na szczęście dla Ostróg ich dwaj kolejni rywale to niezbyt wymagające marki w tym sezonie, bo do Alamo kolejno przyjadą Lakers i Grizzlies. Dwie wygrane w tych meczach bardzo by pomogły graczom Popa, bo naprawdę tłok na Zachodzie robi się niebezpiecznie duży.

Kawhi Leonard powróci do gry? Tego nie wie nikt i w zasadzie tak naprawdę nic nie wiadomo. Pewnie historia byłaby jaśniejsza, gdyby sam zainteresowany udzielił jakiegoś wywiadu, albo gdyby gracze Ostróg tak stanowczo nie dementowali plotek. W efekcie nikt nic nie wie i nie wiadomo, czy mimo treningów z drużyną, The Claw powróci do gry, kiedy to nastąpi oraz ew. na jak długo. Nikt bowiem nie wie też w jakim stanie jest jego udo, jaki jest poziom bólu po wysiłku, lub w trakcie. San Antonio w teorii z drugą obroną NBA i pełnym garniturem graczy w formie są w stanie sprawić jeszcze niejedną niespodziankę w tym sezonie, lecz patrząc obiektywnie można się obawiać, że to będzie pierwszy tak „stracony” sezon od 20 lat.

MOŻESZ BYĆ ZAINTERESOWANY

Loading Facebook Comments ...

Zostaw komentarz