POZDROWIENIA Z ALAMO! #31: Trójka do zera i Spurs choć na chwilę złapali wiatr w żagle

19/03/2018
3 Shares 478 Odsłon

Niebezpiecznie gorąco robiło się w San Antonio, kiedy kibice, zawodnicy, właściciele klubu i Pop, spojrzeli w tabelę Zachodu, a tam Ostrogi były poza playoffs. Taka sytuacja dawno w tym klubie nie miała miejsca i nikogo nie mogła zdziwić pełna mobilizacja przed nadchodzącymi meczami – 6 z rzędu na własnym parkiecie bez back2back. Z drugiej jednak strony ich przeciwnikami miały być drużyny, które też walczą o życie i playoffs i z którymi bezpośrednia konfrontacja jest więcej warta niż jakiekolwiek „zwykłe” zwycięstwo.

Żeby pozbawić wszystkich złudzeń trzeba powiedzieć na wstępie jedno: Kawhi Leonard nie zagrał w żadnym z tych spotkań, a jak wyjawili niedawno Tony Parker i Danny Green – Kawhi nawet nie trenuje jeszcze z zespołem. Nie chodzi tutaj jednak o jakieś niesnaski kontraktowo-osobiste, ale o fakt, że lekarze z Nowego Jorku, z którymi Leonard rozpoczął współpracę (alternatywa dla medyków z San Antonio), jeszcze nie dali mu zielonego światła na granie i trenowanie z pełnymi obciążeniami. Pop więc wie tyle zapewne co i my, a zapytany o to czy „The Claw” mógłby zagrać w playoffs bez przetarcia w sezonie zasadniczym, stwierdził, że nie zamierza teraz o tym myśleć. Parker z kolei stwierdził, że w pewnym momencie będzie taki etap finiszu, kiedy powrót Leonarda do gry będzie mijał się z celem. Czy tak rzeczywiście będzie, to przekonamy się wkrótce.

„Mamy takich graczy w składzie jakich mamy”. To fraza, którą powtarza Pop, powtarza Manu Ginobili i LaMarcus Aldridge. Nikt bowiem w Alamo nie może rozpaczliwie oczekiwać na Leonarda i liczyć, że ten zjawi się na białym koniu i wszystko odmieni. Przede wszystkim bowiem sami gracze Ostróg muszą sobie przypomnieć jak to jest mieć 2-3 obronę NBA, a nie tę w okolicach 20tego miejsca. W pierwszych trzech spotkaniach z sześciomeczowego serialu na własnym parkiecie Pop wystawił tą samą pierwszą piątkę, czyli Murray, Mills, Green, Anderson i Aldridge. Na tą chwilę Pau Gasol wrócił na razie do roli rezerwowego, ale pamiętajmy, że na razie jest obok Leonarda jedynym zawodnikiem, który narzeka na konkretny uraz. Hiszpan bowiem ma problemy z barkiem i nie nosił, jak sam mówi, czarnej koszulki dla zdrowia, ale by ukryć zatejpowany specjalnymi taśmami kinestetycznymi cały staw barkowy.

Na pierwszy ogień, i jak się okazało także na pożarcie zagrożonych i zmotywowanych Spurs, poszli gracze Franka Vogela, którzy i tak są w tym sezonie bardzo słabym zespołem. Nie zmienia to jednak faktu, że Ostrogi i takie mecze potrafiły przegrywać, lub kulejąc na obie nogi z trudem doczołgać się do linii mety. Tym razem jednak tak nie było i nie chodziło tylko o klasę rywala. O klasie rywala świadczy końcowy wynik, ale nie zaangażowanie drużyny. Do gry powrócił bowiem znowu LaMarcus Aldridge i to powrócił w wielkim stylu zdobywając 17 rzutami 24 oczka. Najważniejsze jest jednak to, że kolano to raczej była taka zasłona dymna Popa niż prawdziwy uraz. To ważne, bo LMA jest w tym sezonie potrzebny Spurs jak rybom woda

  • Bilans Spurs bez Aldridge’a to 2-5
  • LMA zdobywa dla zespołu średnio 22,5 punktu, a do tego ma 8 zbiórek i 2 asysty.
  • Pomijając dwa „końcowe” lata w Portland, dla LaMarcusa jest to najlepszy punktowo sezon w karierze.

Aldridge tego dnia był zapłonem dla Spurs i to nie ulega wątpliwości. Znowu przede wszystkim jednak widzieliśmy świetną obronę Ostróg, przejmowanie na zasłonach, rotacje i blokowanie rzutów rywali. Do tego drużyna Popa zmusiła Magic do łącznie 20 strat i ograniczyła rzuty z gry do 34%. Oczywiście na świętowanie za wcześnie, ale ta wygrana była bardzo potrzebna gospodarzom. Prowadzili oni w zasadzie całe spotkanie i ten mecz przypominał „święto” jednej ze stron i tą atmosferę było czuć w AT&T Center. Takiego zwycięstwa było im potrzeba i to na tyle, że podczas jednej z przerw na żądanie kamery wychwyciły szczerze roześmianego Leonarda obok ławki rezerwowej Spurs. Kawhi przesiedział całe spotkanie w zasadzie na podłodze, co Pop skomentował żartobliwie: „Jak będzie z nami grał, to dostanie miejsce do siedzenia”. Cały mecz zakończył się wynikiem 108:72 i chyba tylko Rudy Gay szukał jeszcze tego dnia utraconej formy. Warto też dodać, że Magic w pewnym momencie przegrywali -41.

Spotkanie z Orlando to był mały kroczek i „zupełnie nic nie znaczący”, jeśli Teksańczycy nie zamierzali postawić za nim kolejnego. Na drodze jednak stanął zespół z Nowego Orleanu, który mimo braku DeMarcusa Cousinsa ciągle walczy o playoffs. To było bardzo wyrównane spotkanie mimo tego, że rzutowo Spurs zaprezentowali się fatalnie. Tego dnia bowiem kwartet Green-Mills-Ginobili-Parker  był 9-42 z gry. Nie zmienia to jednak faktu, że Manu Ginobili był niezwykle ważnym elementem w spotkaniu, bo swoim zachowaniem w grze zmuszał do fauli Anthony’ego Davisa, jakby ten grał w NBA pierwsze spotkanie, no góra drugie. Ten mecz rozstrzygnął się przede wszystkim w defensywie, gdzie gospodarze mieli 11 zablokowanych rzutów i zmusili rywali do 14 strat przy „tylko” (jak na Spurs w tym sezonie) 10 swoich. W zablokowanych strzałach (przypomnijmy dla ciekawostki ten encyklopedyczny archaizm) najlepszy tego dnia był zdecydowanie Danny Green z 6 blokami. Wynik imponujący, ale nie do końca zadziwiający, gdyż „Mr. Tar Heel Triple” przewodzi w tym sezonie lidze w zablokowanych rzutach wśród rozgrywających i rzucających obrońców, chociaż rozegrał od nich średnio o 10 spotkań mniej:

LaMarcus Aldridge w całym spotkaniu zdobył 25 punktów i był najbardziej efektywny w drugiej połowie. Nie da się jednak opowiadając o tym spotkaniu nie wspomnieć o świetnym meczu Murray’a z 18 punktami, 12 zbiórkami i 4 przechwytami. Dejounte specjalizuje się też powoli w dobijaniu piłek z powietrza pod atakowanym koszem, kiedy wyskakuje nie wiadomo skąd i delikatnie wbija piłkę do środka.

  • Dejounte Murray jest jednym z 10 rozgrywających w lidze, którzy mają średnią zbiórek powyżej 5. Ze swoim wynikiem 5,5 jest w tym względzie na szóstej pozycji. Co ciekawe poza dwoma graczami z Lakers i zawodnikiem z Chicago, każdy gracz z tego grona to członek ekipy będącej/walczącej o playoffs.

Jrue Holiday zdobył dla Pelicans 24 oczka, ale w końcówce meczu „usiadł” na nim Danny Green i nie odpuszczał do samego końca spotkania. To między nimi na jego warcie Holiday spudłował 5 rzutów, z czego przy jednym był zablokowany. Wygląda więc na to, że Green znalazł formę w defensywie w końcówce rozgrywek, chociaż niestety w ataku ciągle potrafi rozczarowywać. Zwłaszcza mogą boleć nietrafione trójki z czystych pozycji. Spurs ostatecznie wygrali to spotkanie, które Anthony Davis z 6 faulami musiał na finiszu oglądać z ławki. Dla Ostróg to też mała seria zwycięstw, bo ostatni raz wygrali dwa mecze z rzędu 30 stycznia.

Kolejnym spotkaniem na wagę złota było starcie z bezpośrednimi rywalami o playoffs na Zachodzie, czyli z Minnesotą Timberwolves. Spurs jednak nie zaczęli tego meczu zbyt dobrze i Pop bardzo szybko zaordynował zmiany. Przeczuł też, że tego dnia Kyle Anderson nie ma najlepszej dyspozycji i dał młodemu zawodnikowi tylko 14 minut do rozegrania. Od czego się jednak ma ławkę rezerwowych, kiedy na niej takie nazwiska jak Gasol, Parker, Ginobili i Gay postanowiły sobie jednego dnia przypomnieć o „byciu w formie”. Wspomniany kwartet zdobył razem dla Spurs 42 oczka i „sam” tylko pokonał całą ławkę Pelicans +16. W ogóle dla Rudy’ego Gaya to był najlepszy mecz po powrocie po kontuzji pięty. Pau Gasol znowu flirtował z potrójną zdobyczą (12-7-8) i świetnie pokazywał jak u boku innego wysokiego (Aldridge’a) może grać bardzo wszechstronnie wyszkolony gracz. W jednej akcji nawet przypomniał o swoich umiejętnościach grania na koźle, kiedy prawie gubiąc piłkę na jednym metrze skończył akcję crossem i punktami.

Prawdziwą i niekwestionowaną gwiazdą wieczoru był jednak LaMarcus Aldridge – zdobywca 39 punktów. Nie chodzi tutaj jednak o liczbę trafionych oczek. czy o skuteczność 14-22, ale o to, że w pewnym momencie LA miał po prostu idealną kwartę i to pod każdym względem. W drugich bowiem 12 minutach w przeciągu 300 sekund LA zdobył 18 punktów z czego 12 z rzędu. Drugą kwartę zakończył z 22 punktami, świetną grą w defensywie i rewelacyjnymi sprintami do kontry. Z resztą w tej części spotkania gospodarze znowu włączyli tryb „desperacji” w obronie, tak jak w spotkaniu z Orlando i nagle bez Jimmy’ego Butlera z Minnesoty uszło powietrze i wyszedł taki sam jak rok temu brak doświadczenia.

  • Spurs w drugiej kwarcie trafiali na 84% z gry, co jest ich najlepszym osiągnięciem od 2010 roku.

Po uzyskaniu 11 punktowej przewagi na półmetku spotkania gracze Popa zagrali solidną trzecią kwartę, a w ostatniej wygranej +7 znowu docisnęli pedał gazu. Zwycięstwo mogło być jednak okazalsze, gdyby kilku graczy nie podpaliło się na zbyt szybkie trójki zamiast pograć zegarem, lub gdyby te trójki z czystych pozycji po prostu trafili (np: dwukrotnie Green). Po spotkaniu wszyscy nie mogli się nachwalić Aldridge’a, który wyglądał jak MVP ligi i zawodnik, na którym spokojnie można budować sukcesy drużyny. Podkreślę też jeszcze raz, że postawa Rudy’ego Gay’a w tym meczu była bardzo dobra. Co więcej w akcjach 1 na 1 z obwodu, czy tyłem do kosza, pokazał czemu Spurs tak bardzo go potrzebowali i potrzebują. Gay porusza się naprawdę nieźle, nie stracił szybkości ani skoczności – ot potrzebuje złapania rytmu w swoich rzutach z gry. Ostrogi ostatni raz trzy mecze z rzędu wygrały w okresie 23-28 grudnia 2017.

San Antonio Spurs w chwili obecnej są na 7 pozycji na Zachodzie z „połówką” meczu przewagi nad Leśnymi Wilkami i 2 nad Nuggets i Clippers (teraz Clips grają z Blazers i na 99% przegrają to spotkanie). Jeśli gracze Popa popatrzą zaś w górę, to dwie ekipy nad nimi mają identyczny dorobek, a przegrywają z nimi bilansem bezpośrednich spotkań. Do czwartych Thunder Ostrogi gracą 2 mecze oraz „prawdopodobnie” 4 do Blazers.

Co dalej w Alamo? Tak jak pisałem na początku – Kawhi Leonard na razie nie trenuje nawet z zespołem, więc jego temat zostawmy. Przejdźmy jednak do grafiku i trzech kolejnych spotkań na własnym parkiecie kolejno przeciwko Warriors (bez Duranta, Curry’ego i Thomosona), Wizards i Jazz. Zwłaszcza spotkanie z Utah będzie miało dla Ostróg podwójne znaczenie, bo na tą chwilę z graczami Snydera łączy ich taki sam bilans. Jazzmani prowadzą w serii zasadniczej 3-0.

MOŻESZ BYĆ ZAINTERESOWANY

Loading Facebook Comments ...

Zostaw komentarz