POZDROWIENIA Z ALAMO! #33: Wyboista droga „nigdy” się nie kończy

Dzisiejszy odcinek „Pozdrowień z Alamo!” nie sposób nie zacząć od medialnej burzy, która została wywołana słowami Tony’ego Parkera i Manu Ginobiliego na temat Kawhi Leonarda, a przynajmniej tak twierdzą media. Czemu „przynajmniej”? Osobiście nie jestem bowiem fanem teorii spiskowych, nie szukam sensacji, ani też nie lubię nad interpretować niektórych wypowiedzi, kiedy wszystko wokół ma tak naprawdę dużo prostsze wytłumaczenie. Zacznijmy od wypowiedzi Manu Ginobiliego, którą niespełna tydzień temu cytowało ESPN:

‚On nie wróci’. Dla mnie on nie wróci, bo takie myślenie, że może wrócić nikomu nie pomaga. Daliśmy się na to nabrać (mediom) tydzień temu. Jak widać sprawiliście w jakiś sposobów, że w to uwierzyliśmy. Musimy jednak myśleć, że nie wróci, że mamy to co mamy i musimy walczyć bez niego. To nie może się zmienić do momentu, kiedy będzie gotowy do gry.

W mojej opinii więcej jest tutaj „niechęci” w stronę mediów niż samego Leonarda. Z resztą sama wypowiedź jest klasyczną wypowiedzią, która uświadamia zespół, że nie można grać „słabo” i czekać aż Leonard wróci i wszystko naprawi. Akurat w historii sportów drużynowych taka retoryka nie jest niczym nowym. Teraz spójrzmy na drugą część „burzy”, czyli cytat z Tony’ego Parkera:

Przeszedłem przez to (rehabilitacja). Dla mnie to był proces trwający osiem miesięcy. Taka sama kontuzja jak u Kawhi, ale moja była 100 razy gorsza, ale ogólnie tego samego typu jak jego. Musisz myśleć pozytywnie. Mogłem pójść z tym do innych lekarzy, ale ufam lekarzom Spurs. Oni byli ze mną całą moją karierę. Znają moje ciało lepiej niż ktokolwiek. Sądzę, że mamy najlepszy sztab medyczny na świecie.

Nie wiem jak szanowni czytelnicy to odebrali, ale ja słysząc te słowa nie pomyślałem sobie od razu – „oho, no to ładnie się dostało Leonardowi”. Pamiętajmy bowiem, że może i lekarze Spurs znają najlepiej ciało Parkera, ale obcują z nim na co dzień od 17 lat, a nie od 7. Poza tym ten sam sztab medyczny już raz wydał błędną diagnozę, kiedy na początku problemów z udem Leonarda uznał to za objawy wynikające z problemów z kolanem, a nie z mięśniem. David Robinson w ostatnim sezonie ery bez Duncana też długo zmagał się z urazem i też zasięgał języka gdzie indziej. Nie czuje tutaj żadnych podtekstów, a może wręcz prędzej sprostowania, bo 99% dziennikarzy nazywało kontuzję Leonarda taką samą jak miał Parker, a to błąd. Sam to podkreślałem, że Francuz zerwał całe ścięgno w mięśniu czworogłowym, co notabene nawet u sportowców jest bardzo rzadkie przed 50 rokiem życia (źródło: Fox Sport). Potrzebna była operacja, a do tego dodajmy wiek Parkera i jego minuty na liczniku kariery.

Ciekawe, że nie tylko Danny Green ma „ubaw” z całej sytuacji, ale także młody Paul, który na twiterze napisał, że nad interpretowanie słów Manu to skrajna głupota. Innego zdania jest jednak były gracz Spurs – Stephen Jackson, który jednak miewał swoje zatargi z Popem, a także z klubem, który nie chciał mu dać dwa razy większych pieniędzy. Obecny doraźny komentator „Fox Sport” i ESPN podkreślał, że Tony i Manu nie mają „jaj” mówić takich rzeczy samemu i, że wszystko w Spurs kontroluje Pop. Ciekawe tylko po co Argentyńczykowi „jaja” by, podkreślę, powiedzieć prawdę o kontuzjowanym graczu słowami, które są w zawodowym sporcie drużynowym naprawdę wyświechtane do granic możliwości. Z resztą sporo dziennikarzy mając za złe Popovichowi komentarze na temat Trumpa, nagle dyskredytuje jego poczynania, etos pracy w San Antonio, wytyka trenerowi, że jest stary i z innej epoki oraz uważa, że tylko naiwni chcieliby zrezygnować z „super maksa”, jaki może podpisać Leonard. Wychodzi więc na to, że Tim Duncan był „debilem” posłusznym Popowi, tak samo Robinson, czy później Parker i Manu. Kawhi zdaniem części mediów ma wreszcie pokazać w San Antonio, że koniec z tą układnością i … może z mistrzowskimi pierścieniami? Wychodzi bowiem na to, że 21 sezonów z rzędu w playoffs, 19 z 50 wygranymi i 5 tytułów, to nic i ktoś musi zdemaskować tą nędzną mistyfikację. Werdykt końcowy w tej sprawie, zarówno Popa, jak i Leonarda, Parkera czy Manu, zostawiam Szanownemu Gremium.

Co zaś tyczy się gry w Alamo … Spurs grają w kratkę i to żadna nowość dla każdego, kto poświęcił tej drużynie choć odrobinę czasu w tym sezonie. Kiedy ostatni raz Spurs gościli na łamach zaspanego, to byli w trakcie serii 6 meczów na własnym parkiecie i jak dotąd wygrali trzy mecze. Wygrali też trzy kolejne, chociaż z Warriors przez 90% czasu grali na przeciw drużyny bez Thompsona, Greena, Duranta i Curry’ego. Wygrali ten mecz, ale mogli go z równym skutkiem przegrać, bo stopień koncentracji w Spurs tego dnia nie był najwyższy.

Mecz z Wizards miał podobny przebieg, ale koszykarze z DC byli pozbawieni jedynie Johna Walla, albo AŻ Walla. Nie mnie jednak Ostrogi mając za lidera Aldridge’a z 27 oczkami wygrały to spotkanie +8 i miały na swoim koncie już 5 zwycięstw z rzędu. Niezłe spotkanie w ofensywie zaliczył też Kyle Anderson i wszyscy zastanawiali się, czy gracze San Antonio na dobre powrócili na właściwe tory, kiedy do znowu rewelacyjnej obrony dochodził niezły atak.

Utah Jazz nie leżą Spurs w tym sezonie i nie ma tutaj co się oszukiwać. Nic więc dziwnego, że wszyscy w Alamo podchodzili do tego kończącego serię 6 meczów na własnym parkiecie, spotkania z lekkim pesymizmem. Ten mecz, który Spurs wygrali po dogrywce był zdaniem wielu oglądających, jednym z najlepszych spotkań tego sezonu w ogóle. Na pewno ozdobą był pojedynek Aldridge’a z debiutantem Mitchelem. Żółtodziób z Utah zdobył w tym spotkaniu 35 oczek, w tym punkty warte dogrywkę. LaMarcus Aldridge z kolei był tego dnia nie do zatrzymania i z 45 zdobytymi punktami ustanowił swój rekord kariery w tym względzie. LMA wraz z Millsem (25 oczek) trzymali wynik na końcu czwartej kwarty i w dogrywce, a Patty zdobywał także punkty, kiedy z akcji nic nie wychodziło i musiał na koźle rzucać przez ręce rywali. Niesamowity po raz kolejny był też Manu z 18 oczkami i Rudy Gay z 15, który większość punktów zdobył w czwartej kwarcie, kiedy Aldridge siedział na ławce. To była bardzo dobra zmiana Popa i jeszcze lepszy występ Rudy’ego.

Pora opuścić AT&T Center i zmierzyć się z nieznanym, co w przypadku Spurs oznacza mecze wyjazdowe, które w tym sezonie idą im fatalnie. Na pierwszy ogień poszli Milwaukee Bucks. To nie był najlepszy mecz Ostróg, jeśli nie liczymy 22 punktów i 13 zbiórek Gasola oraz 34 oczek od Aldridge’a. Solidnie zagrali też Gay i Murray. W czwartej kwarcie goście odrobili 10 punktową stratę, zmusili gości do oddania rzutu z ręką na twarzy, zebrali piłkę i … mieli 3 punkty straty do rywala, 12 sekund na zegarze i jedną przerwę na żądanie. W tym momencie nie widzieliśmy jednak ani reakcji trenera, ani też Murray’a, tylko młody rozgrywający pobiegł do ataku, tam „zastał” kryte wszystkie pozycje za trzy, po czym sam oddał fatalny rzut zza łuku zablokowany przez Middletona. Po meczu Pop wziął winę na siebie, ale Dejounte nie skorzystał z tej furtki i stwierdził, że sam mógł to lepiej rozegrać i poprosić o czas na żądanie i bierze winę za przegrane spotkanie na siebie.

O meczu z Wizards można powiedzieć wiele, ale za to niewiele dobrego. Gracze Spurs byli nieskoncentrowani, wracali do obrony plecami do rywala i grali bez zaangażowania. Niby ruch piłką był, ale za nim nie szły żadne penetracje, ani dwójkowe akcje. Dodatkowo pod koniec drugiej kwarty kolano podkręcił Aldridge, kiedy lądował na stopie rywala. Nie ma co pisać naprawdę o tym meczu, bo wszystko świetnie, szczerze i dosadnie podsumował Pop:

Sądzę, że dzisiaj mieliśmy świetny przykład tego, czym jest zespół. Czarodzieje chcieli dzisiaj coś udowodnić, chcieli wyjść i zagrać twardo, zagrać razem, być zdyscyplinowanymi po obu stronach parkietu i zagrać tak jak trzeba i zrobili kawał dobrej roboty. My natomiast pokazaliśmy bardzo kiepski przykład mentalnej twardości, zero dyscypliny taktycznej i żadnego wysiłku. Może ten wysiłek pokazało 1-2 graczy, ale ostatni raz jak sprawdzałem to był to sport drużynowy. Brak sił mentalnych był dzisiaj bardzo rozczarowujący. Wymówki i brak komunikacji zaczyna się przy powrocie do obrony. Jeśli wracasz do obrony tyłem, to coś jest nie tak. Sądzę, że Czarodzieje wykorzystali to wszystko i zagrali dobry mecz. Sądzę, że nasi gracze powinni czuć wstyd po takim meczu.

Spurs mają bilans 43-32 i do rozegrania 7 spotkań. Mają małe szanse na kolejne rozgrywki z 50 wygranymi, co Pop dosadnie nazwał „gówno wartym” faktem. Podkreślił za to co ciekawe, że drzwi dla Leonarda wcale nie są zamknięte i milczał na temat ew. daty, kiedy ten powrót nie miałby większego sensu. Na razie też brak jest jakichkolwiek doniesień na temat tego, kiedy i czy w ogóle Kawhi powróci do gry. Problemem też może być kolano Aldridge’a, które choć jest „całe” jak pokazał rezonans magnetyczny, to wcale nie jest pewne, że LMA zagra w dzisiejszym meczu z OKC i niedzielnym z Houston Rockets. Oba spotkania zostaną rozegrane na parkiecie AT&T Center.

MOŻESZ BYĆ ZAINTERESOWANY

Loading Facebook Comments ...

Zostaw komentarz