POZDROWIENIA Z ALAMO! #36: „Down goes Spurs”, czyli start playoffs 2018

15/04/2018
2 Shares 716 Odsłon

Na start playoffs 2018 Spurs mieli być świetnie przygotowani zarówno pod kątem psychicznym jak i fizycznym. Niestety jednak realia pokazały co innego i jak powiedział Pop – jego drużyna przypominała przestraszone jelenie, które właśnie zobaczyły światła nadjeżdżającego tira i przeczuwały rychłą kolizję. Może i to za duży Pop’yzm (od takie słowotwórstwo), ale niestety świetnie oddający rozwój sytuacji na parkiecie w Oracle Arena.

San Antonio Spurs przegrywając ostatni mecz sezonu w Nowym Orleanie niejako „skazali się” na miejsce numer 7 na Zachodzie, co skutkowało ni mniej ni więcej, tylko starciem w pierwszej rundzie z Golden State Warriors. Jeszcze jakiś miesiąc temu, kiedy Spurs wydawali się uciekać od kryzysu, a Dubs coraz bardziej w niego wpadać, kilku analityków nieśmiało sugerowało, że dla ekipy z Alamo dobrze by było spaść na siódemkę i powalczyć z „rannymi” wojownikami. To jednak była przeszłość, bo nie dość, że u Duranta i Thompsona nie widać śladów kontuzji, to jeszcze w San Antonio nie widać formy, a tym bardziej na wyjazdach. To niemalże nie wymaga przypomnienia, ale „przypomnijmy”, że w tym rozstawieniu dwa pierwsze mecze Ostrogi rozegrają właśnie na wyjeździe.

Nie wiem co mnie „bardziej” bawi po tym meczu. Analogie do ubiegłorocznego pierwszego meczu Spurs, przegranego w półfinale konferencji z Rockets -30, i potem do awansu, czy może to, że rozmiar porażki Ostróg we wczorajszym spotkaniu mógł spokojnie być na granicy tego z Teksańczykami.

Od samego początku pierwszego starcia widać było, że Warriors skorzystali z przełącznika „playoffs mode” i do tego postanowili go jeszcze porządnie przyblokować, by nie przeskoczył na tryb sezonu regularnego. Ich obrona była niesamowita i to zarówno w podwajaniu Aldrdge’a jak i w pilnowaniu pomalowanego. Tego dnia ani Gasol ani LaMarcus nie wykorzystali żadnych przewag podkoszowych, które w teorii powinni mieć. Najlepszym podkreśleniem dokonań defensywnych Dubs niech będzie to, że LMA oddał w tym meczu tylko 12 rzutów w ogóle! Od razu też playoffs zweryfikowały to, co podkreślałem wielokrotnie, czyli „niemożność” przebywania jednocześnie na parkiecie Andersona i Murray’a, jeśli próbujemy rozciągać obronę rywali i dawać zawodnikowi podkoszowemu trochę miejsca i utrudniać podwojenia. Niestety obaj dżentelmeni nie grzeszą skutecznością zza łuku i ich obrońcy mieli proste pole manewru do podwajania. Pop też to widział i w rezultacie Kyle zagrał łącznie niespełna 11 minut w całym spotkaniu. Oczywiście nie nauczy się nagle rzucać za trzy, więc pewne korekty wydają się być niezbędne.

Rudy Gay do pierwszej piątki? To jedna z tych korekt, która ciśnie się na usta w ramach zastępstwa za Andersona, który w ogóle nie rozciąga defensywy rywali. Gay we wczorajszym spotkaniu był najlepszym zawodnikiem swojej drużyny z 15 zdobytymi oczkami. Oczywiście wtedy nasuwa się pytanie co z siłą z ławki, ale nie wiem czy Pop ma większe pole manewru niż zawężenie rotacji do minimum. Zwłaszcza, jeśli Tony Parker kontynuuje swoją „passę” rewelacyjnych występów, gdzie tym razem przełożyło się to na 1/8 z gry. To właśnie podczas jego obecności na parkiecie Dubs zanotowali jeden z lepszych run’ów tego spotkania. Manu Ginobili w tym wieku, w playoffs i przy takiej intensywności gry zanotował 9 punktów na 50% skuteczności i dodał do tego 3 asysty.

Oczywiście Spurs powinni w jakimś stopniu liczyć na to, że Klay Thompson nie zdobędzie w kolejnym spotkaniu 27 oczek oddając zaledwie 13 rzutów (większość z przyklejonym obrońcą), a McGee nie zdobędzie 15 i nie będzie w ofensywie wyglądał jak Bogut za najlepszych lat.

W poniedziałkową noc o 4:30 naszego czasu zobaczymy drugie spotkanie tej pary. Na co powinni zwrócić uwagę Spurs, jeśli w tym meczu chcą choć trochę powalczyć?

  • LaMarcus Aldridge nie może w spotkaniu oddać zaledwie 12 rzutów. Patrząc realnie powinna być to liczba mniej więcej w okolicach 25-30 przy 50-60% skuteczności.
  • Pop nie może trzymać na parkiecie jednocześnie Andersona i Murray’a, bo jeśli ci nie będą mieli dnia konia zza łuku, to podwajanie strefy podkoszowej staje się wtedy banalnie proste.
  • Mills i Green nie mogą razem zdobyć ledwo 11 punktów. 25-30 to jest absolutne minimum.
  • Jeśli Tony Parker ma zagrać tak jak zagrał ostatnio, to lepiej by niestety nie grał wcale.
  • Pau Gasol musi być agresywniejszy. Punkty punktami, ale musi zespołowi dostarczyć chociaż 10 zbiórek.
  • Obok Aldridge’a Rudy Gay musi być drugą najważniejszą opcją w ofensywie.
  • Spurs muszą sobie przypomnieć wszystko co wiedzą o obronie zespołowej, zapomnieć, że to jest wyjazd i zagrać na 100% swoich możliwości.

Po wczorajszym spotkaniu Ginobili powiedział, że jako drużyna nie mogą sobie pozwolić na powrót do domu z bilansem 0-2, ale chyba tak naprawdę wszyscy takiego bilansu się „spodziewali”. Mowa tu przecież o jednej z najgorszych drużyn na wyjazdach, które dostały się do tegorocznych playoffs. Mecze na własnym parkiecie to zupełnie inna bajka i chcąc uniknąć blamażu, Spurs powinni w AT&T Center wygrać chociaż jeden mecz honorowo. Na dzień dzisiejszy bowiem jakikolwiek „upset” jest poza jakimkolwiek zasięgiem Teksańczyków.

Słówko dla porządku dziennego w kwestii Kawhi Leonarda. The Claw nie był obecny na wczorajszym meczu nawet jako gość ławki rezerwowych i nie wiadomo w ogóle czy wrócił z Nowego Jorku. Nic nie wiadomo na temat stanu jego zdrowia, ale jak podkreślali dziennikarze na co dzień piszący o San Antonio Spurs – „Szanowni kibice, nie spodziewajcie się informacji od Ostróg w stylu Out for the playoffs. Po prostu zaakceptujcie ten fakt, że bez tej informacji TAKA JEST WŁAŚNIE PRAWDA. Nie czekajmy więc na żadne komunikaty, tylko załóżmy na 100%, że Leonarda już w tym sezonie nie zobaczymy. Wszystko inne co nastąpi będzie niczym innym jak tylko cudem.

MOŻESZ BYĆ ZAINTERESOWANY

Loading Facebook Comments ...

Zostaw komentarz