POZDROWIENIA Z ALAMO! #34: „Niespodziewane” 2-0. Leonard znów na konsultacjach w Nowym Jorku

34 odsłona „nowego”, bo zaczętego w tym sezonie, cyklu na zaspanym. Kiedy wpadłem na pomysł takich felietonów, to nigdy bym nie pomyślał, że historia kontuzji Leonarda i jego relacji z klubem San Antonio, zdominują większość tekstów.

Chcąc nie chcąc trzeba jednak raportować najważniejsze informacje dotyczące gracza, który w 2014 roku był mistrzem NBA i MVP finałów ze Spurs. Niestety status Leonarda nie „poprawił” się w stosunku do ostatnich doniesień, a wręcz pogorszył. Jak informuje Michael C. Wright, zajmujący się Ostrogami dla ESPN, Kawhi jest znowu w Nowym Jorku i przechodzi konsultacje ze swoim „prywatnym” sztabem medycznym. Na Manhattanie jest podobno już ponad tydzień i pod okiem tamtejszych lekarzy w siedzibie Związku Zawodowych Graczy NBA ma zająć się dalszym procesem rehabilitacji problematycznego ścięgna mięśnia czworogłowego uda. Czy wizyta skrzydłowego w Nowym Jorku oznacza, że jego zdrowie nie uległo znaczącej poprawie? To mogą być tylko czyste spekulacje, gdyż na ten temat nie ma żadnych rzetelnych informacji. Być może „The Claw” postanowił uciec od ostatniego zgiełku medialnego, w którym grał niestety główną rolę. Pop całą sprawę skomentował krótko:

Nie wiem kiedy będzie gotowy i kiedy on i jego grupa stwierdzą, że może grać. Gdybym to wiedział, to on byłby tutaj. Kiedy on i jego lekarze uznają, że jest gotowy do gry, to wtedy będzie gotowy.

Nie ma czasu na łzy po kolejnej medialnej informacji dotyczącej Leonarda, bo oto i Spurs powracają do siebie do AT&T Center na dwa bardzo ważne mecze przeciwko Thunder i Rockets. Mecze, w których zespół z Alamo nie był stawiany w roli faworyta.6-0 u siebie? Co z tego, jak potem są dwie kiepskie porażki na wyjeździe i tak naprawdę ciągle nie wiemy jakim zespołem są Spurs, poza tym, że bez Leonarda, z milionem drobnych urazów i grającym fatalnie na wyjazdach.

Oklahoma tak jak San Antonio, walczy o życie na Zachodzie i o rozstawienie w playoffs. Nie ma więc mowy o graniu na pół gwizdka, zwłaszcza, że w tym momencie OKC mogła wygrać serię sezonową z Ostrogami 3-1 albo dopuścić do remisu 2-2. Dodatkowo przed tym meczem nie było wiadomo czy LaMarcus Aldridge, czyli w istocie „drużyna z San Antonio”, wystąpi z tym meczu. Rezonans nic nie wykazał, ale LMA czuł jeszcze w piątek mocno zesztywniałe kolano. Stwierdził jednak, że przystąpi do rozgrzewki przed meczowej i zobaczy co z tego wyjdzie. Na szczęście jednak dla meczu i dla gospodarzy był w stanie zagrać.

„Był w stanie zagrać” to mało powiedziane dla zawodnika, o którym otwarcie koledzy zespołu mówią, że jest dla nich „wszystkim”. LMA mimo kiepskiej procentowo pierwszej połowy ostatecznie skończył mecz na 25 oczkach i trafił 9/19 z gry. Nie omieszkał też oddawać celnych rzutów, przy których obrońca robił wszystko co mógł, a to i tak było za mało. Na dzień dzisiejszy bowiem zabójczy rzut z odejścia Aldridge’a, to jedna z najlepszych broni w grze tyłem do kosza w całej NBA. Jeszcze ciekawiej zapowiadał się za to pojedynek młodego Murray’a z chodzącą maszyną do potrójnych zdobyczy, czyli Westbrookiem. Pop był zadowolony, że Russell zagra, bo jego zdaniem hartowanie Dejounte w ogniu walki to najlepsza forma rozwijania się. Nawet, jeśli stawką są playoffy. DJ sprostał zadaniu, bo w 30 minut zanotował 7 punktów, 8 zbiórek, 7 asyst i 5 przechwytów. Po części też przyczynił się do tego, że Westbrook tego dnia miał 36% skuteczność rzutów z gry. Komentatorzy nie mogli się nachwalić jak „długi” jest Murray przy tym wzroście i jak jego zasięg ramion utrudnia grę liderowi OKC. To oczywiście nie oznacza, że czołowa ikona mody w NBA miała słabszy dzień, bo znowu w jego statystykach można było dostrzec potrójną zdobycz, a na boisku widzieć świetne akcje dwójkowe z Adamsem, na które Spurs nie mieli zbyt wielu odpowiedzi. Dobrze dla Spurs, że Russ miał 5 fauli na koncie, bo mogłoby być różnie, gdyby zagrał nie 37 minut, a ponad 40.

Dobrego spotkania nie zanotował za to Pau Gasol, który tego dnia był za wolny i za słaby w ofensywie. Trzeba jednak przyznać, że doświadczony środkowy nie spuścił głowy w dół, tylko kiepski dzień „odbił sobie” agresywnością pod tablicami i 12 zbiórkami. W pewnym momencie te piłki dały Spurs trochę oddechu. Cały mecz mimo falowania wyniku w 2 i 3 kwarcie był na styku i tak naprawdę w ogromnej mierze przegrał go Westbrook fatalnymi dwoma próbami zza łuku. Dziwne, że akcje nie były rozpisane na Paula George’a, który tego dnia miał zdecydowanie pewniejszą rękę. Ostrogi więc w ogromnej mierze przetrwały to spotkanie walecznością i charakterem, którego zabrakło im w meczu z Wizards. Dodajmy jeszcze, że Pop to spotkanie nazwał najlepszym w zawodowej karierze Murray’a. Kolejny kiepski mecz rozegrał za to niestety Tony Parker. Francuz od kilku spotkań „boi się rzucać” i jakby zatracił zupełnie świeżość i szybkość, jaką wydawało się, że zaczął odzyskiwać w pewnym momencie. Po wszystkim stan rywalizacji między Thunder a Spurs to 2-2, gdzie obie ekipy wygrały mecze na własnym parkiecie. Przy ew. podobnych bilansach zwycięstw/porażek, będzie to miało ogromne znaczenie.

„No to łomot i do domu, nie?”. Nikt mi nie powie, że większość kibiców w San Antonio nie zakładało gdzieś pesymistycznie, a może właśnie realistycznie, że oto i w AT&T Center Houston Rockets sprawią lanie gospodarzom. W końcu Rakiety są na fali, a Spurs ciągle i wszędzie potrafią przegrać z każdym.

Mecz zaczął się od dziurawej obrony Ostróg i wjazdów pod kosz gości po łatwe punkty. Szybko jednak na podobny pomysł rozwiązywania akcji w ataku wpadł Murray i wyglądał jak wyższy i atletyczniejszy młody Parker. To za sprawą tych akcji gospodarze nie tracili dystansu do Rakiet, kiedy Aldridge nie miał na początku najlepszego dnia. Jeśli mowa o dyspozycji dnia, to Rockets też nie wstali z łóżka dobrą nogą, bo zakończyć pierwsze 12 minut u nich z 0-8 za trzy, to jak wygrać w totka dla zwykłego śmiertelnika. Co więcej po tej kwarcie Spurs prowadzili +9

Zapomniałem szybko nadmienić, że w niedzielnym starciu na boisku nie było ani Chrisa Paula ani Nene. To jednak pewnie detal podobnie jak kolejny opuszczony mecz przez Leonarda. W drugich 12 minutach goście w pewnym momencie zaczęli minimalnie chociaż trafiać za trzy i wynik znowu wrócił w okolicę remisu. Na szczęście jednak dla Spurs tego dnia, Rudy Gay miał wyraźnie „swój dzień”, świetnie grał 1 na 1 i był prawdziwą opcją z ławki „w stylu” Aldridge’a w pierwszej piątce. W całym spotkaniu Gay zdobył 21 oczek i był w zasadzie w pojedynkę ławką gospodarzy. Znowu słaby ofensywnie mecz zagrał Gasol, którego powiedzmy ratowało te 8 zbiórek z ławki. W drugiej połowie przebudził się też Aldridge, który zakończył spotkanie z 23 oczkami. Tak naprawdę Houston tego dnia nie było sobą, ale D’Antoni podkreślał w przerwie meczu, że mają mały kryzys od 2-3 spotkań i nie powinno być mowy o odpoczynku dla zawodników, a o podtrzymywaniu wysokiej dyspozycji. Powiedział też ciekawą rzecz, że nie lubi gdy jego drużyna gra słabo przeciwko zespołom, które o coś walczą, bo to nie fair w stosunku do innych ekip. To rzadkie podejście, nawet jeśli tylko wypowiedziane od tak na głos. Wiadomo, że Spurs walczą o życie, a Rockets mają już w zasadzie na 99% to pierwsze miejsce na Zachodzie.

Houston w meczu z Ostrogami trafili 7 trójek na 31 prób. Sporo z nich było bez ręki obrońcy na twarzy, więc drużyna Popa miała też tego dnia sporo szczęścia. Miała też jednak więcej determinacji, którą tego dnia było wyraźnie widać. Mecz zakończył się ostatecznie 17 punktami, ale jakby gospodarze się mocno spięli to byłoby spokojnie ponad 20.

To nie żart na Prima Aprilis, ale Spurs w tym momencie są na czwartej pozycji na wschodzie grając ciągle bez Leonarda i z Parkerem bez formy oraz Gasolem mającym problem z barkiem.  Na szczęście jednak dla nich rewelacyjnie w ostatnich 10 spotkaniach (bilans 8-2) gra LaMarcus Aldridge, który notuje średnio ponad 28 punktów, 9 zbiórek i trafia z gry na ponad 56% skuteczności. Do tego też zalicza kluczowe bloki w obronie co przekłada się na wskaźnik 1,7 zablokowanego rzutu na mecz. Formę powoli odnajduje też Rudy Gay, który staje się na ten moment drugą opcją w ataku obok Aldridge’a.

Spurs odpoczywali dwa dni po czym dzisiaj i jutro zagrają dwa mecze back2back w Los Angeles. Najpierw zmierzą się z Clippers, a potem z Lakers. W obu spotkaniach na 99% nie zagra Leonard, a raczej z Clippersami na 100% nie, a potem … to poczekamy na kolejny komunikat, który w oryginale brzmi do znudzenia: „Return from injury management”

Spurs w tym sezonie są cieniem samych siebie na wyjeździe. Czy w obecnej formie i stojąc ciągle pod ścianą, są w stanie zmobilizować się na kolejne dwa mecze? Potem zostają już tylko Blazers i Kings u siebie oraz Pelicans na wyjeździe. Kawhi ma więc coraz mniej czasu na powrót, w który coraz mniej osób wierzy…

MOŻESZ BYĆ ZAINTERESOWANY

Loading Facebook Comments ...

Zostaw komentarz