PRZEGLĄD SEZONU #1: 2017/18 w 10%

05/11/2017
57 Shares 1985 Odsłon

Pora na kolejny cykl na zaspany.com, czyli regularne podsumowanie rozgrywek na poszczególnych jego etapach. Tutaj sezon zasadniczy został podzielony mniej więcej na 10 rozdziałów po 10% każdy. To daje nam jakieś 7-9 rozegranych spotkań przez poszczególne ekipy.

Przed startem sezonu 2017-18 wszyscy się obawiali, że Warriors zdominują ligę po raz kolejny, Cavaliers konferencję Wschodnią, która notabene będzie tragiczna w „obrazie”. Na ten moment te zapewnienia się póki co nie sprawdziły, ale to na razie tylko początek. W końcu historia NBA zna przypadki, kiedy zespoły nie awansowały do playoffs po tym jak startowały z bilansem 7-1 czy 8-2.

Ziemia jest płaska? Nie, to liga spłaszczyła  się na Zachodzie

Wild, wild West! Kto by uwierzył przed startem sezonu, że Warriors będą mieli dopiero 3 bilans w konferencji i już 3 porażki na koncie? Okazało się bowiem, że LA Clippers z Blake’m Griffinem grającym jak MVP to żadni chłopcy do bicia, tylko ekipa, z którą musi się liczyć każdy. Patrick Beverley może być większym wzmocnieniem składu niż się to mogło pozornie wydawać. Ma on bowiem odpowiedni charakter by postawić czasem do pionu „przerażonych” czy zamrożonych z nerwów Clippers.

Wróćmy jednak na chwilę do Dubs. Steve Kerr nie jest zadowolony z defensywy swojego zespołu, ale nie zamierza panikować w tym momencie. W wywiadach często wspominał „ostatni” sezon Bulls, czyli 1997-98, kiedy wtedy 5 krotni mistrzowie NBA mieli bilans 7-8 i nie wyglądali już na niezniszczalnych. Czy to oznacza, że Wojownicy wkrótce wejdą na właściwe tory ze swoją grą? Tak, tego można być pewnym. Więcej problemów mają za to San Antonio Spurs, który ciągle muszą grać bez Kawhi Leonarda i Tony’ego Parkera. W Alamo zwłaszcza brakuje The Claw’a, bo system Ostróg nie jest w stanie przezwyciężyć wszystkiego i wygrać z każdym. Więcej relacji i analiz drużyny Popa znajdziecie w cyklu felietonów „Pozdrowienia z Alamo!”.

Na ten moment nie możemy za wiele powiedzieć o Houston Rockets „nowej ery”. Wszystko przez to, że Chris Paul z kontuzją kolana rozegrał jak dotąd kilkadziesiąt minut i wszystko w Teksasie na razie ponownie jest na głowie Jamesa Hardena. Więcej wiemy za to o nowym obliczu Leśnych Wilków. Co prawda pierwsze 2-3 spotkania nie napawały optymizmem co do ich przyszłości, to jednak na ten moment bilans 5-3 nie jest taki zły. Ekipa Thibsa miewała swoje problemy w defensywie, a czasem Jimmy Butler był za mało wykorzystywany w grze. Zaskakiwać mogą na pewno Memphis Grizzlies, którzy mimo ubytków graczy jak Zach Randolph, dalej grają w stylu Grit & Grind, lecz w nieco szybszej i młodszej odsłonie. Wreszcie na parkiecie obserwujemy Chandlera Parsonsa, a nie czytamy o jego kolejnych problemach z kolanami. Ciągle niestety są to tylko fragmenty, ale 29 latek potrafił już w jednym spotkaniu zdobyć 24 oczka. Na ten moment jednak jego średnia minut na mecz to nieco ponad 17.

Jazz, Nuggets i Blazers na razie zajmują miejsca 6-8 w konferencji, choć na tym etapie rozmowa o rozstawieniu jest zbyt wczesna. Nie zmienia to jednak faktu, że zwłaszcza Denver i Portland to zespoły, które trzeba w tym sezonie chociaż raz obejrzeć. W Stanie Colorado nie można nie zwrócić uwagi na duet Jokic-Millsap notujący w sumie średnie na poziomie 32 punktów, 20 zbiórek i 7 asyst. Obecna forma Nuggets może o tyle zaskakiwać, że w zasadzie niewykorzystywany jest Kenneth Faried.

Niech podniesie do góry rękę ten, kto w obecnych rozgrywkach ani razu nie obejrzał meczu Oklahoma City Thunder. Chyba nie da się przejść obojętnie obok teamu Russa, który na tą chwilę jest dosłownie o kilka zbiórek od średnich na poziomie triple-double. Co prawda nie zdobywa już tyle punktów co w poprzednich rozgrywkach, lecz to zrozumiałe jak się w składzie ma George’a i Anthony’ego. Sama gra na razie nie klei się OKC tak jakby tego chcieli, lecz nie łatwo jest wkomponować w zespół dwie nowe gwiazdy. Jednym z ich problemów są też końcówki spotkań, gdzie znowu nie widać zbyt wielu rozwiązań taktycznych poza streeballowym 1 na 1. Tutaj nawet nie chodzi o podział piłki na trzy indywidualności, lecz o to, że z reguły te akcje nie są wynikiem żadnych zagrywek. Rok temu było to ich problemem i w obecnym sezonie także jest to bolączką. Przez to big 3 nie ma nawet dobrych pozycji do rzutu i nieczęsto widzimy nawet jakąś dobrze postawioną zasłonę na uwolnienie partnera. Tutaj jednak nie ulega wątpliwości, że czas będzie działał korzystnie na ekipę Thunder.

Nie oglądałem zbyt wielu spotkań Los Angeles Lakers, ale nie będę ukrywał, że nie jestem wielkim fanem Lonzo Balla. W zasadzie to poza opiniami w stylu „on zmienia kulturę gry w drużynie” i najlepszymi wskaźnikami +/- na parkiecie, pierwszoroczniak nie zachwyca. Niespełna 9 punktów i w granicach 7 asyst i zbiórek to nie są statystyki na miarę Jasona Kidda, z którym Lonzo jest już częściej porównywany niż z Magicem. Z resztą jak w analizach podkreślał Jim Jackson, który grywał z Kiddem – Ball nie rzuca, ale też nie jest agresywny i nie staje na linii rzutów wolnych. Z resztą pasywność w ataku jest jednym z głównych zarzutów, które są kierowane w stronę 19 latka obok fatalnej obrony. Rozgrywający Lakers ma jeszcze spokojnie do 10-15 kg mięśni do zbudowania, bo na boisku nie wygląda na te swoje 198 cm a maksymalnie na 193-4. Pytanie jednak, czy oceniamy Balla według oczekiwań jakie są mu stawiane przez wszystkich, czy może jednak przez pryzmat chłopaka w wieku 19 lat, który ma „sporo” na głowie. Inną kwestią jeśli chodzi o debiutantów jest Kyle Kuzma, który ze średnią 15 punktów na mecz jest wiodącą postacią zespołu.

Nie wiem do końca co myśleć o zespole z Nowego Orleanu. Anthony Davis miał już swoje problemy zdrowotne w tym sezonie, a z drugiej strony ciągle w grze nie ma Rajona Rondo. Mimo tego jednak nie można powiedzieć, że duet Davis-Cousins nie zdaje egzaminu, bo obaj panowie po prostu dominują w strefie podkoszowej tak, że historia NBA nie zna takich notowań. Dwugłowy potwór z Louisiany to średnie na poziomie prawie 57 punktów, 26 zbiórek, 9 asyst, 3 przechwytów i 4 bloków. Obaj z gry rzucają zza łuku na ponad 30% i są niezwykle wszechstronni. To chyba jedyna taka para w lidze, która jednocześnie wykorzystując warunki fizyczne jest w stanie grać na obwodzie, a także na przemiennie w systemie high-low. Czy po powrocie Rondo i odrobinie szczęścia w kwestii kontuzji, Pelicans będą się wspinać w drabince na playoffs? Jeśli nie, to czy problemem jest owy duet, czy może niewystarczająco mocna „reszta” zespołu?

O Suns, Mavericks i Kings można powiedzieć tyle, że czasem są „fun to wach”, lecz bez dobrych wyników. Najbardziej z tej trójki może rozczarowywać Sacramento, które po dodaniu weteranów jak Carter czy Randolph. nie wykonało w zasadzie żadnego jakościowego skoku. Co zaś tyczy się Suns … w Arizonie chyba chcą przejąć zaszczytne pierwsze miejsce w rankingu najbardziej dysfunkcjonalnych ekip NBA.

Wchód „bez” Cleveland Cavaliers?

Jak wygląda konferencja Wschodnia bez murowanego faworyta do finałów NBA? Jak wygląda Wschód bez Cavs na szczycie? LBJ może i zdobył w ostatnim meczu z Wizzards 57 punktów, ale jego drużyna ma sporo problemów, o czym pisaliśmy jakiś czas temu. Do tego Dwyane Wade porównuje problemy drużyny do wypalonych Heat z finałów 2014. Czy jest to droga bez wyjścia? Cleveland mimo podeszłego wieku i doświadczenia jest na samym dnie ligi np: jeśli chodzi o bronienie prostych pick and rolli. Jak to wytłumaczyć? Ktoś też wczoraj zażartował, że jeśli Cavs mają wrócić na szlak zwycięstw, a LBJ ma rzucać średnio po 50 oczek, to nie jest to „najlepszy” prognostyk dla zespołu.

Ze sfer rozczarowania powędrujmy na górę tabeli, gdzie widzimy odpowiednio Celtics i Magic. Wczoraj Boston po wygranej nad OKC stał się pierwszym zespołem w historii NBA, który po starcie 0-2 wygrał kolejne 7 spotkań. Jednak system Brada Stevensa wydaje się być powoli równie uniwersalny co ten Popa. Do tego Irving powoli się przyzwyczaja do bycia numerem jeden, a jeśli dostanie takie wsparcie od Ala Horforda jak wczoraj, to ten zespół obudowany świetnym Tatumem czy Brownem i Smartem, może sporo namieszać na Wschodzie. Magic to z kolei zagadka, bo przecież latem tego roku nie dokonali jakiś niesamowitych zmian. Na razie w ekipie pod wodzą franka Vogela egzamin zdaje młode i energiczne run and gun z całkiem niezłą defensywą. Dam Magic jeszcze z 5-10 meczów zanim usiądę do głębszej analizy ich gry.

Detroit Pistons mają nową halę, Andre Drummond nauczył się rzucać wolne i nagle Tłoki są na 3 miejscu w konferencji. Nie wiadomo jednak jak długo to święto potrwa, bo już włodarze klubu zastanawiają się nad wymianą z Suns i oddaniem Jacksona za Ericka Bledsoe’a. Czy w tym wypadku lepsze byłoby wrogiem dobrego? „Sukces” Pistons jest też ciekawy, bo np: zespół jest dopiero 23 w zbiórkach w całej lidze i ostatni w blokach.

Indiana Pacers póki co idą rozpędem do przodu. Skazywani przed rozgrywkami na pożarcie na razie trzymają się w połowie stawki tuż za Toronto Raptors. O Kanadyjczykach żeby cokolwiek napisać, to trzeba poczekać minimum do połowy rozgrywek jak nie dalej. Wiemy doskonale od kilku sezonów, że wartość tej ekipy brutalnie weryfikowały mecze o stawkę. O Hornets nie ważyłbym się więcej wspominać, bo to działka Nevila i jego (NIE)obiektywnych relacji ze spotkań. W Nowym Jorku zaś wszyscy oddychają o wiele łatwiej, kiedy skończyła się MeloDrama i wystartował pierwszy pełny sezon bez Phila Jacksona. W wielu spotkaniach Porzingis wygląda jak MVP, lecz wielu takich MVP już ta liga widziała. Podobnie sytuacja ma się z Bucks, którzy poza Greak Freakiem nie mają solidnej drużyny, a po kilku fantastycznych meczach Giannisa byli skazywani na numer 2 czy 3 w konferencji. Inną bajką są za to 76ers, gdzie dobry system gry Browna jest wzbogacony o zdrowego Embiida i murowanego kandydata do ROY – Bena Simmonsa. Jeśli w tej ekipie będzie regularnie mówiąc kolokwialnie „siedział” rzut z dystansu jak wczoraj Reddickowi (jedna trójka to zakrawała o słynną akcję Rexa Chapmana), to Phila będzie bardzo, ale to bardzo ciekawą ekipą. O Wizards napiszę zapewne jutro/pojutrze, kiedy do życia powróci „Polski tygodnik na parkietach NBA”, z udziałem właśnie Wiz i oczywiście Marcina Gortata.

Na razie rozczarowują za to Miami Heat. Pewnie wiele osób po ich rajdzie w nowym roku, spodziewało się większych „sukcesów” w nowym sezonie, ale na razie ekipa Spoelstry zaczęła kiepsko. Ekipa z Florydy ma często problemy z nadmiarem fauli (9 najczęściej faulująca ekipa w NBA) oraz ze stratami. Są też dosyć nisko, bo w okolicach 20 miejsca w lidze, jeśli chodzi o skuteczności z gry i za 3, a także w przechwytach czy w zbiórkach. Na tym etapie rozgrywek warto jednak podkreślić, że to wczesne stadium grania, ale skoro oceniamy wszystkich – to wszystkich. Brooklyn, Chicago i Atlanta chyba niczym nas nie zaskoczyli jak do tej pory, chociaż ekipa Nets jest ciekawa do oglądania. Mam tutaj głównie na myśli „sezon odrodzenia” w wykonaniu Russella. Tak na chwilę obecną – moment powstawania tego artykułu, wygląda sytuacja w obu konferencjach:

MVP, ROY, 6th man i tak dalej…

Nigdy nie umiałem podejść racjonalnie do wszelkiego rodzaju rankingów MVP i tym podobnych. Trudniej to zrobić tym bardziej kiedy sezon jeszcze młody, a narracji, czy drużyn zdecydowanie z przodu brak. Na pewno patrząc na dotychczasowe poczynania zawodników, nie trudno w kategorii MVP pominąć takich graczy jak Davis, Cousins, LeBron James, Russell Westbrook czy Antetokunmpo. Nagroda debiutanta sezonu na ten moment wędruje bezapelacyjnie do Bena Simmonsa, a najlepszym trenerem za ten okres uznałbym Franka Vogela z Orlando Magic. Co do najlepszych zmienników, to duet z Lakers Kuzma-Clarkson, a także Tyreke Evans z Grizzlies, zdobywają z ławki średnio po 15 punktów na mecz. MIP i najlepszego obrońcy na ten moment nie podejmuję się wybierać.

Tyle jeśli chodzi o pierwsze cykliczne podsumowanie na zaspanym. Kiedy każda z drużyn rozegra kolejnych 7-8 spotkań to przyjdzie czas na kolejną analizę.

MOŻESZ BYĆ ZAINTERESOWANY

Loading Facebook Comments ...

Zostaw komentarz