10/12/2017
26 Shares 1342 Odsłon

Sezon NBA nabiera rozpędu i coraz lepiej widać, które zespoły na dobre zagoszczą w czołówce ligi, o ile nie wydarzy się jakaś większa katastrofa. Prawie 1/3 rozgrywek 2017/18 za nami i powtórzmy po raz kolejny wbrew przedsezonowym „oczekiwaniom” – NUDNO NIE JEST!

Koszykarze Cleveland Cavaliers nie są już jedną z „najgorszych” drużyn na Wschodzie, a nawet więcej – są obecnie drugą siłą tej konferencji. Wszystko to za sprawą wspaniałego run’u Kawalerzystów, którzy wygrali 13 spotkań z rzędu mimo braku Rose’a, Thompsona czy Thomasa. Wszystko to było możliwe za sprawą kandydata do nagrody MVP i głowy całego pociągu, czyli LeBrona Jamesa. LBJ w tych 13 meczach notował średnio 26 punktów, prawie 9 zbiórek i 8 asyst. Zza łuku trafiał na ponad 45% oraz miał w każdym meczu miał statystycznie co najmniej 1 blok i 1 przechwyt. Na tą chwilę Cavs wyglądają znowu jak zespół, który ma bez trudno dojść do finałów, jeśli spojrzymy jeszcze na to, ilu graczy w tej ekipie jest kontuzjowanych. Ich najwięksi rywale, czyli koszykarze Boston Celtics, także nie dają za wygraną i mają na swoim koncie tylko 5 porażek, z czego 3 w ostatnich 10 spotkaniach. Co ciekawe obie ekipy dzielą 22 pozycje w rankingu defensywnym. Cavs są na 23 pozycji, a Celtics na pierwszej.

Spory regres zanotowali za to koszykarze Washington Wizards, a wszystko za sprawa kontuzji Johna Walla. Czarodzieje bez swojego lidera mają bilans 4-3, ale w tym także kompromitującą porażkę z Jazzmanami, czyli -47. Ostatnio jednak pod jego nieobecność i po katastrofie w Salt Lake City, 51 oczek na Portland zdobył Bradley Beal.

Po 2 meczach absencji (obu przegranych), do gry w Knicks powrócił wreszcie Porzingis. Łotysz boryka się na razie z kontuzją kostki, a w ogóle jego zespół ma w tym sezonie bilans 0-4, kiedy nie ma go w grze. Nowojorczycy na ten moment w „prowizorycznym” rankingu playoffs, są tuż za czołową ósemką Wschodu, ale ich atak i obrona plasuje ich mniej więcej w środku ligowej stawki.

Na fali wznoszącej są Toronto Raptors, którzy trzecim atakiem ligi pną się w hierarchii Wschodu. Wygrali ostatnich 9 spotkań z 11 rozegranych. Jak to możliwe bez większych zmian kadrowych? Bolączką Kanadyjczyków w dwóch ostatnich sezonach było dzielenie się piłką, czy też liczba asyst w meczu. Gro akcji Toronto było rozgrywanych w ramach prostego 1 na 1 i izolacji tyłem do kosza. To plasowało ich na samym końcu rankingu średniej asyst w meczach. Wielu analityków krytykowało za to zespół Casey’a, ale w tym sezonie to się zmieniło. Toronto Raptors mają bowiem 4 w lidze największą średnią asyst! Do tego dochodzi też druga w NBA skuteczność rzutów z gry i wszystko nagle staje się jasne.

Ogromne problemy w ataku mają za to gracze Heat, z których formy z końcówki sezonu, nie pozostało już za wiele. Miami mają obecnie dwa poważne problemy. Pierwszy to dopiero 27 atak całej NBA, a drugi to rehabilitacja kolana Hasana Whiteside’a, który może być jeszcze poza grą nawet przez dwa tygodnie. Swoje kłopoty mają też Detroit Pistons, którzy w m.in. serii meczów wyjazdowych, złapali 5 porażek z rzędu i nieco spadli w tabeli konferencji. Warto jednak zaznaczyć, że granie z Bucks, Spurs czy Warriors to nie żaden spacerek. Na deser w tym trudnym zestawieniu w niedzielę wjadą Boston Celtics i dopiero po tym spotkaniu zestaw meczów Tłoków wydaje się „łatwiejszy”. Jeśli już na chwilę wspominałem Bucks, to ich ostatni „run” 5-1 jest w ogromnej mierze spowodowany świetnym wpasowaniem się w drużynę Erica Bledsoe’a. Były gracz Suns notuje na razie w barwach Milwaukee średnio 18 punktów, 4 asysty, 4 zbiórki i 2 przechwyty na mecz. Jest więc nie tylko ogromnym wzmocnieniem drużyny, ale i odciąża w wielu kwestiach Giannisa.

On nie gra jak debiutant, a w jego grze widać mnóstwo pewności i doświadczeniaTracy McGrady

Kogo T-Mac ma na myśli? Donovan Mitchell, bo o nim mowa, to 21 letni debiutant w barwach Utah Jazz, który po dwóch latach gry w NCAA naprawdę nie wygląda na debiutanta i co więcej – wygląda na najgroźniejszą jak do tej pory konkurencję dla Bena Simmonsa i nagrody ROTY (ps. na moje oko Simmons dalej prowadzi).

Mitchell, który obecnie dla Jazz zdobywa średnio 17,5 punktu na mecz i trafia zza łuku na 37%, swoją przydatność dla drużyny udowodnił zwłaszcza w spotkaniu Pelicans. To właśnie wtedy żółtodziób rzucił 41 oczek i zrobił to naprawdę w fantastycznym stylu. To wszystko oczywiście nie oznacza, że problemy Jazz zniknęły, bo koszykarze Snydera musieli przez 11 spotkań poradzić sobie bez Rudy’ego Goberta, który miał problemy z kolanem. Tym bardziej może być imponujący bilans tych gier, czyli 7-4. Środkowy niedawno powrócił jednak do gry, lecz jego ponowne zgranie z drużyną zajmie chwilę. Utah przegrali 2 z 3 ostatnich meczów.

Swoich kłopotów ciągle nie pozbyli się też Thunder i Lakers. W Oklahomie mówi się sporo o posadzeniu na ławkę Melo Anthony’ego w ramach opcji „co za dużo to nie zdrowo”. Problemem drużyny Donovana są bowiem momenty, kiedy za dużo gwiazd na boisku powoduje, że piłka nie krąży tak jak powinna i wszystko zmienia się w uliczne 1 na 1. Ten problem gwiazd to pierwsza piątka, ale Melo ciągle tak samo reaguje na sugestie, by miał dowodzić drugą piątką, jak robił to latem – śmiechem. Z jednej strony trudno mu się dziwić, bo jeśli zmiennicy mają problemy z rozgrywaniem pod nieobecność na parkiecie Westbrooka, to czemu PG nie miałby grać z ławki i być graczem kreującym grę jak w Indianie? Odpowiedź na to pytanie jest prosta: bo Paul George latem 2018 może odejść za darmo i takie traktowanie go, na pewno nie powiększa szans Thunder na re-sign. Kto w tej grze ambicji i sił będzie mądrzejszy? Czy OKC po ew. trade deadline będą personalnie takim samym zespołem?

W Lakers historia jest taka sama od początku rozgrywek, czyli „Lonzo Ball show”. Nie jest to jednak niestety show z „nagrodami”, a opera mydlana z takimi wątkami jak „Bust or not”, „Lonzo i jego tragiczny rzut”, „Pasywny Lonzo” czy też „LaVar Ball”. Ball dalej też łączy przebłyski geniuszu z meczami, kiedy nie jest nawet najlepszym debiutantem w swojej drużynie. Do tego dochodzą też relacje z Waltonem, które według kilku doniesień nie są idealne. Według innych, w drużynie wszyscy zaczynają patrzeć na Lonzo coraz bardziej przez pryzmat ojca. Debiutant może się od tego dystansować, ale często zarzuca mu się też to, że nie chce się definitywnie odciąć od tych słów, albo głośno określić ich mianem bzdury czy nieprawdy.

„Chris Paul and no problem?”. Od 1 listopada koszykarze Houston Rockets przegrali tylko raz, i było to w starciu z Toronto Raptors. Poza tym wygrali 15 spotkań i to nie tylko dzięki drugiej ofensywie w całej NBA. Może dla wielu postronnych widzów ten fakt wyda się wręcz z gatunku since-fiction, ale Rakiety to także 4 najlepiej broniący team w NBA. Tak – drużyna D’Antoniego potrafi bronić. Powrót do gry CP3 miał zaburzyć w Teksasie słynny już „James Harden show”, ale tak się nie stało. Bilans 9-0 z Paulem w składzie mówi sam za siebie, a do tego też dochodzi pierwsze miejsce w konferencji i w całej NBA. O poczynaniach Brodacza napiszę za chwilę.

Tuż za plecami Rockets z trzecim(!) bilansem w NBA są koszykarze Golden State Warriors. Dla Dubs ostatnie dni nie są najlepsze, chociaż nie przekłada się to do końca na zwycięstwa. Kerra martwią wykluczenia jego zawodników, którzy w wielu meczach nie wytrzymują napięcia towarzyszącego spotkaniom. Przede wszystkim jednak problemem jest kostka Stepha Curry’ego, którą bardzo mocno podkręcił. MRI i rentgen nie wykazały żadnych poważniejszych „zniszczeń”, ale pamiętamy jak w przeszłości problemy z kostkami prześladowały super strzelca Warriors. Steph ma być nieobecny w grze przez mniej więcej dwa tygodnie, a to „woda na młyn” dla Kevina Duranta, który może znowu poczuć się w większym stopniu odpowiedzialny za zespół. Czy dobry bilans Wojowników pod jego wodzą pozwoli mu na trochę wewnętrznego spokoju w ciągłej walce z krytykami?

Tak na tą chwilę wygląda układ w konferencjach:

Ranking MVP #3:

James Harden czy LeBron James? W tym momencie nie ma się co oszukiwać, że na razie wyścig po MVP to walka kogoś więcej, niż tej dwójki. Harden na chwilę obecną przewodzi, a raczej prowadzi do jedynki w całej NBA Houston Rockets, a LBJ wyciąga z dna Cavs. Wyciąga ich tak dobrze, ze Cleveland nie są już obecnie poza playoffs, a na 2 miejscu na Wschodzie. LeBron robi to też w takim stylu, że wielu analityków i fachowców zastanawia się, czy jego obecny sezon nie jest może najlepszym w całej karierze. Jak w końcu nazwać 15 rozgrywki w karierze zawodnika, który nagle dodaje jeszcze do swojego bogatego arsenału rzut z dystansu. Czy to jest w ogóle fair?

Niedawno „The Washington Post” przeprowadził ankietę pośród 105 dziennikarzy piszących o NBA i zapytał ich, kto na ten moment jest MVP sezonu. Według głosowania najlepsi kolejno byli Harden, James, Irving, Anntetokoumpo i Curry. Pełna lista poniżej:

Sezon NBA powoli nabiera rumieńców, napięcie przed Trade Deadline powolutku rośnie z punktu zero, a do tego coraz więcej drużyn pokazuje nam swoje prawdziwe oblicze w grze. Jakimi historiami będziemy żyli w przeciągu kolejnych 8-9 spotkań?

Sezon NBA w 10% || Sezon NBA w 20%

Loading Facebook Comments ...

Zostaw komentarz