11/01/2018
22 Shares 1682 Odsłon

Jedna trzecia drużyn NBA rozegrała właśnie połowę spotkań z 82 planowanych. Drugie tyle dosłownie za moment dołączy do powyższej grupy i w ten sposób jesteśmy oficjalnie na półmetku sezonu 2017-18. Sezonu, który (co do znudzenia podkreślam) nudny nie jest. Od początku rozgrywek co 8-9 spotkań robimy na zaspanym podsumowanie dotychczasowych spotkań i staramy się wyciągnąć najciekawsze wątki z danych okresów (pełna lista „odcinków” na samym dole artykułu). Co więc ciekawego wydarzyło się w NBA od ostatniego tekstu?

Najgorętszym i najciekawszym tematem ostatnich dni poza LaVarem Ball’em był wynik pojedynku Cavaliers z Timberwolves, zakończony sromotną porażką Cleveland. Ten mecz na dobrą sprawę mógł się skończyć różnicą i +60 co jak na tamten wieczór wcale nie byłoby takie dziwne. Oczywiście to jedno spotkanie niczego nie zmienia, ale jest dobrym pretekstem do porozmawiania o tych dwóch zespołach. Zacznijmy od Minnesoty.

Oni nie są już młodzi – skończmy z tą narracją. Jest Taj, jest Jimmy, jest Jamal – skończmy z tym, że są młodzi.

Te słowa LeBron James wypowiedział przed ostatnim meczem z ekipą Thibsa i trudno się z nimi nie zgodzić. Ekipa z Krainy 1000 Jezior „nie stoi” już jedynie KATem i Wigginsem, ale także doświadczonymi graczami, o których wspominał LBJ (11 najstarsza ekipa w lidze). To właśnie Ci doświadczeni zawodnicy mieli odmienić zespół i sprawić by nie roztrwaniali przewag w końcówce czwartych kwart, jak to bywało w ubiegłorocznych rozgrywkach. Na obecnym etapie rozgrywek najważniejsze jest jednak to, że w ostatnich 15 spotkaniach Timberwolves wreszcie zaczęli bronić. Nie należy wiec na tą chwilę zwracać uwagi na ich całokształt defensywny na tle całych rozgrywek, czyli na 21 lokatę. W tej chwili we wspomnianych 15 meczach Leśne Wilki mają najlepszą w lidze różnicę pomiędzy punktami traconymi, a zdobywanymi (1wszy atak i 8sma obrona).

Jedynym z kluczy do sukcesu Minnesoty jest świeżo pozyskany latem 2017 roku, Jimmy Butler. Były gwiazdor Chicago w tym sezonie ma wreszcie okazje grać w zespole z aspiracjami, który na razie poza Jeffem Teaguem jest omijany przez kontuzję. Butler gra też w tym roku bardziej jako dwójka, czego stricte nie robił w NBA od debiutanckich rozgrywek. Jest też liderem punktowym drużyny i jej najlepszym obrońcą. Obok Leonarda czy obecnie Duranta, to właśnie Jimmy jest zawodnikiem, który jest w stanie w największym stopniu ograniczyć dokonania LeBrona.

Jedną z przewag Timberwolves jest zdecydowanie ich wysoki-doświadczony i bardzo mobilny skład. W końcu ustawienie z Gibsonem, Butlerem, Wigginsem i Townsem może powodować spore problemy po stronie defensywy rywali, którzy mają problemy z graczami wysokimi (patrz –> Cleveland). Przy okazji rozmów o Minnesocie nie można zapomnieć o osobie Karla-Anthony’ego Townsa, czyli gracza, który powoli zdaniem wielu GM jest tym zawodnikiem, którego oni by wybrali do budowania drużyny od zera. KAT w swoim trzecim sezonie na parkietach NBA zdobywa średnio 20 punktów, prawie 12 zbiórek, 1,5 bloku i 2 asysty. Ma dopiero 22 lata i choć poprawił się w obronie, to ma jeszcze spory zapas, jeśli chodzi o defensywne możliwości. Oczywiście problemem ekip Thibsa jest to, co jednocześnie jest problemem Leśnych Wilków w tym roku, czyli ławka. Nie chodzi tutaj jednak o potencjał, ale o zakochanie tego szkoleniowca w wysokich rejestrach minut dla swoich starterów. Jego drużyna w tym sezonie ma najmniej grająca ławkę w całej lidze, oraz tą, która jest w top5 od końca, jeśli chodzi o średnią punktów. Więcej o ławkach rezerwowych NBA w dalszej części tekstu.

Proszę się nie spodziewać w tym tekście, że napiszę słowa typu „Thomas powrócił, i Cavaliers grają źle”, bo to byłaby zbyt daleko idąca niekompetencja z mojej strony. IT nie grał w koszykówkę kilka miesięcy i minie trochę czasu zanim wkomponuje się w zespół i nabierze odpowiedniego rytmu gry. Czy wróci w ogóle do dyspozycji z ubiegłego roku, to zupełnie inna kwestia i nie mam tutaj na myśli jedynie kontuzji biodra. W końcu nie łatwo jest u boku LeBrona Jamesa, mając poniżej 175 cm wzrostu, notować sezon na miarę Larry’ego Birda, bo taki sezon rok temu miał Thomas. Nie zapomnijmy też o tym, że ofensywnie ekipa z Ohio jest zupełnie inaczej skonstruowana i ma inny system gry niż drużyna Brada Stevensa.

No defense, Cleveland! Cavaliers nie bronią, nie bronili i najprawdopodobniej nie będą dobrze bronić, o ile za sprawa trade deadline nie dokonają jakiś spektakularnych roszad. Cavs mieli bowiem problemy z defensywą w ubiegłorocznym sezonie i mają także i w tym. Są dosłownie na samym szarmy końcu ligi w tej kategorii, a ich najlepszym strażnikiem obręczy jest … Dwyane Wade. Może wielu osobom to umyka, ale LeBron James od powrotu do Cleveland nie jest już tym obrońcą, którego Spoelstra w Miami chciał „wypchnąć” na defensora roku. W poprzednim sezonie LBJ był w kategoriach obronnych (np: Defensive Win Shares ) na 70 pozycji w lidze, ale w tym roku spadł na miejsce w przedziale 330-370. Najlepszym defensorem Cavs jest Jae Crowder i to by było na tyle. James na tym etapie swojej kariery jest w stanie czarować w ataku, gdzie często nie potrzebuje korzystać ze swojego nadludzkiego atletyzmu, tylko zamiast tego wybiera swoje nieziemskie koszykarskie IQ. W obronie jednak to nie przejdzie, a przecież Kevin Love jest jednym z najgorszych podkoszowych obrońców w lidze. Z racji tego, że zrzucił sporo wagi i czasem ustawia się na obwodzie jako dwójka, nie ma już tej masy i siły, którą miał Kevin Love z czasów Leśnych Wilków. Tristan Thompson nikogo nie wystraszy w pomalowanym. Cavs są w stanie doczekać się powrotu Shumperta, Rose’a i mieć w najlepszym scenariuszu ultra ofensywny skład, ale ich obrona jest dramatycznie słaba.

Kiedy czytam, że Isaiah Thomas jest słabym obrońcą, bo ma tylko 5″9 wzrostu i jest słaby fizycznie, a potem oglądam mecze Cavs to chce mi się trochę śmiać. Nie zrozumcie mnie źle – IT jest bardzo niski na warunki NBA, ale jest bardzo silnym graczem i dobrze zbudowanym. Problemem Thomasa jest to, że ma słaba pracę nóg jako obrońca i nie kocha defensywy. Jako tak niski gracz powinien być szybszy od wyższych zawodników, a nie jest. On nie nadąża za swoim zawodnikiem, nie dlatego, że nie daje rady przeciskać się na zasłonie, ale często po prostu robi to za wolno. Jeśli masz poniżej 175 cm wzrostu i w obronie jesteś za wolny, to jesteś koniem trojańskim swojej drużyny. Nikt mi nie wmówi, że gracz o takim wzroście nie powinien być szybszy na nogach niż zawodnik 15-20 cm wyższy. Czy Cavs są w stanie zmobilizować go do lepszej obrony i samych siebie przy okazji? Tak, co pokazała ich seria zwycięstw, ale ciągle nie będzie to obrona, która jest konieczna do walki z takimi zespołami jak Spurs, Rockets, Thunder czy Warriors. Jak ktoś chce, to proszę z tej listy wybrać tylko Warriors i to wystarczy, bo na 99% to oni będą strzec w tym roku (ponownie) drogi do zdobycia pucharu Larry’ego O’Briena.

Co dalej Cleveland? Czy Kobe Altman już wykonał telefon do Los Angeles z pytaniem o Jordana? To chyba najczęstszy wątek poruszany w kwestii poprawy defensywy Cavaliers. Problem polega jednak na tym, że w takiej wymianie koniecznie trzeba będzie ruszyć pick Netsów. Na tą chwilę nie jest on wysoki, ale nie wiedząc dalej co latem 2018 zrobi LBJ, ten pick może być ciągle jedyną nadzieją Cavs. Poza tym pamiętajmy też, że po tegorocznych rozgrywkach i IT i DJ będą graczami bez kontraktu i ekipa z Ohio może zostać w naprawdę nieciekawym położeniu. Pomijam już fakt, że DeAndre poza lobami i punktami po dobitkach jest graczem nieprzydatnym w ataku i można na nim swobodnie stosować taktykę hack-A. Nie sprawi on też, że nagle obwodowi gracze Cavaliers staną się kandydatami do nagrody obrońców roku. Co ważne też – informacje na ten moment są takie, że Clippers chcą za wszelką cenę zatrzymać w składzie i Griffina i Jordana (chociaż Woj wczoraj w Sports Center wspomniał, że Clips odbierają sporo telefonów). Czy Cleveland bez poprawy defensywnego personelu w swoim składzie, mają jakiekolwiek szanse w walce z potęgami Zachodu?

Rozpędzony pociąg z Houston, który zdaniem wielu fachowców ma największe realne szanse na dogonienie Golden State Warriors, stracił kilka wagonów i obecnie jest o wiele słabszą maszyną. Nie ma Nene, Hardena, Mbah a Moute, a i inni gracze Rakiet mają sporadyczne problemy ze zdrowiem. Chris Paul miał być także wyłączony z gry, lecz pod nieobecność Brodacza „nie mógł” sobie pozwolić na żaden odpoczynek. W ostatnich 5 spotkaniach, czyli w we wszystkich bez Jamesa, CP3 notuje średnio 22 punkty, 7 zbiórek i 11 asyst. Houston w tym momencie mają w tych meczach bilans 3-2 i ciągle tracą tylko 3 mecze do pierwszych na Zachodzie Warriors. Oczywiście ekipa z Teksasu na dłuższą metę nie jest zagrożeniem bez Hardena w składzie, a kontuzja ścięgna udowego bywa zdradliwa. Spytajcie Tony’ego Parkera, który leczył kiedyś ten uraz 1,5 roku.

Harden do gry może wrócić za około tydzień, ale realnie powinien odpoczywać jeszcze z 2-3, tylko, że Rakiety nie mogą sobie pozwolić na taki komfort. Nie mogą także z tego powodu, że Paul miał przecież znowu problem z kolejnymi mikro urazami i powinien na dobrą sprawę w tej chwili nie grać. Za swoimi plecami Rockets czują na ten moment oddech Spurs i Timberwolves, którzy tracą do nich odpowiednio 2 i 3,5 spotkania.

Jeśli jesteśmy w Teksasie to zanim na zaspie (zapewne jutro) zawita kolejny odcinek felietonu „Pozdrowienia z Alamo!”, to rzućmy trochę światła na sytuację w San Antonio. Spurs obecnie grają w kratkę, ale to i tak ogromny sukces zważywszy na fakt ich problemów z kontuzjami. Green ciągle leczy uraz pachwiny, Parker podkręcił staw skokowy, Rudy Gay ma problemy z piętą/achillesem, a do tego wszystkiego doszedł ostatnio uraz ramienia Kawhi Leonarda. W tym miejscu jednak chciałem wszystkich fanów Ostróg uspokoić, bo słowo „tear” w odniesieniu do ramienia The Claw, nie musi koniecznie oznaczać stricte naderwania mięśnia naramiennego. Jak donosi Windhorst z ESPN, często zwykłe naciągnięcia barku dostają od razu łatkę „tear” (naderwanie), więc nie warto od razu wpadać w panikę. Inna kwestia jest taka, że za sprawa tych urazów, oraz limitów minutowych dla Parkera i Leonarda powracających po kontuzjach uda, Spurs nie mają swojego rytmu gry i grają bardzo eksperymentalna koszykówkę. Dość powiedzieć, że poza rewelacyjnie grającym w tym sezonie LaMarcusem Aldridge’m, Ostrogi „stoją” w grze 41 letnim Manu Ginobilim. W Teksasie zdrowie na miarę złota!

Co słychać u mistrzów NBA? Kevin Durant dołączył wczoraj do elitarnego grona zawodników, którzy przed 30 rokiem życia zdobyli w karierze 20 tysięcy punktów (2gi najmłodszy w historii). Są jednak i gorsze wieści dla Dubs, bo przed wczorajszym meczem z Clippers, na treningu kostkę podkręcił Steph Curry – tak tą samą, która zmusiła go ostatnio do opuszczenia 11 kolejnych spotkań. Szkoda, bo oglądanie Curry’ego po powrocie do gry to była czysta przyjemność. Jeden z liderów Warriors czarował w 5 spotkaniach jakie zagrał po powrocie i w tym czasie notował niesamowite cyferki. Zwróćmy uwagę przy dokonaniach statystycznych na średnią minut:

Jeśli już wspominaliśmy o Clippers w kontekście wczorajszego meczu z Warriors, to w tym spotkaniu 50 oczek zdobył Lou Williams (rekord w karierze) – kandydat do tytułu najlepszego rezerwowego tego sezonu. Jeśli jednak Sweet Lou będzie dalej tak grał i co „gorsza”, w pierwszej piątce, to ta nagroda może mu uciec. Ważniejsze jednak dla samego zawodnika jest przeprowadzenie pomyślnych rozmów z klubem z LA. Williamsowi bowiem latem 2018 kończy się kontrakt i jak wspomniał wczoraj ESPN – nie ma ochoty na zmianę klubu. Jego obawy są jednak słuszne, bo w ramach Trade Deadline i nieznanego ciągle kierunku rozwoju drużyny, jaki obiorą Clippers – wszystko jest możliwe.

ps. jeśli ktoś jeszcze zastanawia się, czemu Clippers graja w tym sezonie tak słabo, to jeśli nie widział – niech rzuci okiem na raport kontuzji:

Czy ktoś z czytelników oglądał w tym sezonie uważnie drużynę Miami Heat? Trzeba posypać głowę popiołem, bo na łamach zaspanego Żar z Miami nie był w tym roku zbyt częstym gościem. Kiedy zabrałem się do analizy gry Heat, to doszedłem do wniosku, że to ogromna strata dla ludzi, którzy może jeszcze nie wiedzą jak dobrym trenerem jest Eric Spoelstra. Nie ma bowiem co ukrywać, że to za jego sprawą Miami nie stoczyło się na samo dno ligi po definitywnym rozpadzie trio Bosh-Wade-James.

Heat to obecnie 4 zespół konferencji Wschodniej wyprzedzający Wizards i Bucks, którzy w swoim składzie mają takich graczy jak Beal, Wall, Antetokounmpo, czy Bledsoe. Wspominam nazwiska tych graczy klasy All Star nie bez powodu, bo w barwach ekipy z Florydy próżno szukać takich nazwisk. Jeśli spojrzymy na skład, jakim dysponuje trener Spo, to nie znajdziemy w nim ANI JEDNEGO GRACZA, który kiedykolwiek zgrał w All Star Game. Żaden z tych graczy poza Dragicem (ex. MIP) i Whitesidem (ex. 2nd NBA All Defensive) nie ma w tej lidze indywidualnych osiągnięć. Do tego od prawie miesiąca Heat muszą grać bez Waitersa i Winslowa.

Z powodu kilku urazów Spoelstra jest zmuszony do grania twardą rotacją 7-8 zawodników. Tutaj nie ma „głębokich rezerw”, tylko grupa graczy, z których każdy jest potrzebny na wagę złota. Heat nie mogą w tym roku liczyć też w tak dużym stopniu na Hassana, który nie rozgrywa tak dobrego sezonu jak rok temu. Mimo to Miami to 11 defensywa rozgrywek i drużyna, która wygrała 6 ostatnich spotkań z rzędu. W tej serii wśród pokonanych należy wymienić m.in. Raptors czy bardzo solidnie grających Pistons i Pacers.

Historia problemów Los Angeles Lakers dalece wykracza ponad niewyparzoną gębę LaVarra Balla. O wielu rzeczach nie mówi się przy okazji zwycięstw czy porażek w wykonaniu Jeziorowców, lecz w szatni z LA nie dzieje się najlepiej. Zacznijmy od tego, że Julius Randle nie jest zadowolony ze swojej pozycji w klubie. Grywa mało, a i tak w przeciągu 22 minut, jakie średnio przebywa na parkiecie, dostarcza klubowi 13 punktów i 7 zbiórek. On nie chce być w LA, a i LA zastanawiają się jak się go pozbyć. To raz. Dwa, nie od dziś wiadomo, że kontrakt dla Denga był ogromnym błędem Lakers, z którego ciężko się będzie wykaraskać. Luol bowiem ma 32 lata, zagrał w tym sezonie jeden mecz i zarabia 17$ milionów rocznie. Tak ma być do końca rozgrywek 19-20 i na razie nie widać chętnych na jego ogromny kontrakt, wręcz „największy” w lidze w stosunku do tego co gra i jak gra. Nie jest też tajemnicą, że Deng nie jest najlepszym kolegą w szatni i nigdy nie był w żadnym zespole.

Lakers nie pomaga też fakt, że jeśli spojrzymy w tabelę konferencji, to zobaczymy ich na samym dnie Zachodu z takim samym procentem wygranych jak Sacramento Kings i Memphis Grizzlies. Oczywiście nieszczęsną serię 7 przegranych spotkań z rzędu można tłumaczyć tym, że w 6 z nich nie grał Lonzo Ball, lecz to nie wyjaśnia wszystkiego. Może i LaVarr przesadza, że Walton nie panuje nad drużyną, lecz na pewno jest w tym sporo prawdy, jeśli chodzi o wspomnianą atmosferę w szatni. Dodatkowo ostatnio nie widać ani nie słychać Magica Johnsona, którego dobry PR przydałby się do zaprezentowania Lakers w odrobinę lepszym świetle. Rodzina Ball’ów może być też w pewnym momencie  za dużym problemem, jeśli się ich szybko „nie ogarnie”. Kto bowiem chce czekać, aż zaczną nas falowo zalewać donosy o tym, że koledzy z drużyny oskarżają Lonzo, że ten „kabluje” do ojca o wszystkim co się wydarzy za zamkniętymi drzwiami. Inna sprawa, że debiutant nie jest raczej wielkim fanem Waltona, który w początkach sezonu często sadzał go na ławkę w czwartej kwarcie „mówiąc” – patrz i ucz się. W końcu Lonzo nie staną w obronie Waltona jak Kuzma, a jedynie odparł, że on zagra dla każdego trenera, jaki będzie w klubie z LA. Wcale bym się nie zdziwił, jakby koniec końców wyszło na to, że Ball do „brudnej roboty” czyli do zwolnienia niewygodnego trenera, posłał ojca.

Najlepsze i najgorsze „rezerwy” NBA:

Półmetek sezonu to dobry moment by przyjrzeć się najlepszym i najgorszym ławkom w drużynach NBA. W tym krótkim zestawieniu statystycznym skupimy się na top5 w danej kategorii i na tzw. „samych ogonach” ligi:

Tabele na półmetku sezonu:

Liderzy ligi na półmetku sezonu:

Ranking MVP #5:

Na dobrą sprawę od poprzedniego notowania za wiele się nie zmieniło. Można było co prawda usłyszeć tu i ówdzie o zaznaczeniu ponownie swojej kandydatury przez Stepha Curry’ego i jego fantastyczne występy, ale gwiazdor Warriors znowu (nawet jeśli tylko na chwilę) ma kłopoty zdrowotne. Podobne problemy ma James Harden i głównie z tego względu jestem „zmuszony” zrzucić Brodacza na drugie miejsce w rankingu, chociaż rozgrywa najlepszy sezon w swojej karierze.

Pierwsze miejsce zajmuje na ten moment LeBron James, który nie odpuszcza w tym sezonie żadnych meczów i być może rozgrywa najlepsze w swojej karierze rozgrywki pod względem ofensywnym. Oczywiście po powrocie Thomasa te cyferki z czasem powinny pójść lekko w dół, a LBJ statystycznie bywa „dramatyczny” w obronie. lecz na ten moment to właśnie lider Cleveland Cavaliers jest moim zdaniem MVP sezonu 2017-18.

Co ja takiego powiedziałem?

Nie da się ukryć, że kontrowersje wokół tegorocznego sędziowania są spore. Nie chodzi tu nawet o nietrafione gwizdki, czy te, które „sprawiły”, że jedna ze stron uzyskała znaczą korzyść i wygrała spotkanie. Chodzi przede wszystkim o faule techniczne i to, że zdaniem wielu graczy, sędziowie się na niektórych z nich uwzięli. Sprawa jest na tyle „poważna”, że związek graczy NBAPA postanowił spotkać się ze związkiem sędziów i z komisarzem Silverem by omówić problem. Co dziwne, wielokrotnie słyszeliśmy, że tegoroczna kadra arbitrów jest świeższa i ma „nowe” spojrzenie na grę, lecz jak widać nie tyczy się to także fauli technicznych, które są w tym sezonie rozdawane bardzo chętnie. Z 100% słusznych powodów, czy też nie, ale „dachy” i wykluczenia w tym roku regularnie oglądali tacy gracze jak Green, James, Curry, Livingston czy Durant. Inna sprawa jest taka, że momentami sędziowie nie pokazują się ogólnie ze zbyt profesjonalnej strony, jak chociażby wtedy w MSG, kiedy cała trójka nie zauważyła prawidłowo zdobytych punktów przez Manu Ginobiliego.

W nadchodzących dniach i spotkaniach temperatura transferowa będzie rosła coraz szybciej. Zobaczymy też finalnie kto zdaniem fanów jest najbardziej godny tego by zagrać w All Star Game, a już w najbliższy poniedziałek czeka nas seria spotkań w ramach MLK Day (3 mecze w C+) i m.in. kolejne starcie Warriors z Cavaliers. Ciekawe czy w tym klasyku tym razem zobaczymy drużyny w pełnym składzie. Może nawet Cavs z Rosem i Shumpertem, choć ich przydatność do gry przy powracaniu po tak długiej nieobecności ciężko będzie od razu ocenić. Do zobaczenia za kolejnych 8-9 spotkań (poszczególnych drużyn), kiedy już szósty raz w tym sezonie podsumujemy najważniejsze wydarzenia w NBA.

Sezon w 10% || Sezon w 20% || Sezon w 30% || Sezon w 40%

MOŻESZ BYĆ ZAINTERESOWANY

Loading Facebook Comments ...

Zostaw komentarz