22/02/2018
16 Shares 860 Odsłon

Zanim dzisiaj wieczorem powrócimy do dobrze  nam znanej „szarej rzeczywistości” w NBA, to pora podsumować kolejny rozdział sezonu zasadniczego na zaspanym. Było bowiem sporo wymian, wiele ciekawych wątków oraz rzecz jasna – All Star Weekend 2018.

Trzymając się zdjęcia tytułowego warto wspomnieć, że oczekiwania przed tym Weekendem Gwiazd były spore. Może nie w stosunku do Meczu „debiutantów” czy soboty konkursowej, ale przede wszystkim do niedzielnego spotkania. Może to i dobrze, bo wspomniane piątek i sobota, mnie osobiście nie oczarowały, a konkursowi wsadów daleko było do niedawnej rywalizacji LaVine-Gordon. Na niedziele wszyscy jednak ostrzyli sobie zęby, by wreszcie zobaczyć mecz pełen „walki” i zaangażowania, a nie kładzenie się na parkiecie i wyniki w stylu 190 do 200.

Ton rywalizacji zdecydowanie nadała drużyna LeBrona Jamesa z samym liderem na czele. LBJ sporo gadał, dyrygował swoja obroną i był bardzo aktywny w ataku. Może i mecz był pozbawiony wielu perełek w postaci widowiskowych akcji, ale przynajmniej obie drużyny rywalizowały ze sobą. Końcówka spotkania wyglądała już jak finisz dobrego spotkania sezonu regularnego, co jak na All Star Game jest chyba dużym osiągnięciem. Ja osobiście jednak chciałbym w przyszłości, by do takiego „spięcia” obu stron nie zabrakło także efektownych akcji nie wynikających z „puszczania” rywala, ale z zaangażowania i kreatywności. Na pewno jednak Mecz Gwiazd zmierza w dobrą stronę, jeśli za rok ta tendencja zostanie utrzymana. Czy ew. draft pokazany przez telewizję podkręci jeszcze atmosferę?

Toronto Raptors i Houston Rockets to dwie najlepsze ekipy ostatnich 10 spotkań i świadczą o tym ich bilansy, czyli odpowiednio 9-1 i 10-0. Houston coraz częściej jest określane mianem zespołu, który jest w stanie w realny sposób rzucić wyzwanie Golden State i  pokonać ich na drodze do finału NBA. W ekipie Rakiet w zasadzie nie zmieniło się nic, poza tym, że wszystkie elementy układanki powoli powracają do zdrowia. Zdrowi Teksańczycy z Hardenem i Paulem na czele, to drużyna, której już nikt absolutnie nie może zlekceważyć. Teraz, kiedy dodali jeszcze do składu doświadczonego Joe „Iso” Johnsona to ich głębia może być nie do przecenienia.

„Problem” z Raptors pozostaje w zasadzie ten sam, czyli sprawdzenie ich w bojach playoffs. Widzieliśmy już bowiem z 2-3 sezony, kiedy Kanadyjczycy grali naprawdę dobrze w rozgrywkach sezonu zasadniczego, a potem w playoffs coś nie szło. Oczywiście zbiegało się to niemalże „regularnie” z kłopotami zdrowotnymi Lowry’ego, ale nie tylko. Nie można jednak nie doceniać tego, że obecnie Toronto to jedynka na Wschodzie i zespół, który gra najlepszą koszykówkę od lat. Nie można po raz kolejny nie doceniać ich odejścia od nieustannej gry 1 na 1, czy tego, że DeRozan nauczył się rzucać za trzy. Czy to wszystko przełoży się na wyniki playoffs skoro …

… skoro zgrabnie przechodząc do tematu Cleveland Cavaliers … skoro dla Raptors istnieją Cleveland Cavaliers , czyli ich „odwieczny kryptonit” w rozgrywkach posezonowych.

Cleveland po trade deadline to zupełnie nowa drużyna. Kobe Altman i Dan Gilbert paroma zręcznymi ruchami pozbyli się „balastu” i ciężaru mentalnego z szatni w osobach Wade’a, Thomasa czy Derricka Rose’a. Zamiast tego w zespole mamy młodszych i atletyczniejszych graczy w osobach Nance’a, Clarksona, Hooda czy George’a Hilla. LeBron James po dwóch spotkaniach z nową ekipą wygląda jak nowo narodzony człowiek, a w zasadzie to od trzech, bo już przed starciem z Timberwolves wiedział co się dzieje. Inna sprawa, że przed tymi meczami LBJ miał najgorszy wskaźnik +/- w całej lidze NBA! Czy to był „nowoczesny” sposób tankowania w środku rozgrywek, czy też nie, ale King James osiągnął swój cel. Obecnie z odnowionymi siłami i odnowionym składem, lider Cavs lubi szanse jakie ma jego zespół, bo jak mawia „dajcie mi playoffy, a ja mam zawsze szansę awansować do finałów NBA”. Jedyną „wadą” nowych Cavs może być to, że Kevin Love powróci do gry pod koniec Marca, a poza Hillem, reszta młodziaków nie ma zbyt dużego pojęcia czym są rozgrywki playoffs. Kto poza Raptors jest w stanie zagrozić Cavaliers na Wschodzie?

Przez wiele tygodni Boston Celtics byli tym zespołem, który w opinii fachowców miał szanse na detronizację Kawalerzystów w ramach ich hegemonii na Wschodzie. To jednak zmieniało się w ostatnich spotkaniach i niestety dla fanów Celtów – nie uległo poprawie w ostatnich 10 meczach. Ich bilans bowiem to 5-5, ale nie chodzi tylko o same cyferki. Jason Tatum nie trafia już tak skutecznie zza łuku jak na początku rozgrywek, bo debiutant wyraźnie wpadł na „ścianę” zmęczenia sezonem, z którą mierzą się pierwszoroczniacy po przeskoku z uczelni do NBA. Najciekawszy jednak elementem „upadku” Bostonu może być absencja Marcusa Smarta. Jego nieobecność może tłumaczyć spadek intensywności w grze obronnej, a przecież sukcesy Nowej Anglii stały w tym sezonie defensywą właśnie. Smart ma wkrótce powrócić do gry, ale Brad Stevens nie wyklucza zmiany rotacji w składzie. Na usprawiedliwienie Celtów warto też dodać, że potrzebują chociaż odrobiny czasu, by wkomponować w skład nowo pozyskanego Gregga Monroe’a. Czy ten doświadczony zawodnik okaże się cenną iskrą z ławki na playoffs? Zobaczymy jak po chwili odpoczynku, kilku treningach i powrocie Smarta, będzie się prezentował Boston na tle Raptors czy Cavaliers.

Ciekawie dzieje się też w Waszyngtonie, gdzie Wizards pod nieobecność Johna Walla mają bilans 7-3. W mediach głównie jednak rozmawialiśmy o wielu uszczypliwościach w stronę Johna Walla od jego partnerów z drużyny. To nie przypadek, że jego koledzy tak lubili podkreślać zwycięstwa frazami typu „prawdziwe zwycięstwo drużyny” czy „zespołowa wygrana”. W efekcie tego wszystkiego Gortat i Wall „musieli” się nawet spotkać by oczyścić atmosferę w szatni. Ciekawe na ile teksty Marcina są spowodowane odwieczną frustracją na tle jego roli w zespole. Nie jest bowiem tajemnicą, że Wall nie jest tak zakochany w pick and rollach jak Polak, a z kolei MG13 wie, że John jest tym graczem, który w grze mógłby go z powrotem „przywrócić do łask”. Taki center bowiem jak Marcin potrzebuje kreatywnej jedynki, która chce z nim grać i często go kreować. W innym wypadku Gortat musi się posiłkować tym, że jest jednym z najlepszych w lidze w stawianiu zasłon, czy w zastawianiu własnej tablicy na zbiórkach.

Kończąc wizytę na Wschodzie nie możemy zapomnieć o fatalnej kontuzji ACL u Porzingisa i o tym, że Michael Jordan chcę odbudowywać swój klub i zmiany zacząć od pozycji generalnego menadżera. Czy znany dobrze fanom Lakers Mitch Kupchak to strzał w dziesiątkę?

Jak ciężko w tych czasach jest być fanem Dallas Mavericks? Nie dość, że ekipa Mavs zajmuje 2-3 lokatę od końca w całej NBA, to jeszcze ich właściciel Mark Cuban został ukarany karą 600 tysięcy dolarów za publiczne wypowiedzenie tych oto słów:

… w chwili obecnej przegrywanie to dla nas najlepsze rozwiązanie.

Toż to szanowni państwo jawne tankowanie – tak jawne, że Proces w Filadelfii to przy tym najbardziej zakamuflowana mistyfikacja w historii ligi. Co ciekawe słowa te Cuban miał wypowiedzieć na kolacji zespołowej i poinformować o tym graczy, którzy szczerze … nie lubią takich rzeczy słyszeć. Na pewno nie był z tego zadowolony Dirk Nowitzki, który nie dość, że kończy swoją karierę w tak słabym zespole jak Dallas, to jeszcze czyta i słyszy takie słowa.

Na tym jednak nie koniec dram w Teksasie, bo Terdem Ussery, jeden z pracowników Mavericks został oskarżony o niewłaściwe traktowanie płci żeńskiej personelu klubu i to na tle seksualnym. Obecnie w USA panuje moda na takie wyciąganie brudów, bo podobno pierwsze procedery pochodzą jeszcze z 1998 roku. Ussery został zwolniony co prawda w 2015 roku, ale artykuł The Sports Illustrated uderza w Mavs w najmniej dla nich odpowiedniej na to chwili. Oczywiście Cuban zaprzecza temu wszystkiemu, ale czy na pewno o niczym nie wiedział? Czy może właśnie tekstami o tankowaniu nie chciał odwrócić uwagi od problemów „personalnych” klubu, bo ktoś doniósł mu, że pewien poczytny magazyn zamierza zrównać jego zaplecze drużynowe z ziemią?

Jeśli już jesteśmy przy problemach, to swoje mają także San Antonio Spurs, ale o tym na bieżąco informuje Was w cyklu „Pozdrowienia z Alamo!”. Na dzień dzisiejszy bowiem wychodzi na to, że Spurs będą zmuszeni dokończyć sezon bez Kawhi Leonarda, który ciągle nie czuje się w pełni sił. Wszystko oczywiście związane z chronicznymi problemami z mięśniem czworogłowym w prawym udzie. Do tego dochodzą też inne kwestie, ale na ten temat odsyłam do artykułów z wyżej wspomnianego cyklu.

W swojej skali z Oakland – drobne turbulencje przechodzą też Warriors, którzy w tym sezonie nie wyglądają już na tak niezniszczalnych i nieśmiertelnych. Widać to zwłaszcza po tym, że po przerwie na All Star Game, Dubs będą wchodzić w końcówkę sezonu, jako drużyna, która wreszcie ogląda czyjeś plecy – w tym wypadku Houston Rockets. Steve Kerr od dłuższego czasu odliczał tylko dni w kalendarzu, kiedy wreszcie przyjdzie upragniona przerwa na Weekend Gwiazd, bo jego zawodnicy są wypaleni, „zmęczeni sobą”, a często też i jego głosem. Stąd też różne zabiegi pobudzania zespołu, jak chociażby w starciu z Suns, kiedy dał zawodnikom prowadzić przerwy na żądanie i rozrysowywać zagrywki. Warriors na chwilę obecną dalej są faworytami do wygrania mistrzostwa 2018, lecz ich przewaga nad resztą ligi zdaje się powoli topnieć. Czy po ostatnich 20-23 spotkaniach sezonu zasadniczego koszykarze z Golden State znowu będą zdecydowanymi faworytami, czy ten „spadek” to jednak stała tendencja?

Na koniec pora na kilka informacji w telegraficznym skrócie:

  • Oklahoma City Thunder znowu ma ujemny bilans w ostatnich 10 spotkaniach, bo tym razem 4-6. Przy okazji Trade Deadline nie przehandlowali Paula George’a i stawiają obecnie wszystko na jedną kartę.
  • Pistons po pozyskaniu Blake’a Griffina wygrali cztery kolejne mecze, ale potem przegrali 3 z rzędu. Czyżby „miesiąc miodowy” miał trwać tak krótko?
  • 3cią ekipę Zachodu, czyli San Antonio Spurs od 10tej oddziela tylko 4,5 wygranej. Konferencja Zachodnia jest bardzo spłaszczona i możemy w końcówce rozgrywek oglądać sporo przetasowań.
  • Denver Nuggets tracą tylko 2,5 wygranej do trzeciej pozycji w tabeli, a cały sezon muszą sobie radzić bez Paula Millsapa. Ex gracz Hawks ma wkrótce dołączyć do drużyny. Czyżby ekipa z Colorado, zachowując wszelkie proporcje, miała szanse być czarnym koniem rozgrywek?
  • Pelicans mimo straty Cousinsa mają bilans 5-5 w ostatnich spotkaniach i ciągle nie odpuszczają w zachowaniu ósmej lokaty. Ich strata do wyższych pozycji także nie jest duża.
  • Philadelphia „Trust The Process” 76ers mają 3 mecze przewagi nad 9tymi w tabeli Pistons, Czyżby drużyna Breta Browna miała realne szanse na pierwsze playoffy od 6 lat?
  • Atlanta Hawks i Phoenix Suns to dwie najgorsze drużyny w całej NBA. Obie ekipy wygrały nieco ponad 30% swoich spotkań.

Jest jeszcze jedna ciekawa kwestia, jeśli już patrzymy w tabele i zastanawiamy się nad rozstawieniem w playoffs. W ostatnich dniach coraz częściej mówi się o pomyśle rozstawienia drużyn w systemie 1-16, bez względu na konferencje. To wszystko ma sprawić byśmy w finałach oglądali dwie najlepsze drużyny, a co za tym idzie – najciekawsze możliwe widowisko. Oczywiście głównym problemem nie jest tutaj zamiłowanie do tradycji, tylko logistyka. Trzeba by  zbudować bowiem cały grafik od nowa, by zmienić zasady większej liczby spotkań z rywalami z tej samej konferencji i tak dalej i tak dalej. Problemem też są przeloty w playoffs, bo wystarczy wyobrazić sobie pierwszorundowe starcie Blazers z Heat i wędrówkę niemalże przez całe Stany. Przeciwnikiem takich zmian jest LeBron James i wiadomo dlaczego. Nie ma bowiem złudzeń, że jeśli na kolejne lata zostałby w Cleveland, to jego wyśrubowany rekord liczby finałów NBA z rzędu mógłby zostać ostatecznie zamknięty. O wiele łatwiej bowiem jest walczyć na słabym bądź co bądź Wschodzie, niż trafiać na lepsze drużyny z przeciwnej konferencji.

Ranking MVP #7:

W moim odczuciu James Harden jest dalej numerem jeden w tym rankingu i zasługuje w pełni na nagrodę MVP za rozgrywki 2017-18. Pragnę bowiem przypomnieć po raz kolejny, że to nagroda za dokonania w sezonie zasadniczym, a nie za to, co by było gdyby gracz nie odpoczywał, albo jakie by miał statystyki, gdyby nie postanowił „odpuścić” danego miesiąca by postraszyć swoich włodarzy i coś zdziałać przy okazji trade Deadline. Nie będę ukrywał, że „pije” tutaj w stronę LeBrona Jamesa, w stosunku do którego niektórzy dziennikarze i analitycy Amerykańscy są po prostu bezkrytyczni. Prawda jest jednak taka, że Rockets mają jedynkę w mocnej konferencji Zachodniej, a Brodacz poza krótką pauzą spowodowaną kontuzją ścięgna udowego, gra chyba już 3 rok z rzędu rewelacyjny sezon.

„Since All Star Game…”

Coraz częściej będziemy czytali wszelkiego rodzaju porównania i rankingi drużyn z podziałem na bilans „do” i „po” Meczu Gwiazd. Nic jednak w tym dziwnego, bo te ostatnie 20 kilka spotkań da nam odpowiedź w jakiej formie drużyny przystąpią do playoffs 2018. Nie raz przecież widywaliśmy ekipy, które po Weekendzie Gwiazd odradzały się na nowo i pięły w górę, podczas gdy inni opadali na finiszu z sił.

Sezon w 10% || Sezon w 20% || Sezon w 30% || Sezon w 40% || Sezon w 50% || Sezon w 60%

MOŻESZ BYĆ ZAINTERESOWANY

Loading Facebook Comments ...

Zostaw komentarz