PRZEGLĄD SEZONU #8: 2017/18 w 80%

14/03/2018
3 Shares 1048 Odsłon

Jeśli wielokrotnie w kontekście walki w Konferencji Zachodniej używaliśmy określenia „Dziki Zachód”, to jeszcze nigdy ten zwrot nie pasował tak świetnie do sytuacji, jak w końcówce obecnych rozgrywek. Najlepiej to podsumował ostatnio Karl-Anthony Towns:

Zachód przypomina teraz bagno i tylko prawdziwe aligatory się z niego wydostaną.

KAT ma rację. Obecna sytuacja na Zachodzie przypomina ścisk w kolejce po najlepsze towary w sklepie i tak naprawdę w tej kolejce tylko Houston i Golden State są pewne tego, że dla nich tego towaru na pewno wystarczy i to mimo kilku problemów zdrowotnych (Dubs znowu grają bez Curry’ego, który ostatnio podkręcił po raz kolejny felerną kostkę). Ciekawie jest za to na miejscach 3-10, bo na chwilę obecną te drużyny rozdzielają tylko 4 spotkania, więc do końca rozgrywek wszystko się jeszcze może zdarzyć.

„Since All Star Game” w top 10 zwycięskich drużyn w NBA mamy aż 7 drużyn z Zachodu. Jak sobie radzą czołowe zespoły, które ciągle walczą o playoffs, a którego do końca nie mogą być pewni?

  • Portland (9-0): Od Meczu Gwiazd Trail Blazers są niepokonani, a Damian „Thrilard” zdobywał w tych meczach średnio 31 punktów z 43% skutecznością rzutów za trzy punkty. McCollum dokłada do tego 21 oczek z taką samą skutecznością zza łuku. Jeśli wiec twoje obwodowe combo rzuca w meczu ponad 50 punktów z grubą 40% skutecznością rzutów za trzy, to nie trudno jest odgadnąć przyczyny rewelacyjnych występów Blazers. Dodajmy do tego Nurkicia z meczami 15-10 i Turnerem, któremu raptem wszyscy przestali wypominać ogromny kontrakt. Ekipa Stottsa jest obecnie trzecia na Zachodzie i nie zamierza zwalniać tempa.
  • Oklahoma City Thunder grywa w kratkę, ale po przerwie na All Star Game notuje bilans 7-3. Oczywiście dalej brakuje im w obronie kontuzjowanego Robersona, ale za to, co powiemy na 100 potrójnych zdobyczy w karierze Russella Westbrooka? Russ jest dopiero 4 graczem w historii NBA, który tego dokonał obok Kidda, Magica i Oscara Robertsona

  • „Jazzowe” klimaty mają się świetnie w NBA i to zarówno te oryginalne z Nowego Orleanu jak i te „importowane” z Utah. Najbardziej imponują chyba jednak Pelicans, bo choć mają taki sam bilans jak gracze z Salt Lake City, czyli 7-2, to przecież pamiętamy o dewastującej morale zespołu kontuzji DeMarcusa Cousinsa. W przyrodzie jednak nic nie ginie, bo Anthony Davis i tak mając najlepszy sezon w karierze, postanowił w ostatnich 8 spotkaniach wyśrubować swoje cyferki do granic absurdu. Niedawno podkoszowy Pelicans skończył 25 lat, a po Meczu Gwiazd notuje średnio 32 punkty, 13 zbiórek, ponad 2,5 przechwytu, prawie 2 asysty i 4,3 bloku na mecz. Gdyby to były jego notowania z całego sezonu, to James Harden oglądałby tylko dym unoszący się za Davisem.
  • Minnesota Timberwolves mimo braku Jimmy’ego Butlera ciągle walczy i obecnie Kraina Tysiąca Jezior stoi rewelacyjnymi poczynaniami Anthony’ego Townsa.

Winny jestem Państwu drobny update do ostatniego 30 już odcinka „Pozdrowień z Alamo!”, bowiem jak donosi m.in. Ramona Shelbourn, Kawhi Leonard nie zagra niestety także w czwartkowym meczu przeciwko Pelicans. Czemu? Jak twierdzi Pop, Kawhi trenuje niezwykle ciężko, jest bardzo sfrustrowany całą sytuacją i bardzo chce grać ale … pada ofiarą „drugiej opinii”. To właśnie bowiem lekarze z Nowego Jorku, do których Leonard pojechał po zasięgnięcie języka w sprawie uda, muszą mu zezwolić na grę. Ponad to Pop obserwując trening „The Claw” stwierdził, że jest blisko, ale potrzebuje jeszcze chwili. Na szczęście jednak dla Ostróg, wygrali oni przed kilkoma godzinami z Orlando Magic, a właściwie zmietli ich z powierzchni AT&T Center. Nie polecam szukania highlightów z tego meczu, bo koń jaki jest każdy widzi, ale wisienką na torcie był moment, gdzie przy prowadzeniu Spurs +40 można było zobaczyć szczerze roześmianego Leonarda, co dla fanów San Antonio jest widokiem wartym każde miliony. To wszystko nie zmienia też faktu, że Kawhi dalej chce wrócić do gry w tym sezonie i ma na to jeszcze 13 spotkań.

„Wszyscy chcą LeBrona – chcę i ja!”

Hey, LeBron! Chodź zagraj z nami w Los Angeles i sprowadź Paula George’a ze sobą! Lonzo, Ingram i Randle naprawdę nieźle grają, no i jest jeszcze Kuzma! Hey LeBron! zostaw Kalifornię i zostań na Wschodzie! Joel i Ben w przyszłym sezonie będą jeszcze lepsi, a z Tobą Sixers będą pretendentami do finału NBA!

To oczywiście suma parafraz i cytatów, a także rozmaitych plakatów, które mają za zadanie kusić LeBrona przy okazji wolnej agentury 2018. Jest to o tyle ciekawe i zarazem dające mi płynny sposób przejścia z Zachodu na Wschód, że Lakers ostatnio naprawdę grają nieźle i mają bilans 7-2. Ostatnio pokonali m.in. Cavs, IT wyglądał jak gracz, którego Cavaliers chcieli zamiast Kyrie’go Irvinga, a Ball przypominał na dystansie Stepha Curry’ego. W Cleveland za to dzieje się nieciekawie, bo do kontuzji Love’a doszły jeszcze inne drobne urazy, zupowa afera z udziałem JR Smitha, a teraz jeszcze to, że JR dowiaduje się ze skromnych sms’ów, że został pozbawiony miejsca w wyjściowym składzie. Przez to wszystko LeBron James grający jak gracz numer 2 w rankingu MVP nie ma najlepszego bilansu z nową załogą i nowymi zawodnikami, a w erze wszechobecnych kontuzji nikt w NBA nie będzie nikogo żałował. Co jeśli jednak Kawalerzyści kolokwialnie mówiąc „dadzą ciała” w playoffs? Jakie opcje roztaczają się przed LeBronem? Ostatnio pojawił się donos, że King James rozważa obok Cavs takie zespoły jak Rockets, Sixers i Lakers, ale ja przez chwilę rzuciłbym okiem na temat nieco szerzej. Gdzie LeBron może pójść i co to oznacza dla jego przyszłości i jego „legacy”?

  • San Antonio Spurs – mało możliwy kierunek i nie tylko z powodu salary cap Ostróg, czy tego, że Alamo to nie najciekawszy rynek koszykarskiego zbytu. Przede wszystkim chodzi tutaj o to, że po raz pierwszy w karierze James byłby trenowany, a nie trenowałby szkoleniowca. Pop bowiem nie da sobie wejść na głowę, a systemowa koszykówka Spurs zapewne sprawiłaby, że notowania LBJ’a poszłyby w dół. Z drugiej jednak strony wszyscy wielcy jak Jordan, Shaq, Kobe, Russell czy Magic, mieli okazję być pod skrzydłami wybitnych szkoleniowców. LeBrona ten zaszczyt jeszcze nie trafił, chyba, że za parę lat będziemy w ten sposób patrzeć na Erica Spoelstrę.
  • Houston Rockets – Harden i James i Paul i jedna piłka? To jest jedna kwestia, a druga jest taka, że będzie trzeba oddać kilku zawodników, czyli odchudzić ławkę, plus jeśli Houston zdobędzie w tym roku mistrzostwo, to czy na Jamesa nie spadną (po raz kolejny już) gromy za pójście na łatwiznę. Dołączenie do zespołu, który zdobył mistrzostwo i pokonał Warriors w drodze do finału, Serio LeBron? Już widzę takie głosy
  • Los Angeles Lakers – LA to młoda paczka, która jednak nie może być do końca trzymana razem, bo klub nie jest w stanie przedłużyć np: umowy z Randlem i dalej mieć miejsce w cap space na dwa maksymalne kontrakty. Lonzo gra na piłce jak LeBron, ale czy na stałe byłby w stanie zostać zagrożeniem na dystansie? Poza tym przyjście LeBrona do LA to od razu wskoczenie w bardzo wymagające buty Bryanta czy Magica. Kolejne wyzwanie dla Króla Jamesa?
  • Philadelphia 76ers – Sixers to jedna wielka niewiadoma z dwoma świetnymi młodymi graczami, z czego jeden jest niewiadomą jeszcze pod względem zdrowotnym. Do tego jest jeszcze Cavington czy Saric, a może i udałoby się podpisać ponownie Reddicka? Co z Fultzem? Ostatnio debiutant rzucał trochę z dystansu i zaczynało to powoli wyglądać jak rzut i płynny ruch, a nie pchnięcie kulą. Na pewno plusem takiego ruchu jest to, że nikt nie zarzuci Jamesowi, że poszedł na gotowe, chociaż znowu będą głosy, że został na Wschodzie po swój ulubiony „Cake walk” do finałów NBA.
  • Cleveland Cavaliers, czyli gdzieś to już widziałem – LeBron najchętniej zostałby w Cavs, bo tutaj w Ohio się urodził, tutaj jest kochany i naprawdę nie ma znowu ochoty oglądać jak jest wyklinany czy palony na stosie w centrum Cleveland. I to mimo tego, że przywiózł temu miastu obiecane mistrzostwo i w zasadzie nic więcej nie obiecywał. Dla całej ligi na pewno najlepiej by było, jakby został na Wschodzie, bo raczej ESPN czy TNT nie chce oglądać w finałach Toronto, przy całym szacunku dla tego zespołu.

To jak to jest w zasadzie z tymi Toronto Raptors? Są jedynką w konferencji, nawet Vegas daje im coraz większe szanse, a jednak ciągle muszą słuchać głosów ekspertów, które niemalże jak chór powtarzają: „Zobaczymy co pokażecie w playoffs!”. Ok, rozumiem, że Raptors zawodzili w ostatnich latach w fazie posezonowej, ale to też nie tak, że odpadali 100 na 100 razy w pierwszej rundzie po blamażu stulecia. Naprawdę bowiem mówimy o ekipie, która miała najlepszy bilans na Wschodzie przed All Star Game, a po jest to imponujące 8-1. To też w końcu Raptors przerwali zwycięską serię Houston Rockets, więc może dajmy im jednak odrobinę kredytu zaufania? Zwłaszcza, że pomijając element LeBrona Jamesa, Cavaliers wyglądają w tym sezonie jeszcze gorzej niż rok temu, Toronto jest lepsze, a Cavs ciągle nie wiedzą jak przeliterować słowo „obrona”. Ich drużyna powoli powinna się nazywać Clevelan bez D, bo nie grają żadnej defensywy. Raptors zaś to 4 obrona ligi i 3 atak, więc może jednak dajmy tym Kanadyjczykom trochę zaufania?

Swoją drogą w ramach futurystycznych zapędów – Finał NBA 2018: Toronto vs. Houston … kto taki finał przewidział przed startem sezonu?

Raptors uciekają na Wschodzie, bo Celtowie mają swoje problemy, chociaż grają o wiele lepiej niż na finiszu rozgrywek przed Weekendem Gwiazd. Mają jednak wspomniane kłopoty, a zwłaszcza te zdrowotne. Z bólem kolana boryka się Irving, Brown prawie „trafił na wózek”, po nieszczęśliwym upadku w meczu, który skończył się jedynie protokołem wstrząsowym, a Marcus Smart może opuścić resztę rozgrywek z zerwanym ścięgnem w kciuku. Na chwilę obecną Celtów musiałby spotkać jakiś totalny kataklizm, by stracili druga lokatę na Wschodzie, ale raczej mogą już zapomnieć o walce o pierwsze miejsce w konferencji. Słowo jeszcze na temat Gordona Haywarda. Brad Stevens każe wszystkim oddychać spokojnie i wyklucza powrót zawodnika w tym sezonie, chociaż z kolei sam zainteresowany wyraża pewne mikre nadzieje , ale jednak wyraża.

Fenomenem są za to Indiana Pacers, którzy po transferze Paula George’a byli wyśmiewani przez wszystkich „znawców” NBA, którzy chociaż umieją czytać, no bo przecież co tam Sabonis i Oladipo? Efekt? Pacers są obecnie trzecią siłą Wschodu i nikt tego bilansu i miejsca nie dał im za darmo, bo przecież nikt im „nie kazał” wykorzystywać potknięć Cavaliers. Lider Indiany, czyli Victor Oladipo nie grzeszy  w prawdzie skutecznością rzutów za trzy, ale jak na trade’owy Bust, jego 20-5-5 i średnio 3 przechwyty to wystarczający powód by w Indianapolis wszyscy go kochali. Przecież zdaniem wielu analityków Pacers miało wcale nie być w playoffs, a są na trzeciej pozycji.

Oczywiście nie wszystkie wymiany mają tak dobre skutki dla poszczególnych drużyn, bo Detroit Pistons są od Meczu Gwiazd na grubym minusie z bilansem 2-7. Potwierdza się też teoria, że Blake Grifin wielkim graczem jest, ale nie takim, który porywa drużynę i sprawia, że każdy wokół niego staje się lepszy. Mimo to posada Stana Van Gundy’ego wydaje się na tą chwilę bezpieczna. Czy fatalna kontuzja kostki Reggiego Jacksona to właśnie „polisa” ubezpieczeniowa dla jednego z braci Van Gundy?

Jeśli zaś idzie już o kompletne doły dołów NBA, to Memphis Grizzlies wykorzystali przerwę na Mecz Gwiazd by ruszyć po niej z animuszem po bilans … 0-11. Nie lepsi są też Suns, którzy w chwili, gdy powstaje ten tekst, dostają właśnie zasłużoną lekcję od Kawalerzystów. Nie mają się też czym pochwalić Magic czy Knicks, chociaż dla tych ostatnich sezon zakończył się wraz z kontuzją ACL u Porzingisa. Ostatnio jednak Łotysz udzielił pierwszego wywiadu po kontuzji i dumnie zapowiedział, że powróci do pełnej formy. Oczywiście wszyscy trzymają kciuki, ale historia klubu 220 cm+ nie jest łaskawa dla graczy z poważnymi urazami.

Ostatnio na łamach zaspanego trochę mało donosów z obozu Washington Wizards, bo mimo niezłej gry Czarodziejów naprawdę przykro się patrzy jak marginalizowana jest gra Marcina Gortata. Wiz mają bilans 5-5 w ostatnich 10 spotkaniach, a sam Polski Młot? Wystarczy spojrzeć na liczby…

Ciekawe jak w drużynie będzie wyglądać szatnia po meczach, kiedy wróci wreszcie John Wall. Na ten moment Wizards są ciągle w grze o trzecią lokatę na Wschodzie.

Pora na kilka finałowych wniosków w tradycyjnym już telegraficznym skrócie:

  • Joel Embiid w tegorocznych rozgrywkach rozegrał już 54 spotkania i zagrał w aż 4 seriach back2back
  • LeBron James właśnie zanotował 14 w tym sezonie triple-double. Co ciekawe James grając swój 15 sezon w NBA ustanowił właśnie swój rekord potrójnych zdobyczy w jednych rozgrywkach.
  • Adam Silver karze i straszy drużyny, które tankują, ale ciągle Tankatlon trwa w najlepsze.
  • W NBA padła ostatnio propozycja, by najsłabsze drużyny w lidze rozgrywały w Las Vegas turniej, którego zwycięzca dostanie jedynkę w drafcie. Jest to na pewno ciekawa propozycja, ale mało realna, bo jednak też zakłada tankowanie z tym że z ew. „zwycięskim” finiszem.
  • Anthony Davis jest pewien, że DeMarcus Cousins powróci do składu Pelicans. Przypomnijmy, że DMC jako wolny agent tego lata, po zerwanym Achillesie może pauzować nawet do Meczu Gwiazd 2019.
  • Jakby kogoś ominął ten fakt (w co osobiście wątpimy): Kobe Bryant zdobył Oscara za krótkometrażowy film animowany, który powstał do jego pożegnalnego „poematu” na łamach „The Players Tribune”. Przypomnijmy, że Kobe w ten sposób zakomunikował na początku swojego ostatniego sezonu w lidze, że już więcej nie chce grać w kosza.
  • Kontuzjowana kostka Curry’ego dostaje wolne do 20 marca, chociaż nie przeszkodziło to Stephowi w hucznych obchodach 30 urodzin. Jak hucznych? Trening dzień po tym wydarzeniu został po prostu odwołany …
  • James Harden zdobędzie nagrodę MVP sezonu 2017-18 i z tego powodu zamykam ranking MVP na zaspanym. Szanujmy siebie i innych, bo nie wiem jaki kataklizm jest w stanie odebrać brodaczowi zasłużoną statuetkę za obecne rozgrywki.

Nieco ponad połowie drużyn NBA pozostało do rozegrania jakieś 14 spotkań, ale na zaspanym postaramy się o jeszcze jedno podsumowanie rozgrywek przed zakończeniem sezonu. Tabele w obu konferencjach na dzień dzisiejszy prezentują się w sposób następujący:

To będzie pasjonująca końcówka, zwłaszcza na Zachodzie, ale dla kibiców do dobrze, bo często te finisze ligi dłużą się nam okrutnie, kiedy większość spotkań jest o przysłowiową pietruszkę. W tym roku możemy mieć o wiele więcej emocji.

Sezon w 10% || Sezon w 20% || Sezon w 30% || Sezon w 40% || Sezon w 50% || Sezon w 60% || Sezon w 70%

MOŻESZ BYĆ ZAINTERESOWANY

Loading Facebook Comments ...

Zostaw komentarz