TIMEOUT: Jonathan od dziecka chciał być głosem hal NBA

13/11/2017
17 Shares 868 Odsłon

Jego głos jest całkiem fajny. Zawsze się zastanawiałem nad tymi kolesiami, którzy są głosami tych wszystkich aren NBA. Robią te zapowiedzi, ale kiedy na nich spojrzysz to oni wcale nie wyglądają jakby mieli mieć taki głos. To ciekawe.

Danny Green ma rację, kiedy mówi o głosach z hal NBA, których my po prostu nazywamy spikerami. W tym jednak wypadku ma na myśli kogoś, kogo widuje na co dzień przy okazji domowych spotkań San Antonio Spurs. Tym kimś jest Jonathan Sanford.

Jonathan ma swoje miejsce na środku przy stoliku sędziowskim i w zależności od liczby meczów playoffs, w których grają Ostrogi, zapowiada i prowadzi do 50 spotkań w sezonie. Jego głos możemy także usłyszeć przy okazji spotkań San Antonio Stars, Mistrzostw Stanowych Teksasu UIL  oraz w Austin Independent School District.

O byciu spikerem marzył od dziecka, chociaż typowy 14 latek oglądając NBA w tamtych czasach marzył o tym by zostać kolejnym Michaelem Jordanem czy Grantem Hillem. Sanford jednak wspomina, że po obejrzeniu oprawy finałów NBA 1997, on nie chciał zostać koszykarzem w lidze zawodowej, ale spikerem jak chociażby Ray Clay pracujący wtedy w United Center.

To intro zawsze robiło wrażenie i w zasadzie robi je do dzisiaj. Jonathan zakochał się wtedy w słynnej już dzisiaj frazie

From North Carolina…at guard…6’6″…Michael Jordan!

Chciał zostać spikerem, ale nigdy nie marzył, że uda mu się dostać posadę w NBA. Wątpliwości było najwięcej, kiedy był młody i nie przeszedł jeszcze mutacji, bo jak sam twierdzi nie miał wtedy jeszcze „tego” głosu. Studiował muzykologię na stanowym uniwersytecie w Jacksonville, gdzie śpiewał także w chórze – już wtedy tenorem.

Był spikerem przy okazji różnego rodzaju meczów szkół średnich oraz innych wydarzeń około sportowych, aż w 2012 roku został zauważony przez Mike’a Plummera – szefa działu zajmującego się organizacją meczów Spurs. Został wtedy poproszony o nagranie dema, ale pierwotnie nie był zbyt pewny tego, że ma szansę. Co więcej wahał się czy w ogóle skorzystać z tej szansy. Do wszystkiego przekonała go ponoć małżonka Jennifer – prywatnie nauczycielka muzyki.

Powiedziała mi ‚Jeśli tego nie zrobisz, to będziesz żałował’. Poszedłem wtedy do mojego studia i nagrałem siebie jakbym był spikerem Spurs. Zrobiłem przedstawienie wyjściowego składu i kilka rzeczy charakterystycznych dla spotkań.

Sanford zaniósł demo Plummerowi i szybko zdobył posadę – na początek spikera spotkań drużyny D-League z San Antonio – Austin Spurs. Po sezonie 2012-13 awansował na stanowisko głównego głosu z San Antonio i zastąpił na tym stanowisku Barry’ego Thoma. Z resztą Ostrogi w swojej bogatej historii miały kilku niezłych i charakterystycznych spikerów jak chociażby Stana Kelly’ego, który był głosem jeszcze w Alamodome. Kelly był PA San Antonio przez 18 lat i pewnie wielu kibiców do dzisiaj pamięta jego słynne „Let’s go home” po każdym zwycięstwie Spurs.

Jest wiele rzeczy, które wyróżniają Jonathana Sanforda i nie chodzi o to, że jest rudy i chudy jak sam o sobie żartuje. Cechuje go przede wszystkim pełen profesjonalizm, jeśli chodzi o podejście do tego co robi. Przed każdym spotkaniem ćwiczy wymowy nazwisk poszczególnych graczy, a robi to jak twierdzi przed najsurowszym jury na świecie, czyli przed żoną i 5tką dzieci. Co ciekawe każde z nich ma na co dzień w mniejszym lub większym stopniu do czynienia z byciem spikerem. Kocha to, że z tego powodu w domu rzadko tak naprawdę jest cisza. Jonathan także prowadzi sam podczas spotkań własne statystyki by mieć pewność, że to co podaje do publicznej wiadomości jest sprawdzone. Zwykle wszyscy PA w NBA korzystają ze specjalnie przygotowanych statystyk, ale on woli się ubezpieczać.

Nigdy nie miał problemu z nazwiskami zawodników i mówiąc nigdy mam tutaj także na myśli Antetokounmpo. Sanford ponoć ćwiczył to długo i wytrwale, ale opłaciło się. Kiedy Bucks po raz pierwszy wizytowali AT&T center z Giannisem w składzie, Jonathan tak bezbłędnie wypowiedział jego nazwisko, że dostał owacje na stojąco od całego zaplecza transmisyjnego w San Antonio. W swojej karierze pomylił się podobno tylko raz przy okazji wizyty Mirzy Teletovica.

Pomyliłem się ponieważ moje poszukiwania wymowy okazały się błędne. Bardzo źle się z tym czułem.

Poza tą pomyłką spiker Spurs zawsze dwa razy zastanowi się zanim coś powie, bo jego pomyłki są raczej „dobrze” słyszalne. Twierdzi, że w jego pracy czasem lepiej jest pomilczeć niż powiedzieć bez sensu lub za dużo.

Jeśli popełnisz błąd, to wszyscy to usłyszą. Ja zawsze więc staram się myśleć do przodu i zastanawiam się co powiem następnym razem, ale ważne jest też by nie myśleć zanadto do przodu. Lepiej nic nie powiedzieć niż powiedzieć coś źle.

Życie bywa przewrotne i dla Sanforda bycie spikerem w chwili obecnej to często ucieczka od szarej rzeczywistości i problemów. Podczas wakacji 2016 dowiedział się, że jego żona ma nowotwór i będzie musiała przejść przez chemioterapię i inne potrzebne zabiegi. Często czuwał przy niej całe noce, kiedy z bólu nie mogła usnąć. Potem szedł prowadzić spotkanie bez zmrużenia oka nawet na chwilę. Jak sam przyznaje wtedy udawało mu się choć na moment zostawić problemy za sobą.

Ten moment, kiedy wchodzę na halę i jestem otoczony tysiącami fanów Spurs jest niesamowity. To sposób na to bym wyrzucił z głowy trudne sprawy i ciężkie chwile, które mam teraz w domu. Wszystko znika chociaż na chwilę.

Spurs ball!

Każdy spiker i każda hala to określony klimat i określone powiedzenia, tak charakterystyczne dla danego miejsca. Jonathan ma ich kilka, ale podstawą jest „Spurs ball!”, które spełnia mniej więcej tą samą funkcję co „Detroit basketball!” w The Palace. To „Spurs ball!” zostało powołane do życia w jego pierwszym sezonie pracy, ale na początku był to zwykły element „komentowania” akcji z jego strony. Wszystko ponoć zmieniło się przy okazji transmisji ogólnokrajowej jednego ze spotkań w 2014 roku, bodajże dla stacji NBC, kiedy jedna z sytuacji na boisku podlegała sprawdzeniu gwizdka w replay center. Cytując tutaj Sanforda (chyba tłumaczyć nie trzeba), powiedział po informacjach od arbitra:

‚After review, the call on the floor has been changed’ a po czym krzyknął ‚Spurs ball!’

Dla niego ten moment był jednym z ważniejszych, ale nie tylko dla niego

Kiedy to powiedziałem to prawie zerwało dach z budynku. Fajnie, że ludzie też pamiętają ten moment.

Wtedy ten sygnał do walki zabrzmiał niskim głosem i echem po całej hali i stanowi do dzisiaj nieodłączną część spotkań San Antonio Spurs. Inną rzeczą jaką Jonathan wprowadził do swojej „konferansjerki” podczas spotkań jest słynne już „two shots” i „three shots”, czyli liczba rzutów wolnych jaką gracz Spurs ma oddawać po faulu. Spiker powtarzał tą formułkę z 1,5 roku aż w pełni przyjęła się w hali na tyle, że publika powtarzała po nim. To coś w stylu „Two minutes – dos minutos” znane z hali Miami. W wypadku Spurs ten moment nastąpił, kiedy pod koniec pierwszej połowy w spotkaniu faulowany przy rzucie za trzy był Kawhi Leonard. Wtedy Sanford ogłosił, że „The Claw” będzie oddawał trzy rzuty, a publiczność zareagowała.

Słyszysz jak wszyscy krzyknęli ‚trzy rzuty’. Jak to usłyszałem to wmurowało mnie w fotelu i nie mogłem w to uwierzyć.

Jeśli chodzi o reakcje podczas spotkań, to nie możemy też zapomnieć o słynnym „Threeeeeee” spikera przy okazji każdej trójki po stronie gospodarzy. Poza tym poza klasyczną spikerką, Jonathan ma także interaktywne momenty, kiedy współpracuje z załogą na parkiecie, odpowiedzialną za przerwy na żądanie czy też ze słynną maskotką Spurs – Kojotem. Czasem ma też trywialne zadania jak chociażby narrację wyścigu „kropek”, który możemy obserwować na telebimach pod kopułą hali. Niby prosta rzecz, trzy kolory się ścigają w ten sam sposób na każdym meczu, ale on nawet temu potrafi dodać kolorytu i swego rodzaju świeżości. Sam o swojej pracy mówi, że jest nie tylko spełnieniem marzeń, ale też swego rodzaju zaszczytem.

Paradoksalnie w tej pracy jest swego rodzaju intymność, której nie masz w żadnej innej. Ta interakcja z publicznością przekraczającą 18 tysięcy. To coś niezwykłego i cudownego, że możesz być spikerem w trakcie najważniejszych momentów spotkań.

Jeśli zaś spytamy Jonathana o jego ulubiony moment w zawodowej karierze to na odpowiedź nie będziemy musieli czekać zbyt długo. Dla niego tą chwilą jest bez wątpienia ogłoszenie w 2014 roku, że San Antonio Spurs są mistrzami NBA.

Nigdy nie zapomnę zegara, kiedy pokazał same zera i dostałem pozwolenie na obwieszczenie wszystkim tych słów. To była ta chwila, kiedy marzenia się spełniają. Miałem gęsią skórkę na całym ciele.

Może nie zawsze słyszymy dobrze ich pracę (z reguły słyszymy komentatorów) , ale na pewno słyszą ją wszyscy, którzy co mecz stawiają się na spotkaniach swoich ukochanych drużyn. Niektórzy spikerzy przeszli przez NBA niezauważenie, a inni wykształcili swój niepowtarzalny styl. Czy Jonathan Sanford zostanie zapamiętany nie tylko w San Antonio, ale i w całej historii ligi? Pamiętajmy, że praca spikera nie jest wcale taka trudna, chyba, że obsługujesz mikrofon w AT&T center, Gregg Poppovich robi zmianę całej wyjściowej piątki, a ty masz tylko kilka sekund między gwizdkami arbitrów aby to obwieścić.

Loading Facebook Comments ...

Zostaw komentarz

MOŻESZ BYĆ ZAINTERESOWANY

Powrót Omera Asika
Newsroom
43 odsłon
43 odsłon

Powrót Omera Asika

Dominik Kędzierawski - 23/11/2017