Adam ZakrzewskiAdam Zakrzewski
07/06/2017

Warriors w rok odrobili swoją lekcję. Cavs mieli na to 3 dni. Co mogą zrobić?

Golden State Warriors mieli dokładnie rok, aby przygotować się na rewanż z Cleveland Cavaliers. Dobrze wiedzieli, czego się spodziewać, jako że trzon drużyny z Ohio właściwie się nie zmienił. Od pierwszych minut pierwszego starcia było widać, że swoją lekcję sztab Steve’a Kerra odrobił celująco. Pytanie przed meczem nr 3 brzmi, czy ekipa Tyronna Lue jest w stanie dokonać tego samego w zaledwie 3 dni.

Bardzo łatwo jest powiedzieć, kiedy ekipa Warriors nie podchodzi do swojego przeciwnika z należytym szacunkiem. Pełno jest wtedy improwizacyjnych akcji, gracze zbyt często chcą popisywać się niepotrzebnymi podaniami. Brak jest planu taktycznego, a przynajmniej jego wypełniania. Dokładnie to stało się w pierwszej połowie meczu nr 1 z San Antonio Spurs. W czasie jej trwania gracze Mike’a Browna rozegrali 4, słownie cztery, akcje pick&rollowe, pomimo tego, że dobrze wiedzieli, iż najlepszym sposobem na pokonanie Teksańczyków jest polowanie na Pau Gasola i LaMarcusa Aldridge’a w takich właśnie zagraniach. Myśleli, że i tak wygrają.

Cavs nie zostali przez nich w ten sposób zlekceważeni. Wojownicy od pierwszych sekund tegorocznych Finałów polowali na każdy faworyzujący ich w ofensywie match-up i dokładnie uważali na każde zagranie w defensywie, które mogło im sprawić problemy. Kevin Love był właściwie co sekundę namierzany przez rozgrywających Warriors i atakowany akcjami dwójkowymi. JR Smith przez całe Play-Offs nie nabiegał się za żadnym z zawodników tak jak w tej serii za Klay’em Thompsonem. W defensywie Kerr i jego ludzie skradli kilka zagrywek z playbooka Brada Stevensa i zrobili wszystko, aby LeBronowi Jamesowi było jak najtrudniej polować na switche ze Stephenem Curry’m.

Zobaczcie jak Draymond nawiguje wcześniejszą zmianę krycia między Durantem i Curry’m, aby pick stawiany przez JR Smitha nie był broniony przez dwukrotnego MVP.

Warriors odpuścili też zupełnie Tristana Thompsona, pozwalając mu otrzymywać piłkę w każdym właściwie miejscu na parkiecie i podejmować decyzje co do dalszego rozgrywania akcji (m.in. w ten sposób wypędzili Thompsona z parkietu).

Wszystko, co Warriors sobie zaplanowali się sprawdziło (posiadanie 4 All-Starów też ma swoje zalety). Ty Lue musi natomiast teraz swoje plany zmienić.

Przede wszystkim musi z powrotem wprowadzić na parkiet Tristana Thompsona. Bez pomocy swojego środkowego Cavs mogą nie rezerwować hoteli w Oakland na mecz nr 5. Thompson to bez wątpienia ich drugi najważniejszy obrońca w tej serii poza LeBronem i jego obecność w grze jest absolutnie obowiązkowa. W ataku TT nadal będzie ignorowany przez defensywę Warriors, więc sztab mistrzów Wschodu musi znaleźć dla niego inne zadania. Najlepszym rozwiązaniem będzie uwikłanie go w jak największą ilość zasłon bez piłki dla Smitha, Korvera i przede wszystkim Kyrie’go Irvinga. Warriors unikają jak ognia switchowania swoich wysokich na rozgrywającego Cavs, więc w takich sytuacjach Tristan dałby radę znaleźć kilka dobrych momentów do wolnego ścięcia pod kosz. Obrona z pomocy przy zagraniach bez piłki zawsze jest dużo trudniejsza.

O ile każdy właściwie gracz Cavaliers musi dużo bardziej zaangażować się w grę obronną, LeBron James powinien trochę zluzować. Długimi momentami próbuje on kopiować swoje wyczyny z zeszłego roku, kiedy odpuszczając długimi fragmentami krycie Harrisona Barnesa i Draymonda Greena, bronił w wolnej przestrzeni przecinając podania i pomagając przy obręczy. Takie zachowanie prowadzi jednak do wielu czystych pozycji dla bronionego przez niego gracza. Problem Cavs jest taki, że jest nim w większości Kevin Durant.

Wszystkie plany Cavs wezmą jednak w łeb, jeśli LeBron James nie będzie w stanie grać przez 45 minut na tej samej intensywności. Gdy jest on agresywny, próbuje dostać się w pomalowane i atakuje przy każdej postawionej zasłonie, jest właściwie nie do zatrzymania. To właśnie ten styl zapewnił nam naprawdę spore emocje i wysoki poziom spotkania w pierwszej połowie meczu nr 2. Po przerwie jednak ta agresywność wyparowała. A razem z nią nadzieja na zaciętą końcówką.

Cavs muszą zrobić to, przed czym tak bardzo się do tej pory bronili – zwolnić tempo gry. Nie da się zabiegać drużyny, która składa się z właściwie 4 liderów. Da się bez problemu zabiegać swojego 33-letniego lidera, który 7. sezon z rzędu gra swój sezon do połowy czerwca.

Na koniec wszystko to i tak może nie mieć znaczenia. Kevin Durant i Steph Curry mogą wystrzelać Cavs z tych Finałów. Ale jedno jest pewne: najlepszą ofensywę w historii Play-Offs stać na dużo więcej niż pokazała nam w meczach nr 1 i 2. Wielu graczy Cavs stać na dużo większe zaangażowanie po bronionej stronie parkietu. Te Finały stać na bardziej wyrównane mecze.

Loading Facebook Comments ...

Komentarze