“Where amazing happens…” HISTORIE HAL NBA: THE PALACE OF AUBURN HILLS (1988-2017)

12/04/2017
10 Shares 39 Odsłon

Mówi się, że samochód zakupiony w sklepie traci w dniu sprzedaży ogromną część swojej wartości, jeśli nie bierzemy pod uwagę wszelkich historii sentymentalnych, które z czasem mogą stanowić dla nas ogromną wartość dodatnią. Czy jednak w NBA jest coś co starzeje się szybciej niż nowo wybudowana hala? Być może jest w tym sporo prawdy, choć wiemy doskonale, że niektóre obiekty do dzisiaj wytrzymują próbę czasu i postęp technologiczny. Czasem jest to wielce zasłużona MSG z racji bycia koszykarską mekką, a czasem może to być obiekt zwany „Pałacem”, który po tym sezonie i 29 latach służby dla Detroit Pistons, przejdzie na zasłużoną emeryturę

„The Palace of Auburn Hills” mieszcząca się na przedmieściach Detroit w stanie Michigan nie była typowym sportowo-szołbiznesowym obiektem, który u schyłku lat 80tych powstawał w USA. Oczywiście budżet hali na początku różnił się znacznie od tego końcowego, to mimo to nawet na etapie planowania wydawał się wykraczać poza podstawowe ramy, jakie wtedy dla swoich obiektów wyznaczała NBA. Co więcej „The Palace” przez lata okazał się „sukcesem” jego twórców, choć jak pokazują ostatnio wypływające historie na temat tej hali – tak być nie powinno.

Jakie jest Detroit? To ciężko pracujące miasto, gdzie kiedyś fabryki motoryzacyjne stanowiły główne źródło utrzymania setek tysięcy rodzin i stąd też „Motor Town”. Ciężkie, pełne bólu, potu i łez były też początki hal w jakich grywali Tłoki – już po przenosinach w 1957 z Fort Wayne, gdzie jako klub spędzili swoich 9 pierwszych sezonów w NBA. Wszelkie zmiany na lepsze w klubie z Detroit zaczęły się, kiedy w 1974 roku drużynę od byłego właściciela Freda Zollnera wykupił zmarły przed 8 laty i niezwykle zasłużony dla Pistons – Bill Davidson.

Davidson, czy w zasadzie rodzina Davidsonów zastała Tłoki grające w skromnej, mogącej pomieścić 11 tysięcy ludzi „Cobo Arena”. Hala znajdowała się prawie w centrum Detroit, więc średnia widzów na spotkanie stanowiąca około 5-6 tysięcy, zwykle bywała tą samą grupą „znajomych” ludzi, którzy lubili się pokazać. Jak możemy przeczytać w rozmaitych wspominkach z tamtych lat, była to swego rodzaju rewia mody

„…zwykle pokaz mody zaczynał się mniej więcej w połowie pierwszej kwarty. Wtedy przychodzili bogacze by usiąść na tych 7 dolarowych miejscach i się po prostu pokazać.”

Właściciel Pistons nie był zadowolony z obiektu, w jakim występowała jego drużyna, ale też nie podobała mu się wizja dzielenia hali  Joe Louis Arena z Detroit Red Wings. Zamiast tego wpadł na pomysł na przeniesienie Tłoków do Pontiac Silverdome – ogromnej hali przeznaczonej do rozgrywek NFL, która mogła pomieścić ponad 80 tysięcy ludzi. Tom Willson, były prezydent do spraw wykonawczych pamięta tamte czasy i trudne początki. Przecież tamten obiekt należał do Lwów, czyli drużyny Detroit Lions z NFL i nikogo wtedy w tamtych rejonach nie obchodziła koszykówka. Wszystko się jednak zmieniło, kiedy Tłoki zaczęły grać coraz lepiej i lepiej. Silverdome jednak to obiekt przeznaczony do footballu Amerykańskiego, a nie do koszykówki. Widoczność na meczach Detroit była więc fatalna, a słowo „loża” pozostawało w kwestii marzeń.

5 marca 1985 roku miało miejsce zdarzenie, które natchnęło Davidsona do zmian i wprowadzenia w życie projektu o nazwie „Nowa hala dla Detroit Pistons”. Tym bodźcem była burza, która przeszła nad Silverdome, i która sprawiła, że dach został zniszczony. Co prawda został on naprawiony, a Tłoki grały jeszcze potem tam dwa sezony, ale wtedy pod koniec rozgrywek 1984-85,  Pistons musieli z niechęcią rozegrać 15 spotkań w obiekcie Detroit Red Wings. Pontaiac Silverdome ostatecznie pożegnano pod koniec sezonu 1987-88, a całe wydarzenie obejrzało prawie 42 tysiące ludzi.

Fundamenty pod „The Palace” zostały wylane 7 czerwca 1986 roku, czyli niecałe dwa lata przed oficjalnym jej otwarciem, czy ponad dwa przed inauguracją w roli obiektu NBA. Davidson miał pomysł na nową halę dla swojej drużyny i jedno główne założenie – to nie ma być coś średniego, tylko wspaniałego. Chciał loże i miejsce, które będzie budzić podziw oraz stanowić wzór dla przyszłych budownictw. Na stanowisku architekta została zatrudniona firma Rossetti Architects, a głównym wykonawcą została R.E. Dailey & Company. To się oczywiście nie miało prawa udać, a na pytanie czemu – tak odpowiada Willson:

„Mieliśmy architekta, który nigdy nie projektował stadionu, ekipę budowlaną, która nigdy nic takiego nie zbudowała a także dewelopera. który na oczy widział chyba tylko jedno sportowe wydarzenie w całym swoim życiu. Taki miks był po prostu skazany na porażkę i taki miks nie miał szans by to wszystko się mogło udać.”

Jakim cudem się w takim razie udało? Nie ma chyba osoby, która by nie twierdziła, że Bill Davidson był wspaniałym biznesmenem, który doskonale umiał przypilnować swoich interesów. To głównie jego upór i nadzór sprawiły, że cala ta inwestycja zakończyła się sukcesem – inwestycja dodajmy całkowicie finansowana z prywatnych funduszy i bez jakiegokolwiek udziału miasta.

Chociaż właściciel Tłoków nie chciał niczego co będzie średnie, to za punkt wyjścia obrał halę Sacramento „Arco Arena”, która miała kosztować w tamtych czasach około 15$ milionów. To były jednak tylko założenia, bo Davidson stwierdził, że w takim razie za 25$ milionów są w stanie wybudować naprawdę ładny obiekt. Założenia założeniami, a okazało się, że finalnie budżet „The Palace” wystartował z pułapu dokładnie dwa razy większego.

Cena działki na przedmieściach Detroit sprawiła, że koszty konstrukcji zaczęły iść w górę. Loże, które były oczkiem w głowie Davidsona, wywindowały cenę obiektu o 10-15$ w górę, gdyż przy oryginalnym budżecie ich liczba mogła wynosić jedynie 100. Na to właściciel się nie chciał zgodzić i w rezultacie ostateczna suma za jaką zbudowano The Palace of Auburn Hills wyniosła około 90$ milionów.

Ostatecznie jednak efekt był wart każdego dolara, bo na miejscu poza wspaniałymi warunkami do oglądania koszykówki mieliśmy coraz lepsze restauracje, sklepy i wszelkie dogodności, o jakich można było sobie tylko pomarzyć. Warto też dodać, że rok temu po wielu modernizacjach, Pałac Tłoków został w sumie wyceniony na 182$ miliony. Tamta kwota pod koniec lat 90tych budziła podziw, ale Pistons po wybraniu w 1981 Isaiah Thomasa, stawali się z roku na rok coraz lepszą drużyną i klimat wokół niej był także coraz lepszy. Z perspektywy czasu już najnowsza historia pokazała Davidsonowi, że warto było stworzyć taki obiekt, bo już wkrótce miała nastąpić jego „oficjalna koronacja”.

Rossetti ostatecznie nie był nigdy uważany za architekta „The Palace”, a ojców powstania tej hali jest wielu. Wspomniany chociażby Tom Willson podczas jednej z luźnych rozmów, na serwetce naszkicował pomysł, który potem został przekuty w dalsze projekty, a chodziło o jeszcze więcej loży. Do podstawowych podzielonych na dwa poziomy (48 w najniższych rejonach i 52 wyżej) doszło jeszcze ponad 80 w tzw. sky boxach.

Wielkie otwarcie Pałacu Tłoków nastąpiło 13 sierpnia 1988 roku, lecz było to otwarcie dla ludzi, a nie stricte sportowe wydarzenie. Tym, który przecierał szlaki dla późniejszych wydarzeń w tym miejscu był Sting i jego koncert, który przez problemy z podwieszanymi elementami w hali mógł się wcale nie odbyć. Co zaś tyczy się inauguracji stricte koszykarskiej, ta miała miejsce dopiero 5 listopada tego samego roku, kiedy Pistons podejmowali Charlotte Hornets.

„The Palace of Auburn Hills”. Skąd wzięła się ta nazwa? Jeszcze w trakcie sezonu 1987-88, kiedy koszykarze Detroit grali w gigantycznym Silverdome, klub postanowił rozpisać konkurs na nazwę nowo powstałego obiektu. Jak podają źródła drużyny z Michigan, na konkurs zgłoszono około 100 tysięcy nazw, z czego 1600 propozycji brzmiało „The Palace”. Nazwa została ujawniona przy okazji domowego starcia w Silverdome w grudniu 1987 roku, a ceremonii „odsłonięcia” nazwy miał towarzyszyć konkurs, podczas którego 5 fanów, spośród wspominanych 1600, miało dostać szansę na wygranie dożywotnich biletów wstępu to hali. Konkurs wygrał 20 letni student z Michigan. Czy to jednak naprawdę fani wybrali nazwę tego obiektu? Tak naprawdę, to zrobił to Davidson, który z wielu propozycji wybrał właśnie tą, która przypominała mu jego stare i dobre czasy spędzone w Nowym Jorku. „Of Auburn Hills” była dodatkiem koncesyjnym, chociaż do dnia dzisiejszego jest jedynym obiektem obok MSG, który nie ma tytułu sponsora w hali. Także do dnia dzisiejszego była jednym z 8 obiektów w lidze, który przynależy tylko i wyłącznie do właścicieli klubu.

„Bad boys bad boys, Watcha gonna do, whatcha gonna do, when they come for you”. Czy można sobie wymarzyć lepsze otwarcie nowo powstałej hali niż sezon, który został zwieńczony mistrzostwem NBA?  Sezon, w którym Tłoki wygrały 63 spotkania i wygrały swój debiutancki mecz na własnym parkiecie w sezonie regularnym, w playoffs przeciwko Celtom i w finale przeciwko Lakers. To 4-0, kiedy Źli Chłopcy zmietli z parkietu Jeziorowców sprawił, że nie było 5 i 6 spotkania i szansy na koronacje na własnym parkiecie wśród tysięcy fanów, których do „The Palace” wchodziło prawie 20 tysięcy. Rok później drużyna ze stanu Michigan obroniła tytuł i w ten sposób upłynął w Detroit dwuletni miesiąc miodowy zwieńczony dwoma mistrzostwami rok po roku. Nieźle jak na otwarcie obiektu, który miał być konstrukcyjnym bublem.

Od początku Bad Boys, poprzez erę Granta Hilla, okres przebudowy i ekipę Billupsa i spółki, „The Palace” był świadkiem wielu ważnych wydarzeń i wielu ciekawych spotkań. Tytuł zdobyty przeciwko faworyzowanym Lakers w 2004? Ja osobiście będę pamiętał serie finałową rok później, gdzie w jednej z najciekawszych batalii o puchar Larry’ego O’Briena, Pistons ulegli 3-4 koszykarzom z San Antonio. Tamta atmosfera w finałach i walka o każdy punkt była uosobieniem tego, co to miejsce miało w sobie.

W stanie Michigan kochają koszykówkę i to nie tylko w męskim wydaniu. „The Palace” było domem dla Detroit Shock, żeńskiej drużyny WNBA, przez 11 lat i w tym czasie trzykrotnie wieszano tutaj baner za mistrzostwo. Jak w większości hal NBA „po godzinach”, także Pałac był świadkiem niezapomnianych koncertów, jak chociażby tych z udziałem Madonny, czy Led Zeppelinów, kiedy jeden z fanów chciał zaatakować zespół nożem za rzekome satanistyczne przesłanki w utworach. W NBA nic jednak nie trwa wiecznie i 10 kwietnia 2017 roku, Detroit Pistons rozegrali swój ostatni mecz w tej hali. Niestety jej wspaniałą historię zakończyli 4 punktową porażką przeciwko Washington Wizards. Jak podaje basketball-references, spotkanie obserwowało 21012 fanów, co każe delikatnie poddawać pod wątpliwość oficjalne dane na temat pojemności hali.

Co dalej? Niektóre hale NBA idą po jakimś czasie do demolki i tak naprawdę nie wiadomo jaki los spotka „The Palace”. Wiadomo jednak, że gracze Detroit Pistons mają od nowego sezonu zadomowić się w „Little Caesars Arena”, która ma pomieścić 21 tysięcy fanów i znajduje się w centrum biznesowym Detroit zwanym „Midtown”. Czy nowy obiekt stanie się równie kultowy co Pałac? Isiah Thomas zwykł mówić, że to Tłoki decydowały, który obiekt będzie ich domem i to oni wnosili atmosferę, która dodawała hali uroku i sprawiała, że był on ich prawdziwym domem. Bad Boys już jednak nie ma, a i „The Palace” przechodzi do historii. Czy więc nowa generacja graczy wraz z „Areną Cezara” nawiążę do starych dobrych czasów? Od sezonu 2017-18 zaczniemy pisać nową historię.


Loading Facebook Comments ...

Zostaw komentarz

MOŻESZ BYĆ ZAINTERESOWANY

Powrót Omera Asika
Newsroom
47 odsłon
47 odsłon

Powrót Omera Asika

Dominik Kędzierawski - 23/11/2017