Wstajesz i Wiesz! Czas weterana- Wade’a poprowadził Heat. Warriors 2-0. Kawhi nie wróci na PO.

To był wieczór czterech drużyn, choć lepiej napisać, że była to noc Dwyane’a Wade’a. To bowiem między innymi dzięki jego fantastycznej grze, Heat doprowadzili do remisu w serii z Philą.

On, weteran przecież, zagrał jak za starych dobrych czasów, przypominając swoje najlepsze momenty. Sixers nie mieli odpowiedzi na jego 28 punktów, 7 zbiórek, 3 asysty oraz 2 przechwyty i ulegli.

Lider Miami swój świetny występ rozpoczął ciągnąc comeback Heat w drugiej kwarcie, gdy jego drużyna odrobiła dwucyfrową stratę z pierwszej odsłony. Na starcie pogoni zdobył 7 oczek pod rząd, a w sumie kończył połówkę meczu mając na koncie 21 punktów.

Trzecia kwarta to już ok. 15 oczek przewagi na jej koniec i kiedy wydawało się, że mecz jest już w lodówce, Szóstki odrobiły stratę i zdołały zbliżyć się na dwa oczka na nieco ponad 4 minuty do buzzera. Wtedy właśnie mecz przejął ponownie Wade, który grał świetnie w obronie (przechwyt na Dario Sariću i punkty z kontry), jako asystent (podanie do Jamesa Johnsona i Gorana Dragića), aż wreszcie dagger na 46 sekund do końca…

Oto potwierdzenie, że Play-Offy to czas starych wiarusów.

Obok Dwyane’a 20 oczek zdobył wspomniany Goran Dragić, a solidną linijkę 18-7-5 zanotował James Johnson.

Pod nieobecność rozwścieczonego koniecznością absencji Joela Embiida…

…Ben Simmons miał 24 punkty, 9 zbiórek i 8 asyst, a 23 dołożył Dario Sarić. On również miał 9 zbiórek, ale też 4 przechwyty.

Te przecież dobre występy, nie przykryły statystyki rzutów dystansowych. Ta wyglądała mizernie, bo Sixers trafili tylko 7 z 36. prób za trzy.

Miami @ Philadelphia 113:103 (1-1)
San Antonio @ Golden State 101:116 (0-2)

W Oakland walczyli Spurs, ale w tej dzisiejszej rywalizacji ponownie nie mieli odpowiedzi na strzelców Warriors. Ostrogi nie zatrzymały Kevina Duranta w trzeciej kwarcie, gdy ten trafiał jak natchniony gromadząc 11 oczek, a w tym nie chybiając żadnej z trzech prób dystansowych. Później, już w ostatniej odsłonie, trójkami poprawił Klay Thompson (w tej kwarcie 16 punktów!, a do niego dołączyli się też inni gracze Dubs i było jasne, że mecz dla San Antonio skończy się porażką. W sumie w tej kluczowej kwarcie, do kosza Spurs wpadło sześć trójek, a w całym meczu aż 15. Dysproporcję klas niech wyrażą tylko cztery takie trafienia w box-scorze gości (trzy z tych trójek na swoje konto zapisał Patty Mills).

W grze Spurs trzymali się długo dzięki dobremu występowi LaMarcusa Aldridge. To dzięki niemu, jeszcze na przerwę, San Antonio schodzili z przewagą. W całym meczu zdołał zgromadzić 34 punkty i 12 zbiórek.

KD miał 32 punkty, 6 zbiórek i 6 asyst. Klay Thompson 31 punktów, a w tym pięć rzutów zza łuku.

Jest 2-0 i nie widać światełka w tunelu. Potwierdza się też scenariusz, w którym ani przez sekundę w play-offs nie zagra Kawhi Leonard.

Przypomnijmy, że Kawhi zdołał rozegrać w tym sezonie zaledwie 9 spotkań. Aktualnie przebywa w Nowym Jorku, gdzie próbuje się postawić go na nogi.

_

Nadchodząca noc to gry numer 2 w Toronto, Bostonie i Portland.

Z nożem na gardle grają już dziś Trail Blazers, którzy ulegli w pierwszej rywalizacji z Pels i stoją pod ścianą. Nie dość, że już w pierwszym meczu stracili przewagę parkietu, to za chwilę, mogą być już jedną nogą na wakacjach. Ich nadzieją na dziś jest możliwy powrót Mo Harklessa, który przed tym zanim opuścił kilkanaście spotkani drużyny, był ważnym ogniwem ofensywy Portland.

Celtowie udowodnili w pierwszym meczu, że mimo osłabienia (który to już raz w tym sezonie) są zdolni wygrywać… nawet w dogrywkach. Nie potrzebowali wielkich nazwisk, bo kluczowe role w Game 1 odegrali Terry Rozier, czy debiutant Jayson Tatum. Dziś Boston ponownie im zaufa, ale odpór z pewnością zechce im dać trio Kozłów- Giannis, Middleton i Bledsoe.

Pierwszy raz w historii (po 10. próbach) od zwycięstwa w Play-Offs rozpoczęli rywalizację Raptors. To było dla nich w pewnym sensie paląca presja, dlatego teraz powinno grać im się łatwiej mimo, że ich liderzy Lowry oraz DeRozan, nie zachwycili w Game 1. Oni zagrali poniżej oczekiwań, ale Raptors to już nie jest zespół tylko tych dwóch graczy. Teraz jest to drużyna wielu płaszczyzn i co najmniej kilku możliwości. Jeśli Toronto wygra i dziś, zapewne w dużej mierze, triumf zawdzięczać będą równej grze rezerw, które zresztą w pierwszym starciu zdeklasowały te Waszyngtonu.

MOŻESZ BYĆ ZAINTERESOWANY

Loading Facebook Comments ...

Zostaw komentarz