ZASPANYM OKIEM: „Zimowe” dramy w Cleveland to nic nowego

19/01/2018
29 Shares 1664 Odsłon

LeBron James jest jednym z najlepszych koszykarzy w historii NBA. Dla jednych jest zdecydowanym numerem jeden, dla innych jest to genialny gracz na miarę top5-top10, a dla innych jeszcze jest tuż za plecami niedoścignionego Michaela Jordana. LBJ w swoich najlepszych czasach potrafił w defensywie przypilnować gracza z pozycji od 1 do 5, a w ofensywie od wielu lat pokazuje, że nie zamierza zostawać w tyle. Jest jednak jedna rzecz, w której King James może być bezapelacyjnym Królem w historii NBA – dramy i kreowanie narracji najkorzystniejszej dla siebie.

Pora na odrobinę historii. LeBron James po latach gry dla Miami Heat powrócił do rodzimego Ohio latem 2014, bo widział potencjał drzemiący w Kyrie Irvingu, a nie widział go już w 100 letnich kolanach Dwyane’a Wade’a. James z miejsca też ocenił skład swojej nowej/starej drużyny, pociągnął za kilka sznurków i oto i Kevin Love wylądował w Cleveland, a do Krainy Tysiąca Jezior powędrował Andrew Wiggins. Ten sam sezon i zima 2014/15. Cavs w okresie 25 grudnia 2014 – 13 stycznia 2016 rozgrywają 12 spotkań i wygrywają tylko dwa z nich. Już w czasie trwania tej kiepskiej serii do Cavs w rozmaitych wymianach lądują tacy gracze jak Shumpert, Smith czy Mozgov. Potem ważnym „weteranem w szatni” zostaje Kedrick Perkins. Okazuje się więc, że dwutygodniowy „urlop” LeBrona i jego pleców i wizyty w Miami to bardzo dobry straszak pt: „wiecie, że mogę wrócić do Miami jak będę niezadowolony?”. Mimo dotarcia do finałów NBA i bardzo dobrego początku kolejnych rozgrywek, 22 stycznia 2016 pracy zostaje pozbawiony David Blatt, a jego miejsce zajmuje bliski sercu LBJ’a Tyronne Lue.

Zima 2015-16 nie objawiała się serią porażek w Ohio, lecz bardzo mocnymi domysłami na temat tego jak bardzo LeBron James nie chciał grać dla Davida Blatta. James dostaje więc szkoleniowca, którego od tamtego czasu wielu złośliwych dziennikarzy nazywa „asystentem trenera Jamesa”. Śmieszne czy nie, ale Lue z Cavaliers melduje się w finałach NBA 2016 i wygrywa tam pierścień przeciwko Warriors, którzy w sezonie zasadniczym osiągnęli bilans 73-9! Zima 2016-17 to seria 2-6 i kiepska atmosfera w zespole. King James nie jest zadowolony z tego, że jego jedynym rozgrywającym jest Kyrie Irving i nie ma żadnego wsparcia w tym wypadku. Dostaje więc od klubu Kyle’a Korvera i Derona Williamsa. Nic to jednak nie dało, bo Cavs grają słabo dalej i choć przechodzą przez playoffs jak burza, to w finale zostają rozbici 4-1 przez Golden State Warriors. Nie zmienia to jednak faktu, że w tych wymianach i roszadach pomogła James’owa seria tweetów, po których znowu w Cleveland zapanował strach, że oto i Król James nie chce grać z takim zespołem i w takim kształcie.

LeBron James zawsze dostaje to, czego chce? Można tak powiedzieć, chociaż nie zawsze tak jest. Pat Riley był tym, który umiał się postawić LBJ’owi i w końcu postawić na swoim. Teraz też dowiadujemy się, że w zamieszaniu z Kyrie Irvingiem to LeBron chciał by młody rozgrywający na siłę, ale jednak został w Cleveland. Wtedy właściciel drużyny miał zażądać od swojego lidera deklaracji, że zwiąże się z klubem z Ohio 4 czy 5 letnim kontraktem. To jednak tak nie działa w przypadku Króla Jamesa, bo on jak NIKT INNY w historii NBA lubił i lubi mieć panowanie nad własnym losem. Nie obchodzą go nawet maksymalne pieniądze i ogromne suto wypełnione dolarami kontrakty, jeśli nie daje mu to możliwości „szantażowania” właścicieli klubów i żądaniu ciągłej zmiany i poprawy składu.

To nie jest koniec tego tekstu ani jego podsumowanie, bo oto i mamy zimę 2018 i Cavs grających fatalnie. W przeciągu ostatnich 12 meczów Cavaliers schodzili zwycięscy z parkietu jedynie 3 razy, a m.in. w trzech meczach z rzędu dali rywalom zdobyć grubo ponad 120 punktów. Ich defensywa jest wręcz tragiczna, skład najstarszy w lidze i … i znowu zaczynają się dramy w Cleveland i kreowanie narracji tak, aby ugrać jak najwięcej wobec zbliżającej się Trade Deadline.

Co ja mogę z takim składem zrobić?

… chyba o to na zdjęciu „zdaje się pytać” LeBron James. Kiedy tylko pojawiły się głosy, że on jako lider może nie daje najlepszego przykładu dla gry w obronie i za długo przetrzymuje piłkę w ataku by mieć cenne dla walki o MVP asysty, to nagle do mediów wyciekły inne informacje. Cleveland.com o poranku po ostatnim przegranym meczu Cavs z Warriors, informowało nas, że trzech zawodników  Cavaliers anonimowo napisało do właściciela klubu list, że w takim stanie ten zespół nie ma szans na walkę z Warriors. Kim byli ci trzej gracze i czy „działali”na pewno na własną rękę? Czy w tym roku „narzekanie” i pasywno-agresywne tweety ze strony LeBrona nie popsułyby mu kartoteki w sprawie MVP 2017-18? Z drugiej jednak strony James udziela wywiadu dla ESPN, gdzie twierdzi, że obecne rozgrywki i całe to zamieszanie w Cleveland to najtrudniejszy sezon w jego karierze. Wymówka na wypadek niepowodzeń w playoffs lub finałach?

Cavs obecnie grają fatalnie. Słowo tankowanie jest brzydkie i nie pasujące do zespołu, który chce zagrać po raz kolejny w finałach NBA, ale może Colin Cowherd z FS1 ma rację? Co, jeśli Cavaliers grają słabo, bo to im się opłaca? DeAndre Jordan albo Derrick Favors byliby bardzo pomocni dla zespołu bez „żadnego środka”, nie mówiąc już o kimś z duetu Davis-Cousins. Odpowiednio przedstawiona narracja, przecieki i już nie rozmawiamy o dominującym LeBronie i niezadowolonych z minut grania Thompsonie czy Frye’u tylko o tym, co Dan Gilbert musi zrobić by jego drużyna znowu była 100% pewniakiem na walkę o finał NBA. Co zrobić, by w tych finałach nie byli jedynie statystami a realnym zagrożeniem dla Warriors.

Narracja narracją, szantaż szantażem, ale LeBron James może się oszukać w tym sezonie. Cavs bowiem nie mają żadnych ciekawych graczy do oddania (a inni mają fatalne kontrakty jak Thomoson), by nie stracić za wiele, ale zainteresować inne ekipy i pozyskać kogoś, kto zrobi różnicę. Pick Brooklynu? Przecież to karta przetargowa i koło ratunkowe dla Cleveland na wypadek, jeśli James odejdzie latem 2018. Gilbert musiałby być niespełna rozumu by w ciemno oddać ten wybór, byleby Cavs byli lepiej sytuowani w tym sezonie. Paul George albo DeAndre Jordan i Lou Williams?  Powtórzmy: po pierwsze ultra ryzykowne zachowanie w postaci oddania picku Netsów przy braku jakiejkolwiek wiedzy, co latem 2018 zrobi LBJ. Do tego dochodzi też fakt, że Thomas także może być wolnym agentem. Pozyskanie graczy wyżej wymienionych? Każdy z nich bez przedłużenia kontraktu może odejść wraz z Thomasem i Jamesm. Czy Dan Gilbert jest w stanie postawić dosłownie wszystko na jedną kartę, kiedy nie jest pewny wygranej, ani tego, co będzie z jego drużyną w najgorszym wypadku? Pick Netsów jest na razie za słaby, by o niego dbać? Przypomnijmy tylko, że w okresie, kiedy Cavs zgarniali jedynki w drafcie, to wiele osób zakładało i kalkulowało ich wybory na 7-8 lokatę. Ohio ma więc sporo szczęścia w losowaniach i pick Netsów nagle może się okazać znowu na wagę złota.

Zimowe dramaty w Cleveland to nic nowego. Serie porażek, tweety z podtekstem, wyciek informacji do pracy, kiepska atmosfera w szatni i zwalnianie trenerów. To wszystko widziano już w Ohio i na razie od powrotu LeBrona Jamesa zawsze kończyło się tak samo – finałami NBA. Zawsze jednak warto sobie zadać pytanie pt: „a co jeśli tegoroczna zima jest inna od wszystkich?”. 8 kolejny finał dla LeBrona może i ładnie wygląda w CV, lecz bilans na tym etapie rozgrywek i rozgromienie przez Warriors już nie. Najczarniejszym jednak scenariuszem dla Cleveland byłoby odpaść z Bostonem w finale konferencji – z Bostonem, do którego od LeBrona Jamesa uciekł Kyrie Irving. Czy tak się stanie i czy to jest w ogóle możliwe, to przekonamy się po dacie 8 luty, kiedy to po trade deadline będziemy wiedzieć dokładnie jakim personalnym składem dysponują Cavaliers. Wtedy też się okaże, czy kolejna zimowa drama wyszła LeBronowi na dobre czy po raz pierwszy wyszła mu bokiem.

MOŻESZ BYĆ ZAINTERESOWANY

Loading Facebook Comments ...

Zostaw komentarz